Najwyższa Izba Kontroli (NIK) zweryfikowała realizację „Programu ochrony przed powodzią w dorzeczu górnej Wisły” i jak wynika z wystawionej oceny, zadania w ramach Programu wykonywane były zgodnie z przyjętymi priorytetami i założeniami.
Jednak ta, wydawałoby się, pozytywna ocena nie powinna nikogo zwieść, bowiem NIK ma poważne zastrzeżenia do działań związanych z ochroną przeciwpowodziową w badanym regionie, prowadzonych już po uchyleniu Programu. Kontrolującym chodzi w tym wypadku głównie o realizację i utrzymanie budowli przeciwpowodziowych, a w szczególności o brak koordynacji zadań, za które w tym obszarze odpowiada wiele różnych podmiotów.
Izba podkreśla także, że dziedzina związana z gospodarką wodną jest stale niedoinwestowana, mimo tego, że powodzie powodują straty liczone w miliardach złotych, a brak zdecydowanych działań, zmierzających do uregulowania tego obszaru może – w ocenie kontrolerów – przyczynić się do wzrostu zagrożenia powodziowego.
Najwyższa Izba Kontroli przypomina, że region górnej Wisły to teren, na którym ryzyko wystąpienia powodzi jest największe w kraju, a straty po powodziach z lat 1997, 2001 i 2010 oszacowano tam na ponad 14 mld zł. By ograniczyć negatywne skutki powodzi, w 2011 r. rada ministrów uchwaliła „Program ochrony przed powodzią w dorzeczu górnej Wisły”, który miał skoordynować działania niezależnych od siebie organów administracji publicznej odpowiedzialnych za budowę i utrzymanie budowli przeciwpowodziowych. Program, oprócz koordynacji działań wielu jednostek, miał na celu również zapewnienie finansowania zadań związanych z ochroną przeciwpowodziową. Zadania Programu były realizowane przez niespełna 4 lata, a po uchyleniu Programu uczestniczące w nim podmioty realizują zadania niezależnie od siebie.
Izba zauważa, że Plan zarządzania ryzykiem powodziowym dla badanego obszaru został przyjęty z prawie rocznym opóźnieniem, a w dodatku nie wskazano w nim podmiotu, który byłby odpowiedzialny za koordynację działań przeciwpowodziowych.
Według NIK obecne rozwiązania prawne związane z wykonywaniem praw właścicielskich w stosunku do wód publicznych oraz podziałem zadań dotyczących wykonywania i utrzymywania budowli przeciwpowodziowych, niestety, nie służą ochronie przeciwpowodziowej. Główny ciężar utrzymania budowli spoczywa bowiem na wojewódzkich zarządach melioracji i urządzeń wodnych, które w żaden sposób (organizacyjnie i finansowo) nie podlegają ministrowi odpowiedzialnemu za gospodarkę wodną i ochronę przeciwpowodziową, czyli Ministrowi Środowiska. Podlegają bezpośrednio marszałkom województw, a środki finansowe otrzymują z budżetów poszczególnych wojewodów. W dodatku, co podkreśla NIK,
Zarządzają one wodami w granicach administracyjnych województw, co jest sprzeczne z wytycznymi Ramowej Dyrektywy Wodnej oraz Dyrektywy Powodziowej. Dyrektywy te wymagają zintegrowanego zarządzania zasobami wody w obszarze zlewni, a niedostosowanie gospodarki wodnej do unijnych uregulowań grozi nie tylko sankcjami ze strony Komisji Europejskiej, ale może doprowadzić także do blokady środków unijnych przeznaczonych na te cele.
Dlatego NIK uważa za konieczne wprowadzenie zmian do ustawy Prawo wodne, które powinny doprowadzić do uporządkowania struktury jednostek odpowiedzialnych za gospodarkę wodną i ochronę przeciwpowodziową w taki sposób, aby odpowiadały one za poszczególne zlewnie rzek oraz do określenia ich podstawowych kompetencji i zadań.
W związku z wynikami kontroli, NIK zawnioskowała do prezesa rady ministrów, aby po przyjęciu planu zarządzania ryzykiem powodziowym rozważyć ustanowienie podmiotu odpowiedzialnego za koordynację zadań ujętych w planie oraz zapewnić ich finansowanie.
Na podstawie www.nik.gov.pl
fot. pixabay.com













