Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła sposób realizacji inwestycji w budynkach użyteczności publicznej (14 beneficjentów/15 projektów), które powinny być przykładem do naśladowania w promowaniu działań poprawiających efektywność energetyczną. Nota wystawiona skontrolowanym podmiotom jest wysoka, choć zawsze mogłoby być lepiej.
W ocenie inspektorów, projekty energooszczędne w budynkach użyteczności publicznej spełniają swoją funkcję: przyczyniają się do zmniejszenia zużycia energii, a tym samym do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Obniżają też koszty eksploatacji. Izba stwierdziła jednak, że efekty ekologiczne tych przedsięwzięć mogłyby być większe niż osiągane do tej pory, stąd zaproponowała preferowanie innowacyjnych metod termomodernizacji podczas organizacji konkursów na tego typu zadania oraz usprawnienie procedur.
Inwestycje te finansowane są m.in. ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W latach 2010-2014 wsparł on blisko 300 projektów w zakresie efektywności energetycznej, kwotą przekraczającą 480,3mln zł. Dzięki nowym systemom grzewczym i wentylacyjnym, ocieplonym ścianom i dachom czy wymianie okien, drzwi lub oświetlenia poprawia się też komfort użytkowania szpitali, szkół czy przedszkoli. Zmniejszają się zarazem koszty eksploatacji tych budynków.
Niestety, jak duża jest skala rzeczywistych oszczędności, trudno dziś jednoznacznie ocenić, gdyż – zdaniem kontrolerów – brakuje miarodajnego sposobu pomiaru. Obecnie porównywane są teoretyczne dane dotyczące wielkości zapotrzebowania na energię budynku sprzed termomodernizacji z faktycznym zużyciem energii po zakończeniu przedsięwzięcia. Jednak wnikliwe badanie, wykonane przez NIK, pokazało, że wyjściowe dane teoretyczne bywają nawet kilkakrotnie zawyżone, stąd porównanie z pomiarem wykonanym już po zakończeniu zadania pokazuje tak korzystne i chyba zbyt optymistyczne efekty termomodernizacji.












