rtęć

Nie samo zdrowie – uwaga na rtęć w rybach i gabinetach dentystycznych

Zjadanie ryb uważane jest za element zdrowej diety. Pod wieloma względami rzeczywiście tak jest, niestety, nie wszyscy wiedzą, że są one źródłem nie tylko białka, ale mogą także zawierać neurotoksynę, jaką jest rtęć. Źródłem emisji rtęci do środowiska jest m.in. spalanie węgla czy gospodarka odpadami, do których zalicza się także usuwane plomby dentystyczne, zawierające rtęć. A z rtęcią nie ma żartów.

Od 1 stycznia 2019 r. w Polsce wejdą w życie przepisy dotyczące emisji rtęci z gabinetów stomatologicznych. Może wyda się to dziwne, ale w wielu państwach na świecie, również u nas, w stomatologii wciąż używa się rtęci, a wyrwane zęby z plombami amalgamatowymi często trafiają prosto do środowiska. Od nowego roku w każdym gabinecie stomatologicznym powinny być instalowane separatory rtęciowe, w celu uniknięcia niekontrolowanej emisji rtęci. Działania lobby stomatologicznego oraz inercja Ministerstw Zdrowia i Środowiska sprawiły, że szybko do tego nie dojdzie, mimo że działania takie są wymagane również prawem unijnym. Od czasu ratyfikacji przez Unię Europejską (UE) Konwencji z Minamaty społeczeństwo powinno mieć nadzieję i oczekiwania, że narażenie na zatrucie rtęcią spadnie, a jej emisja będzie kontrolowana. Mimo że przepisy są zadowalające, to jednak rzeczywistość pozostawia wiele do życzenia. Dlatego dzisiaj pozostaje nam wzajemna edukacja i uwrażliwianie ludzi, że z rtęcią nie ma żartów.

W Minamacie nikt się nie spodziewał

Co takiego wydarzyło się nad zatoką Minamata w Japonii, że zasłużyła ona sobie na nazwę dla międzynarodowej konwencji? W latach 50. XX w. wytwórnia tworzyw sztucznych emitowała tam ścieki zawierające rtęć, ale jej stężenie wydawało się niewielkie i niegroźne. Po pewnym czasie ludzie mieszkający nad zatoką zaczęli się dziwnie zachowywać, w końcu wielu z nich zmarło. Były to objawy zatrucia rtęcią, gdyż omawiany metal ciężki uszkadza układ nerwowy, mózg, nierzadko stając się przyczyną śmierci. Dzisiaj wiemy, że ze względu na zdolność rtęci do bioakumulacji w organizmach żywych, np. w rybach, w zasadzie każde stężenie tej neurotoksyny z czasem może stanowić duże zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Niestety, w Polsce wciąż mamy do czynienia z dużą ilością niekontrolowanej emisji rtęci do powietrza i wód. W ostatnim czasie niektóre źródła emitujące rtęć zostały nagłośnione – emisje ze spalania węgla (szczególnie brunatnego) w elektrowniach. W 2016 r. z samego tylko Bełchatowa do powietrza dostały się aż 3 tony rtęci! Gazeta Forbes podała, że to więcej niż emituje cały hiszpański przemysł.

Innym źródłem, które dla wielu Polaków może się wydawać nieoczywiste, jest emisja rtęci stomatologicznej z gabinetów dentystycznych, krematoriów i cmentarzy. Biorąc pod uwagę dane zaprezentowane w ostatnim raporcie Europejskiej Agencji Środowiska, właśnie stomatologia i ludzkie ciała z plombami amalgamatowymi stanowią wciąż istotne źródło emisji rtęci do środowiska. Szacuje się, że skoro 75% obywateli UE, której populacja wynosi ok. 500 mln, nosi w zębach plomby amalgamatowe, to w ludzkich ciałach – w samej tylko Wspólnocie – znajduje się 1500 ton rtęci (s. 41 Raportu). Ze względu na pochówki i kremacje, ogromna jej ilość prędzej czy później dostanie się do środowiska. Jeżeli plomby amalgamatowe zostaną wcześniej usunięte w gabinetach dentystycznych, jest wysoce prawdopodobne, że zostaną one wyrzucone wprost do kanalizacji.

Po tragicznych w skutkach doświadczeniach z zatruciem rtęcią nad zatoką Minamata jest ona stopniowo wycofywana z wielu gałęzi przemysłu – np. nie sprzedaje się już termometrów rtęciowych, chociaż w Polsce nielegalny handel nimi w Internecie wciąż kwitnie. Dla Polaków narażenie na rtęć pochodzi głównie z energetyki węglowej oraz właśnie ze stomatologii – mimo że od lat stosowane są wypełnienia alternatywne w konkurencyjnej cenie. Odrębny wątek stanowi emisja rtęci ze spalania węgla. Zdecydowanie większym niż energetyka źródłem emisji rtęci do powietrza i wód jest gospodarka odpadami, a do niej zalicza się także postępowanie z rtęcią w polskich gabinetach dentystycznych (s. 55 Raportu).

Rtęć – europejskie starania by ograniczyć emisję

Po ratyfikacji przez UE Konwencji z Minamaty ustalono środki, mające na celu minimalizację emisji rtęci do powietrza i wody. Między innymi wydane zostało rozporządzenie, do przestrzegania którego zobowiązane są wszystkie kraje członkowskie. Oznacza to, że np. Polska nie musi nowelizować przepisów, aby zaczęły obowiązywać u nas unijne wytyczne.

W Polsce nowelizacja przepisów odnośnie stosowania rtęci w stomatologii jest pożądana. Mogłoby to wpłynąć na koszyk świadczeń dla pacjentów stomatologii, gdyż – jak wiadomo – obecnie amalgamat zakłada się głównie w ramach świadczeń pokrywanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ). Jednak sam brak nowelizacji przepisów krajowych nie wpływa na ograniczenia stosowania rtęci, które zawarte są w unijnym rozporządzeniu. Restrykcje o jakich mowa to: od 1 lipca 2018 r. wprowadzono zakaz stosowania amalgamatu rtęciowego u dzieci, kobiet w ciąży i matek karmiących, zaś od 1 stycznia 2019 r., jak już wspomniano, gabinety dentystyczne będą musiały być wyposażone w separatory rtęci. Ograniczenia te są jedynie środkiem do całkowitej rezygnacji ze stosowania rtęci w stomatologii. Niestety, jak zwykle, przepisy to jedno, a rzeczywistość – drugie.

Jesteśmy narażeni na rtęć

W Polsce amalgamat rtęciowy zakłada się głównie w ramach ubezpieczenia zdrowotnego – uważa się, że jest to najtańszy sposób na wypełnienie ubytku. W istocie, jest to wariant najtańszy dla NFZ-u, jednak koszty zatrucia środowiska rtęcią ponosi każdy z nas. Co ciekawe, nie mamy dokładnej wiedzy co do skali użycia rtęci w polskiej stomatologii, gdyż NFZ nie prowadzi dokładnych i uporządkowanych szacunków, jaką ilość tej neurotoksyny rocznie kontraktuje w stomatologii! – Jestem bardzo zaskoczony brakiem statystyki wykorzystania amalgamatu w ochronie zdrowia. Skoro usługa jest kontraktowana, to Narodowy Fundusz Zdrowia powinien otrzymać zwrotnie informacje w jakim zakresie została ona zrealizowana. Jest to wymóg formalny oraz szczególnie istotny z uwagi na toksyczność amalgamatu oraz jego negatywne oddziaływanie na zdrowie ludzi i środowisko. Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/852 z dnia 17 maja 2017 r. w sprawie rtęci wszystkie gabinety stomatologiczne muszą być wyposażone w separatory amalgamatu od dnia 1 stycznia 2019 r. (art. 10), a jego zużycie musi być monitorowane (art. 10 ust. 3) – komentuje Paweł Głuszyński z Towarzystwa na Rzecz Ziemi.

Warto dodać, że problem z rtęcią stomatologiczną to nie tylko jej niekontrolowana emisja do środowiska, ale także narażanie zdrowia samych lekarzy. – Amalgamat dentystyczny jest odpadem medycznym, został oznaczony kodem 18 01 10* jako odpad niebezpieczny. Obchodzenie się z usuwanymi zębami zawierającymi rtęć czy samymi plombami wciąż w praktyce nie wygląda tak, abyśmy mieli pewność, że zapewnia to bezpieczeństwo lekarzom, pacjentom oraz społeczeństwu. Mimo że są to odpady niebezpieczne, to i tak trafiają do kanalizacji. W przypadku wypełnienia ubytku amalgamatem rtęciowym, lekarz ma obowiązek składować nadmiar w osobnym, szczelnym pojemniczku. Następnie trafia on do ,,żółtego” worka przeznaczonego na odpady niebezpieczne. Pytanie: co z tym workiem robi firma zajmująca się odbiorem odpadów medycznych? Trafiają one do spalarni, a opary rtęci trafiają do powietrza, którym oddychamy. W aktualnie obowiązującej ustawie o odpadach wszystkie procedury są właściwie opisane, tak jak powinno być. Niestety, nie oznacza to, że tak jest w rzeczywistości – podkreśla Remigiusz Kurzawa, stomatolog.

Biorąc pod uwagę powyższe problemy z odpadami niebezpiecznymi – narażanie społeczeństwa na zatrucie rtęcią, konieczność kontroli gabinetów, drogie unieszkodliwienie i wreszcie całe zamieszanie związane z separatorami, lepiej byłoby całkowicie zaprzestać stosowania amalgamatu rtęciowego w Polsce. Tym bardziej, że alternatywy są od lat dostępne. Pytanie, dlaczego tak nie jest, skazane jest, niestety, na kategorię pytania retorycznego.

Jesteś tym, co jesz

W przypadku rtęci nigdy nie mamy pewności, kiedy może dostać się do naszego organizmu. Może do tego dojść np. podczas spożywania posiłków, takich jak ryby, glony czy owoce morza. Rtęć metaliczna sama w sobie nie jest toksyczna, jednak kiedy dostanie się do środowiska wodnego, zaczyna być poddawana chemicznemu działaniu organizmów, np. bakterii. W efekcie powstaje metylortęć, która jest dla człowieka toksyczna. Niestety, w Polsce niewiele mówi się o tym, że jedzenie ryb niekoniecznie oznacza zdrowy posiłek, szczególnie dla kobiet w ciąży, dzieci, osób starszych czy z niewydolnością nerek. W raporcie Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska zwraca się uwagę, że największe stężenia rtęci notuje się u mieszkańców nadmorskich państw spożywających duże ilości ryb. Agencja wydaje też rekomendacje dla poszczególnych państw, wśród których znalazła się także Polska, aby dzieci i kobiety w ciąży unikały spożywania np. pangi czy tuńczyka.

Rtęć, która w postaci metylortęci kumuluje się w łańcuchu pokarmowym i trafia do organizmu człowieka powoduje bardzo wiele negatywnych skutków zdrowotnych. Wśród nich można wymienić przyśpieszone procesy neurodegeneracyjne, zaburzenia płodności czy obniżone IQ u kolejnych pokoleń. Substancja ta ma zdolność do przekraczania granicy krew-mózg, następnie kumuluje się w łonie matki i przekazywana jest do organizmu płodu. Nawet przy niewielkich stężeniach powoduje obniżenie nastroju, dekoncentrację, bóle głowy czy zaburzenia pamięci. Metylortęć została także sklasyfikowana przez WHO jako czynnik potencjalnie kancerogenny, czyli sprzyjający rozwojowi nowotworów. Nagła ekspozycja na wysokie poziomy rtęci skutkuje zatruciem przebiegającym w sposób gwałtowny – powodującym bóle brzucha, biegunkę, odwodnienie czy wstrząs, który może bezpośrednio prowadzić do zgonu. Niestety ponad 50% obszaru Unii Europejskiej to tereny, na których występuje znacząco przekroczona ilość rtęci w środowisku. Ryby bałtyckie prawdopodobnie mają jej również bardzo dużo, jednak świadomość tego problemu w Polsce jest wciąż na zbyt niskim poziomie – zwraca uwagę Weronika Michalak z organizacji HEAL zajmującej się problematyką powiązań zdrowia oraz ochrony środowiska.

Polska niczym mierny uczeń

Tuż przed datą wdrożenia w krajach członkowskich przepisów dotyczących obowiązku wyposażenia gabinetów stomatologicznych w separatory amalgamatu poszczególne jednostki dentystyczne wciąż nie zostały dokładnie poinformowane, jak należy przygotować się do zmian. W przestrzeni medialnej pojawiają się głosy Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL), która sugeruje, że zdoła przekonać Ministerstwo Zdrowia, aby obowiązek stosowania separatorów został odroczony w czasie. Dwa tygodnie przed tym, jak w krajach członkowskich w gabinetach stomatologicznych mają być stosowane separatory amalgamatu, polskie jednostki wciąż nie zostały jednoznacznie poinformowane o tym, jak się należy przygotować do zmian. Mimo że termin znany był od dawna, prezes NRL w wywiadzie dla Infodent24 mówi: „Upewniani jesteśmy, iż jeszcze przed końcem roku pojawią się wytyczne, w jaki sposób świadczeniodawca podejść powinien do obowiązku ochrony środowiska” (sic!). Dodaje też, że „dyrektywa dopiero wejdzie”, kiedy chodzi o rozporządzenie UE już działające!

Zamieszanie z rozporządzeniem nie dotyczy tylko separatorów. Radio Zet w lipcu br. podało informację, że w Polsce nadal będzie można stosować amalgamat u dzieci i kobiet w ciąży. Co prawda, resort zdrowia zaprzecza, jakoby odstąpienie od terminów zawartych w rozporządzeniu było możliwe. Jednocześnie można uzyskać informację o możliwości stosowania amalgamatu u dzieci i kobiet w ciąży w wyjątkowych sytuacjach, co wynika wprost z rozporządzenia. Po co w takim razie wprowadzać zakaz? Czy ktoś określił, co to znaczy „wyjątkowe okoliczności” stosowania amalgamatu u dzieci? Niestety, Ministerstwo Zdrowia nie podjęło kroków, aby tę „dyspensę” minimalizować. „Prace trwają” – taką odpowiedź można uzyskać w zasadzie na wszystkie pytania odnośnie tego, kiedy zostaną wydane jednoznaczne wytyczne co do stosowania rozporządzenia w Polsce.

Nie znamy też dokładnie służb, które miałyby sprawdzać i karać za nieuzasadnione stosowanie amalgamatu rtęciowego u dzieci i kobiet w ciąży oraz za nieposiadanie separatora od 1 stycznia 2019 r. Wszystko to sprawia, że narażenie na rtęć w Polsce jest relatywizowane. Nie wiadomo też, kto jest konkretnie odpowiedzialny za postępy w minimalizowaniu stosowania rtęci w stomatologii – zarówno Ministerstwo Środowiska, jak i Ministerstwo Zdrowia od kilku miesięcy w zasadzie odsyłają do siebie nawzajem. Nie jest to, niestety, dobra wróżba dla polskiego społeczeństwa. W środowisku stomatologów panuje w tym zakresie dezinformacja, zadawane są też bardzo konkretne pytania, np. jak należy potraktować pacjenta skarżącego się na potworny ból, któremu należałoby wyrwać ząb zawierający amalgamat, jeżeli dany stomatolog od 1 stycznia nie będzie miał separatora? Czy pacjenta należy odesłać do innego gabinetu? Czy stomatolog zostanie ukarany, że usuwa plombę rtęciową, kiedy nie ma zainstalowanego separatora?

Warto także dodać, że narażenie na emisję rtęci będzie się zwiększać w przyszłości wraz ze zmianami klimatu – nie chodzi tylko o erozję gleb zawierających rtęć podczas powodzi, ale o dużo bardziej niebezpieczną emisję rtęci z tzw. wiecznej zmarzliny na Syberii, która wraz z podnoszącą się temperaturą szczególnie w tamtym regionie uwalnia duże ilości rtęci wcześniej w niej zdeponowane.

Podczas COP 24 w Katowicach Polska, a szczególnie polski rząd, pokazała wielokrotnie swój stosunek do ochrony środowiska. Dla obywateli oznacza to, że w wielu kwestiach musimy chronić się sami. Nie liczmy na przykład na ostrzeżenia w sklepach co do spożywania ryb. Pamiętać należy, że największe ilości rtęci zawiera mięso dużych ryb drapieżnych, np. tuńczyka czy rekina. Wiele krajów przestrzega również przed spożywaniem pangi. Kobiety w ciąży, dzieci czy osoby z niewydolnością nerek powinny być szczególnie ostrożne, jeżeli chodzi o spożywanie organizmów wodnych.

fot. pixabay.com

Hanna Schudy

Hanna Schudy

dziennikarka, eseistka, aktywistka. Magister ochrony środowiska, doktor nauk humanistycznych (etyka środowiskowa), studentka germianistyki. Współpracuje m.in. z EKO-UNIĄ, Dolnośląskim Alarmem Smogowym i World Alliance For Mercury Free Dentistry
e-mail: hanaschudy@gmail.com

 

partner medialny