circular economy

Pokazywać korzyści, jakie wynikają z circular economy

Rozmowa z Tomaszem Wojciechowskim

Co kryje się pod nazwą „Instytut Gospodarki o Obiegu Zamkniętym”?

Instytut jest think tankiem, „miejscem”, w którym zebrali się ludzie posiadający wiedzę, kompetencje i ochotę na pracę intelektualną, po to, by stanowić pewnego rodzaju pomost pomiędzy ideą społeczeństwa efektywnego zasobowo, ideą gospodarki o obiegu zamkniętym, wdrażaną przez instytucje europejskie, a polskimi aktorami, którzy będą włączeni we wdrażanie tej idei, czyli rządem, samorządami, przedsiębiorcami i wreszcie obywatelami. Instytut będzie powoli „ubierać” ten pakiet w dokumenty i narrację „strawną” dla Polski i Polaków, którzy będą de facto beneficjentami zmian gospodarczych, związanych z wprowadzeniem gospodarki o obiegu zamkniętym (GOZ – przyp. red.). Instytut ma zatem „ucywilizować” ten, dosyć wymagający i idealistyczny, koncept przygotowany przez Komisję Europejską, jakim jest gospodarka o obiegu zamkniętym, tak by można go było we właściwy sposób wprowadzić do stosowania w naszym kraju. Będziemy monitorować implementację pakietu GOZ a także służyć wiedzą bardziej zorientowaną na rzeczywistość krajową czy regionalną, by – wdrażając circular economy w Polsce – nie doszło do spłaszczenia czy wynaturzenia tej idei. Instytut ma właśnie stać na straży idei przyświecającej całej koncepcji gospodarki o obiegu zamkniętym, która nie zajmuje się tylko ochroną środowiska czy gospodarką odpadami. To jest pomysł na kompleksową zmianę funkcjonowania gospodarki w krajach Unii Europejskiej. Nazywany także IV Rewolucją Przemysłową. Dodam przy tym, że działania zmierzające do zmiany funkcjonowania gospodarki w kierunku circular economy prowadzone są również w krajach spoza Unii, takich jak Indie, Chiny czy USA, i to na już zaawansowanym poziomie.

Skąd pomysł na powołanie Instytutu?

Okazało się, że podczas dyskusji w różnych miejscach i gremiach na temat gospodarki o obiegu zamkniętym czy odpadów, osoby z różnych zakątków Polski zaczęły się identyfikować, gdyż mówiły jednym, jakże pionierskim niegdyś, głosem. Grupa osób, które znają się na temacie, mają kompetencje i mówią o GOZ mniej więcej w ten sam sposób, jest dość wąska. Wyszło to dość naturalnie: chcąc ujednolicić przekaz i podkreślić go jakimś słowem czy logotypem, zaczęliśmy się zastanawiać, w jaki sposób sformalizować tę naszą współpracę i wzmocnić nasz głos, bazując także na doświadczeniu i networkingu każdego z osobna. W efekcie dyskusji powołaliśmy Instytut.

Jaka formuła ma mu przyświecać?

To jest rzecz wtórna. Chcemy niebawem zarejestrować fundację, która będzie współpracowała z Instytutem. Dla nas podstawową kwestią jest identyfikacja. Chodzi o to, by było jasne, że jesteśmy w stanie wypracować jednolity – oczywiście w miarę różnych interpretacji – przekaz, który będzie mówił wszystkim interesariuszom, kim jesteśmy i jak jesteśmy w stanie pomóc poszczególnym interesariuszom funkcjonującym w gospodarce. A taka pomoc niewątpliwie będzie potrzebna, bo z jednej strony jest pakiet przygotowany przez Komisję Europejską, z drugiej jest polski rząd i samorząd, ale jest także cała grupa przedsiębiorstw oraz obywatele, którzy będą sobie zadawali pytanie: „Co oni znów wymyślili?”. Dlatego stawiamy sobie za cel, żeby tłumaczyć i pokazywać korzyści, jakie wynikają z pójścia drogą circular economy. Jednocześnie będziemy wskazywać ryzyka, jakie wiążą się z tym, że ktoś nie wkroczy na tę ścieżkę, i wskazywać jasno ślepy zaułek, który jest na końcu obecnie prowadzonej, linearnej gospodarki, którą mamy zamknąć w obiegu zamkniętym. Chcemy, żeby to zrobiła gospodarka, sami nie będąc jej częścią, lecz ciałem doradczym, liderskim, które będzie pokazywało kierunek i drogę dojścia.

circular economy

Bardzo istotny jest w tym aspekcie skład osobowy Rady Programowej Instytutu, którą tworzą fachowcy pracujący w różnych, nie tylko polskich, instytucjach. Dzięki jej członkom działającym poza granicami kraju mamy ciągły i bezpośredni dostęp do ogromnego zbioru najlepszych praktyk, wiadomości o błędach, do źródeł tworzących koncepty i analiz dotyczących gospodarki o obiegu zamkniętym. Dzięki członkom reprezentującym różne obszary działalności od inżynierów, ekonomistów, przedstawicieli władz samorządowych, organizacji pozarządowych i reprezentantów środowisk naukowych po prawników, możemy optymalnie i kompleksowo podchodzić do każdego zagadnienia GOZ w miarę ewoluowania i ciągłego jego rozwoju w naszym kraju.

Obecnie opracowujemy regulamin współpracy, który pokaże potencjalnym partnerom, w jakiej formule będziemy chcieli z nimi kooperować. Wyobrażam sobie bowiem, że część podmiotów będzie zainteresowana uzyskaniem określonych opracowań, inne organizacje będą chciały być naszymi współpracownikami, a jeszcze inne – jak sozosfera.pl – będą chciały być partnerami Instytutu. Komunikat o zasadach współpracy przygotujemy w ciągu miesiąca.

Jakie cele Instytut stawia przed sobą na najbliższy czas?

Najbliższym zadaniem, którego realizacja już się zaczęła, jest uczestnictwo w grupach roboczych związanych z przejściem do gospodarki o obiegu zamkniętym, do których nabór ogłosiło Ministerstwo Rozwoju. Grupy te rozpoczęły prace nad sposobem implementacji gospodarki o obiegu zamkniętym do polskich realiów, tworząc coś w rodzaju mapy drogowej. Ta mapa została niedawno opublikowana. Dokładnie ją analizujemy i mamy do niej szereg uwag, dlatego naszym bieżącym celem jest uczestniczenie razem z grupą ministerialną w tworzeniu zrębów prawnych, by ostatecznie ta mapa drogowa była jak najbliższa pierwotnemu konceptowi circular economy. Będziemy dbali o to, żeby strona rządowa nie pozwalała sobie na pewnego rodzaju skróty, odrywanie od całej koncepcji pojedynczych elementów. Pojawiają się bowiem opinie, że takiego czy innego założenia przyjętego w koncepcji gospodarki o obiegu zamkniętym u nas nie da się wdrożyć albo że bez niego też sobie poradzimy. Niestety, w naszej opinii, takie podejście jest niekorzystne dla Polski i Polaków.

Wbrew pozorom, ideę gospodarki o obiegu zamkniętym zaprojektowano z wielką uwagą i przemyśleniem. Trzeba też pamiętać, że im później zabierzemy się za wdrażanie tej koncepcji w życie, z tym większymi kosztami zderzymy się, kiedy okaże się, że oto dotarliśmy do ślepego zaułka gospodarki linearnej. Odbicie się od ściany czekającej na końcu tej drogi będzie bardzo bolesne, a w koncepcji circular economy chodzi o to, żeby do tego zderzenia nie dopuścić. Opóźnienie we wdrażaniu GOZ postawi naszą gospodarkę również w bardzo niekorzystnej konkurencyjnej sytuacji wobec innych gospodarek, które już wdrażają programy pilotażowe w poszczególnych sektorach. Ewidentnym przykładem znanym wszystkim Polakom jest ciągle pogłębiające się spowolnienie rozwoju odnawialnych źródeł energii (OZE – przyp. red.) w porównaniu z innymi krajami, które stawia nas na dużo gorszej pozycji we wszystkich rankingach. Już teraz widzimy, że spośród poszczególnych gałęzi gospodarki w naszym kraju największym problemem będzie konfrontacja pomiędzy OZE, a gospodarką opartą na węglu, która nijak się ma do gospodarki o obiegu zamkniętym. W tym zakresie przejście do circular economy będzie wymagało ogromnej pracy nad świadomością, bo przecież stworzy ono, wbrew obawom, wiele nowych miejsc pracy, w tym, w zupełnie innych dziedzinach niż obecnie. Jest takie zestawienie przygotowane przez Institute of Local Self Reliance prezentujące, ile miejsc pracy jest potrzebnych do spalenia odpadów, a ile na ich ponowne naprawienie i użycie oraz na recykling. I tak, do obsługi spalarni odpadów na 10 tys. ton odpadów potrzebny jest jeden człowiek, do recyklingu tej samej ilości odpadów – już 36 osób, a w przypadku naprawy i ponownego użycia – zyskujemy ponad 200 nowych miejsc pracy! W związku z tym wyobrażam sobie, że górnicy, z korzyścią dla nich samych, będą po prostu musieli się przebranżowić, co zresztą gospodarka o obiegu zamkniętym przewiduje. Kto wie, czy wystarczy nam górników i energetyków z wielkich bloków energetycznych? Bo trzeba pamiętać, że w gospodarce o obiegu zamkniętym stawia się na OZE.

Czy koszty wprowadzenia tego systemu napraw nie są za duże? Dzisiaj bardziej opłaca się kupić nową rzecz niż naprawić starą.

Ale to nie wynika z realnej kalkulacji kosztów, tylko z polityki wytwórców, w interesie których jest wprowadzanie na rynek jak największej ilości produktów, na których mają maksymalnie wysoką, akceptowalną przez rynek, marżę.

Dlatego właśnie producenci to grupa interesariuszy, wobec których będziemy musieli, i to dosyć szybko, zastosować zasadę rozszerzonej odpowiedzialności producenta, która jest podstawowym instrumentem mobilizującym firmy do transformacji. Przestrzegania tej zasady trzeba będzie konsekwentnie egzekwować. W narzędziu tym chodzi o przeniesienie na producenta wszystkich kosztów, które wynikają z używania i późniejszej utylizacji produktu oraz opakowań, w których ten produkt został sprzedany. Do tego dolicza się także ten dodatkowy koszt środowiskowy, związany z transportem. Chodzi w tym m.in. o to, żeby transport produktów, np. żywnościowych, odbywał się na jak najkrótsze odległości. W idei rozszerzonej odpowiedzialności producenta ważne jest także rozwiązanie problemu opakowań, by były one jednomateriałowe i proste w zbiórce i recyklingu. Załóżmy, że nie ma problemu, żeby ktoś wytwarzał napój w butelce PET z poliwinylową etykietą czy polipropylenową nakrętką, tyle że będzie on kosztował np. 10 zł, a napój w szklanej butelce – 5 zł. Czyli mechanizm ekonomiczny, jaki będzie nałożony na cały system gospodarki, a wynikający z kosztów wyliczonych w ramach oceny cyklu życia produktu – LCA, doprowadzi do tego, że to konsument będzie dokonywał wyboru i w ostateczności będzie płacił za to, jaki model konsumpcji wybierze. A zatem system gospodarki o obiegu zamkniętym będzie obejmował producenta, regulatora i konsumenta. I te narzędzia, ustanowione przez regulatora, będą wpływały na to, co zrobi i jak skonstruuje swoje koszty i ceny wytwórca, które z kolei zweryfikuje konsument, który będzie jasno widział, że dany wyrób kosztuje dużo więcej niż inny, dlatego, że zastosowano modulację cenową wg oceny cyklu życia danego produktu. Takie rozwiązanie zostanie wdrożone w układzie rozszerzonej odpowiedzialności producenta i będzie skuteczne.

Circular economy ma zatem doprowadzić do zmiany strategii biznesowej…

Tak, bo konsument chcący kupić np. pralkę będzie miał do wyboru urządzenia takie jak dziś, w przypadku których naprawa najczęściej się nie opłaca, albo atestowane urządzenia naprawialne, których serwis będzie tani, bo pralka będzie zbudowana modułowo. Takie atestowane urządzenie, w wyniku uwzględnienia pełnych kosztów środowiskowych, będzie tańsze niż urządzenie, które nie będzie posiadało takiego certyfikatu. Zatem producent urządzeń nieatestowanych będzie musiał zapłacić swego rodzaju „frycowe” za to, że chce obciążyć środowisko odpadem, który prędzej czy później powstanie z jego produktu. Reguły i siły rynkowe prędzej niż później skłonią tego producenta do lepszej, modułowej i trwałej konstrukcji swego produktu. W ten sposób produkty „niepożądane” zostaną wyeliminowane przez sam rynek. Ważne jest tutaj, aby zaznaczyć, że taka reguła dotycząca rozszerzonej odpowiedzialności producenta będzie dotyczyć także produktów importowanych spoza Unii Europejskiej. I tutaj dzieją się rzeczy najciekawsze, bowiem legislacja europejska będzie miała wpływ na metody produkcji poza Europą.

Jako Instytut Gospodarki o Obiegu Zamkniętym będziemy namawiać producentów do zmiany formuły ich funkcjonowania, do zmiany strategii przyjętych w ich działalności. Jednym ze sposobów jest odejście od koncepcji „wyprodukuj i sprzedaj” na rzecz „wyprodukuj i wypożycz, wynajmij”, czyli oddaj w użytkowanie. Przykładem może być wkrętarka akumulatorowa, która średnio w ciągu całego cyklu swojego życia jest używana przez… 11 minut! Absurdem jest zatem posiadanie takiego czegoś na własność, ale dziś przekaz medialny jest taki: „kup, kup, kup nowe!”. I my będziemy się starali ten przekaz zrównoważyć i zmienić go w przekaz: „użyj, użyj, użyj, bo wcale nie musisz tego kupować”. W tak skonstruowanym modelu operacyjnym pralki będą działały 20-25 lat. Te koncepcje są łatwe do wypracowania, tylko trzeba przekonać konsumentów – bo tak można – i producentów – bo tak trzeba. Biznes musi uwierzyć, że na takim zmienionym modelu też można zarobić. To jest właśnie gospodarka o obiegu zamkniętym.

Nikt przecież nie mówi, że teraz wszyscy przestawiamy się na zero zysku i będziemy pracować pro publico bono, bo musimy ratować świat. Wcale nie! Producenci mają zarabiać i kto wie, czy nie będą mieli większego zysku niż obecnie. Z kolei społeczeństwo ma na tym zyskać z powodu większej liczby miejsc pracy – bo naprawa i serwis, w przeciwieństwie do produkcji, nigdy nie będą robione przez roboty. Jako społeczeństwo powinniśmy zatem martwić się o to, gdzie będą pracowały nasze dzieci. Warto zaznaczyć w tym miejscu, iż konceptowi GOZ pomaga także odwrócenie wysokiego opodatkowania pracy, na wysokie opodatkowanie surowców.

Już teraz niektóre firmy mają w swojej ofercie przedmioty odnowione, np. jeden z operatorów telefonii komórkowej oferuje w sprzedaży telefony z odzysku. Dzieje się tak też z samochodami.

Oczywiście, ten proces przechodzenia na nowe strategie biznesowe będzie trwał może 5, a może 20 lat, ale widząc, jak szybko zmieniają się rzeczy w obecnym świecie, jak szybko rozwój technologii postępuje za ludzką inwencją, można przypuszczać, że zdarzy się to szybciej niż nam się wydaje. W mojej opinii stoimy w obliczu czwartej rewolucji postindustrialnej.
Warto przy tym wspomnieć, że obserwowana obecnie niestabilność geopolityczna również powinna skłaniać nas ku gospodarce o obiegu zamkniętym, bowiem sytuacja na świecie zaczyna wpływać na ceny zasobów. W latach 2008-2011 ceny zasobów wzrosły średnio o 300%. To, co dziś jest tanim surowcem, za rok może już być niedostępne, a jego cena skoczy gigantycznie w górę. Takim elementem, który niedługo stanie się kluczowy, jest lit, gdyż jest on podstawowym składnikiem baterii litowo-jonowych. Kto wie, czy obecnie najzasobniejszymi kopalniami litu nie są składowiska odpadów? Dziś np. wiadomo już, że zawierają one więcej glinu niż eksploatowane obecnie pokłady rudy boksytu, czyli rudy, które 20 lat temu były odrzucane jako odpad, a teraz uznawane są za pełnowartościowe, podczas gdy koszty ich wydobycia są coraz wyższe.

I choć w naszym kraju tak naprawdę nie ma jeszcze określonego zestawu regulacji dotyczących rozszerzonej odpowiedzialności producenta, to jestem zbudowany tym, jak Konfederacja Lewiatan puka do drzwi ministerstwa i mówi: „my jesteśmy przygotowani do rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Tylko powiedzcie nam, czego od nas oczekujecie i jak mamy to poukładać? My chcemy to zrobić, ale wszyscy muszą mieć jednakowe warunki i zasady gry”. Te zasady musi określić regulator, a nasz Instytut będzie go wspierał, żeby przepisy dotyczące rozszerzonej odpowiedzialności producenta były zgodne z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym. Z drugiej strony, trzeba zwrócić uwagę, że – ze względu na swobodny przepływ towarów i usług – zasady rozszerzonej odpowiedzialności producenta powinny obowiązywać równo wszystkie podmioty w całej Unii Europejskiej. Dlatego wszędzie producentów powinien obowiązywać taki sam pakiet wymagań.

Instytut będzie zatem niósł kaganek oświaty, a narzędziem, które do tego wykorzystamy, będą media społecznościowe, bo doszliśmy do wniosku, że jest to kanał przekazu, który znaleźć można na każdym biurku, w każdym telefonie i w którym najłatwiej sformułować krótki, ale treściwy przekaz.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Strzyżyński, współpraca Katarzyna Terek

fot. na otwarcie pixabay.com

Piotr Strzyżyński

Piotr Strzyżyński

Absolwent kierunku geografia (specjalność kształtowanie i ochrona środowiska) na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przez długi czas współredagujący, a następnie prowadzący miesięcznik pt. „Przegląd Komunalny”. Obecnie osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, z głównym jej przejawem – portalem sozosfera.pl.
e-mail: piotr.strzyzynski@sozosfera.pl

 

partner medialny