OZE

OZE gwałtownie tanieje

Na przestrzeni ostatnich 5 lat na świecie energia z farm wiatrowych staniała o 50%, a energia z fotowoltaiki aż o 80%. Tymczasem ostatnie dwa lata to okres stagnacji polskiej energetyki odnawialnej, a 80% krajowych farm wiatrowych przynosi straty.

Renomowana agencja Bloomberg News Energy Finance (BNEF) opublikowała raport, z którego wynika, że energia słoneczna znacznie szybciej wyprze węgiel, jako surowiec energetyczny, niż szacowano do tej pory. Raport symuluje rozwój energii odnawialnej do roku 2040 i po raz pierwszy tak mocno stawia tezę o wyparciu węgla przez OZE. Ma to się stać dzięki rekordowemu spadkowi cen nowych elektrowni zasilanych odnawialnymi źródłami energii. Spadki cen postępują znacznie szybciej, niż zakładali najwięksi optymiści.

Jeszcze niedawno podstawową barierą ograniczającą rozwój fotowoltaiki były koszty inwestycyjne. Panele słoneczne oraz falowniki wraz z całą infrastrukturą były tak kosztowne, że opłacało się je instalować jedynie na statkach kosmicznych i zastosowaniach wojskowych. Koszty amortyzacji były głównym czynnikiem kosztotwórczym w cenie energii elektrycznej ze słońca.

Dziś instalacja paneli fotowoltaicznych kosztuje jedną piątą tego, co w 2009 r. A do 2040 r. koszty paneli mają spaść o kolejne 66%. Dziś przyjmuje się, że dla gospodarstwa domowego koszt budowy instalacji o mocy 1 kW to ok. 6 tys. zł, a oferują ją nawet niektóre sieci handlowe i to nie tylko budowlane.

Już dziś elektrownie słoneczne kosztem inwestycji w przeliczeniu na 1 MW mocy zainstalowanej mogą konkurować z nowymi elektrowniami węglowymi w Niemczech czy w USA, a w ciągu najbliższych czterech lat staną się konkurencyjne w Chinach i Indiach.

Podobnie wygląda sytuacja z elektrowniami wiatrowymi. Do niedawna farmy wiatrowe posadowione na morzu (off shore) były znacznie droższe od inwestycji lądowych. To się jednak zmienia. Aż o 71% ma spaść cena morskich farm wiatrowych – jedno z najbardziej efektywnych źródeł OZE, bo na morzu bardziej wieje. Ale dziś według szacunków organizacji branżowych przeciętny koszt budowy jednego wiatraka na pełnym morzu wraz z całą infrastrukturą przyłączeniową to mniej więcej 20 mln euro.

Węgiel w głębokim odwrocie

Nie jest to dobra wiadomość dla polskiej polityki energetycznej, ale to węgiel będzie pierwszą ofiarą tych zmian. Nowe projekty budowy elektrowni będą porzucane. BNEF szacuje, że taki los może spotkać na świecie elektrownie o mocy 369 GW – to taka moc, jaką mają systemy energetyczne Niemiec i Brazylii razem wzięte. Również nie będą realizowane nowe projekty w zakresie energetyki węglowej, chociaż prąd z węgla będzie produkowany jeszcze przez wiele dekad. Dziś z paliw kopalnych produkowane jest 59% prądu na świecie. Mniej więcej w połowie lat 20. XXI w. ten odsetek ma spaść do 50%, przy czym głównym paliwem kopalnym będzie gaz ziemny – co wynika z raportu BNEF.

W połowie XXI wieku gaz ziemny będzie paliwem przejściowym między epoką węgla a epoką źródeł odnawialnych. Jego spalanie emituje o połowę mniej CO2 niż węgla, a do tego nie produkuje pyłów czy rtęci. OZE jest całkowicie bezemisyjnym źródłem energii, wciąż jednak droższym niż gaz.

Elektrownie gazowe są zdecydowanie łatwiejsze w utrzymaniu dostaw energii elektrycznej niż wielkie molochy węglowe. Działają one niemalże w systemie start – stop: można je włączać i wyłączać na życzenie w zależności od zapotrzebowania na prąd. To podstawowa zaleta turbin gazowych, które mogą działać w symbiozie ze źródłami odnawialnymi. Prąd z elektrowni gazowych może uzupełniać niedobory w trakcie braku energii elektrycznej z powodu braku wiatru czy pory nocnej.

Spadek cen energii ze źródeł odnawialnych wynika z wielkich inwestycji. W roku 2016 w energetykę słoneczną zainwestowano na świecie 114, a w wiatrową 112 mld dolarów, podczas gdy w pozostałe OZE (biomasa, małe elektrownie wodne, geotermia oraz biopaliwa) łącznie 15 mld dolarów. Przestawienie się światowych gospodarek na OZE (zwłaszcza fotowoltaikę i wiatr) oraz gaz ma sprawić, że prognozowany na lata wzrost emisji CO2 (za sprawą spadku zapotrzebowania na węgiel) w skali świata może się zatrzymać już w 2026 r.

Chińska lokomotywa

Tak gwałtowny rozwój energetyki ze źródeł odnawialnych jest głównie zasługą działań na tej niwie Chin. W 2016 roku Chiny zainwestowały w OZE 78 mld dolarów, to jest tyle, co w tym samym czasie Wielka Brytania, Japonia, Niemcy, Indie, Brazylia, Australia, Belgia i Francja razem wzięte. Wynika to ze specyficznej struktury polityki chińskiej. Politycy z krajów demokratycznych modelu zachodniego muszą liczyć się z wyborczą weryfikacją co 4 lata. Chiny mogą prowadzić planowanie gospodarcze w znacznie dłuższym horyzoncie czasowym sięgającym nawet dziesiątków lat. Władze chińskie przez końcówkę ubiegłego wieku i początek tego prowadziły wręcz rabunkową wobec środowiska naturalnego gospodarkę prowadzącą do niezwykle dynamicznego rozwoju. Efektem jest stan środowiska i wszechobecny we wszystkich niemal chińskich miastach smog. Według polityków gospodarczych tej potęgi gospodarczej przyszedł czas na rozwiązanie tego problemu w iście chińskiej skali.

To dzieje się już dziś!

Chiny są największym na świecie rynkiem samochodów elektrycznych. W 2016 roku 40% z 2 milionów jeżdżących na całym świecie aut elektrycznych jest w Chinach. Chińskiej produkcji jest także 200 milionów elektrycznych skuterów i 300 000 elektrycznych autobusów.

Wzrost produkcji chińskich aut elektrycznych był w ostatnich latach mocno napędzany wysokimi dopłatami. Będący samodzielnym liderem tego rynku BYD zwiększał sprzedaż o około 45% rocznie (autobusy tego producenta były testowane w Warszawie).

Nałożone na chińskich producentów obowiązki stanowią, że w roku 2018 8% produkowanych aut ma mieć napęd elektryczny, w 2019 już 10%, a w 2020 12%. Gdyby w Polsce 8% produkowanych samochodów miało mieć napęd elektryczny, to musiałoby ich być rocznie ok. 50 tys. Tymczasem w Polsce zarejestrowano w 2017 roku zaledwie 907 osobowych samochodów elektrycznych. Ile z nich wyprodukowano w kraju? Raczej pojedyncze sztuki.

OZE ma też cienie

Podstawowy problem, przed którym stoją systemy energetyczne z dużym udziałem odnawialnych źródeł energii, to nieduża ich zależność od woli człowieka. Jeżeli instalacja fotowoltaiczna ma 100 kW mocy zainstalowanej, to dotyczy to określonych warunków, takich jak nasłonecznienie i temperatura. Słońce przesuwa się po nieboskłonie i zmienia się kąt padania światła (są systemy nadążne, ale są kosztowne i skomplikowane). Słońce raz świeci, raz nie. Na naszej szerokości geograficznej dni są raz długie, raz krótkie. No i w nocy ogniwa są praktycznie nieczynne. Szacuje się, że efektywna moc zainstalowana dla paneli słonecznych wynosi ok. 5% mocy znamionowej. To znaczy, że rocznie instalacja o mocy 100 kW wyprodukuje tyle energii elektrycznej, co instalacja 5 kW pracując 365/24.

Instalacje wiatrowe mają ten parametr znacznie lepszy, ale i tak nie przekracza 20% (dla instalacji off shore nawet ponad 30%).

Stąd istotną rolę odgrywają magazyny energii. Jest ich wiele rodzajów. W Polsce takimi magazynami są elektrownie szczytowo-pompowe. Ale w najnowszych technologiach mowa jest o systemach akumulatorowych zarówno scentralizowanych jak i rozproszonych, sprężone powietrze gromadzone w komorach dawnych kopalń soli czy wodór, o czym pisaliśmy w naszym miesięczniku w numerze 4/2018.

Zdrada sprzed 70 lat

Komisja Europejska dopinguje kraje członkowskie do zmian systemów energetycznych i odejścia od węgla. Minister energii Krzysztof Tchórzewski na kongresach gospodarczych (np. EKG w Katowicach) lubi powtarzać, że to nie wina Polski, że ma węgiel i że taka struktura produkcji energii to zasługa „pojałtańskiego podziału Europy”. Konferencja w Jałcie w 1945 r. jest uznawana za symbol zdrady Polski przez zachodnich sojuszników, którzy oddali nasz kraj w strefę wpływów ZSRR. A Związek Radziecki zdecydował, żeby w Polsce postawić na węgiel, a nie na atom (tak jak w Czechach czy na Węgrzech). I dlatego zdaniem rządu PiS mamy prawo oczekiwać łagodniejszego traktowania pod względem spełniania dyrektyw klimatycznych i energetycznych związanych z wykorzystaniem węgla.

Trzeba mieć świadomość, że dla polskiej gospodarki koszt ograniczenia produkcji energii z węgla do 50% w 2050 r. to 200 mld zł – powiedział minister Tchórzewski.
W świetle wspomnianego na początku raportu BNEF wygląda na to, że o rozwoju energii odnawialnej nie decyduje ani historia, ani ideologia, tylko ekonomia. Niestety nasz rząd kontynuuje program budowy i modernizacji elektrowni węglowych, jak nowa elektrownia w Ostrołęce. W sytuacji, gdy cały świat przestawia się na zielony prąd, my ciągle chcemy tkwić w XIX wieku.

Nie chodzi o to, żeby Polska z dnia na dzień wyłączyła elektrownie węglowe, ale o to, żeby rząd nie fundował przyszłym pokoleniom zabetonowania Polski nowymi elektrowniami węglowymi na kolejne 70 lat. Podejmowanych dziś przez suwerenny rząd kraju decyzji nie da się już usprawiedliwić zdradą sojuszników.

Paweł Wójcik

Środowisko Artykuł pochodzi z miesięcznika „Środowisko” 5(545) maj 2018 r. Tekst opublikowany w oryginalnej formie dostarczonej przez wydawcę miesięcznika – Dziennikarską Agencję Wydawniczą MAXPRESS.

 

reklama