indywidualnych systemów odprowadzania ścieków

Nieczystości z indywidualnych systemów odprowadzania ścieków tematem raportu

Co roku z gospodarstw domowych korzystających z indywidualnych systemów odprowadzania ścieków powinno zostać odebranych nawet 200-300 mln m³ nieczystości ciekłych. Do stacji zlewnych trafia jednak zaledwie ok. 45 mln m³. Co dzieje się z pozostałą ilością? Odpowiedzi na to pytanie szuka najnowszy raport Fundacji Race For The Baltic (FRFTB) i Agencji Wspierania Ochrony Środowiska (AWOŚ). Jego autorzy ostrzegają, że problem nie kończy się na posesji właściciela szamba czy przydomowej oczyszczalni – wskazano w nadesłanej informacji prasowej. Efekty tego problemu dotykają rzek, jezior, wód gruntowych, a ostatecznie także Morza Bałtyckiego.

Morze Bałtyckie jest jednym z najbardziej zamkniętych mórz na świecie. Wymiana jego wód trwa ok. 30 lat. Właśnie dlatego wszystkie zanieczyszczenia, które trafiają do Bsłtyku z rzek, pozostają w jego ekosystemie przez wiele lat. Stąd też eksperci FRFTB od lat podkreślają, że Bałtyk zaczyna się na lądzie, a stan morza zależy nie tylko od tego, co dzieje się na wybrzeżu, ale również setki kilometrów od niego.

10 milionów Polaków poza siecią kanalizacyjną

Większość mieszkańców Polski nie zastanawia się nad tym, co dzieje się ze ściekami po spuszczeniu wody w toalecie. W miastach odpowiedź wydaje się oczywista – trafiają do kanalizacji i oczyszczalni. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na terenach, gdzie sieci kanalizacyjnej nie ma – zwrócono uwagę w materiale prasowym.

Według raportu przygotowanego przez FRFTB we współpracy z AWOŚ, na koniec 2024 r. z sieci kanalizacyjnej korzystało ok. 72,9% mieszkańców Polski. Pozostałe 10,1 mln osób, czyli ponad jedna czwarta społeczeństwa, odprowadzała ścieki za pomocą systemów indywidualnych. W pojęciu tym mieszczą się zbiorniki bezodpływowe (tzw. szamba) oraz przydomowych oczyszczalni ścieków. W całym kraju funkcjonuje obecnie ok. 2,6 mln takich instalacji, z czego ponad 2,1 mln stanowią tzw. szamba.

Problem ma również wyraźny wymiar terytorialny. Jak wskazują autorzy raportu, mieszkańcy coraz częściej przenoszą się ze skanalizowanych terenów miejskich na obszary wiejskie. Te z kolei najczęściej nie są wyposażone w sieć kanalizacyjną. Oznacza to rosnącą presję na gminy, które muszą rozwijać infrastrukturę wodno-kanalizacyjną na terenach o rozproszonej zabudowie, gdzie budowa sieci jest trudna i kosztowna.

Same systemy indywidualne nie są problemem. Wręcz przeciwnie, na terenach o rozproszonej zabudowie często są jedynym racjonalnym i ekonomicznie uzasadnionym rozwiązaniem. Warunkiem ich skuteczności jest jednak właściwa eksploatacja, regularne opróżnianie zbiorników oraz skuteczny system kontroli – wskazano.

Problemem nie jest sam brak kanalizacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy system indywidualny przestaje być elementem kontrolowanej gospodarki ściekowej. Dziś mówimy o milionach mieszkańców i setkach milionów metrów sześciennych ścieków rocznie, które wymagają odpowiedniego zagospodarowania. To wyzwanie środowiskowe, którego nie możemy dłużej ignorować – powiedział Marcin Kotlarek, prezes FRFTB.

Gdzie znikają nieczystości z indywidualnych systemów odprowadzania ścieków?

Jednym z najważniejszych wniosków raportu jest skala niekontrolowanego odprowadzania ścieków do środowiska. Choć z systemów indywidualnych – szamb i przydomowych oczyszczalni – korzysta ponad 10 mln Polaków, autorzy szacują, że ok. 82% powstających tam nieczystości ciekłych, czyli ok. 220–270 mln m³ rocznie, trafia do środowiska bez wcześniejszego oczyszczenia. To ilość ścieków odpowiadająca około jednej trzeciej objętości Jeziora Śniardwy – największego naturalnego jeziora w Polsce. Oznacza to realne zagrożenie dla wód powierzchniowych i podziemnych, gleb oraz zdrowia ludzi. Zdaniem autorów raportu na tę sytuację składa się kilka czynników: przestarzała, często nieszczelna infrastruktura indywidualnych systemów, zbyt rzadkie opróżnianie zbiorników oraz niewystarczający nadzór i kontrole ze strony gmin.

Skutki takiego stanu rzeczy wykraczają daleko poza granice pojedynczych posesji. Ścieki zawierają znaczne ilości fosforu i azotu. To związki odpowiedzialne za eutrofizację, czyli nadmierne użyźnienie wód. Trafiając do rzek, przemieszczają się wraz z ich nurtem do Bałtyku, gdzie przyczyniają się do zakwitów glonów i sinic oraz powstawania stref ubogich w tlen. W efekcie dochodzi do degradacji ekosystemów wodnych i pogorszenia jakości wód. Skutki tego odczuwają zarówno mieszkańcy regionów nadmorskich, jak i osoby mieszkające setki kilometrów od wybrzeża.

– Skala problemu jest ogromna. Według danych GUS w 2024 roku do stacji zlewnych trafiło ok. 45 mln m³ nieczystości ciekłych. Nasze analizy pokazują jednak, że powinno ich być około 252 mln m³. Powstaje więc pytanie: gdzie trafia pozostała część ścieków? To nie są pojedyncze przypadki, ale zjawisko o skali mającej realny wpływ na stan polskich rzek i Morza Bałtyckiego. W samym województwie podkarpackim do środowiska może trafiać nawet 95,7% ścieków z systemów indywidualnych. Rocznie oznacza to około 13,7 mln m³ nieczystości – niemal dwukrotnie więcej niż objętość ścieków, które przedostały się do Wisły podczas awarii oczyszczalni „Czajka” w Warszawie – podkreśłiła Helena Goderska, dyrektor Biura Realizacji Projektów w AWOŚ.

Ścieki z indywidualnych systemów odprowadzania – problem, którego nie widać

W przeciwieństwie do awarii wodociągów czy zanieczyszczeń przemysłowych, nieprawidłowo gospodarowane ścieki pozostają niemal niewidoczne. Nie oznacza to jednak, że ich wpływ na środowisko jest niewielki – wskazano w informacji.

Dane przedstawione w raporcie pokazują, że ścieki odpowiadają za ok. 35% ładunku fosforu trafiającego z Polski do Bałtyku, ustępując jedynie rolnictwu jako źródłu biogenów odpowiedzialnych za eutrofizację. Raport wskazuje również, że spośród państw regionu Morza Bałtyckiego Polska zajmuje najniższą pozycję pod względem prowadzenia gospodarki ściekowej. Poziom zgodności z wymogami unijnej dyrektywy ściekowej wynosi w Polsce 70-77%, podczas gdy w pozostałych krajach regionu sięga 96–100%. Pokazuje to, jak duże wyzwanie wciąż stanowi w Polsce rozwój i skuteczne funkcjonowanie systemu gospodarki ściekowej.

– Latem widzimy skutki tego procesu w postaci zakwitów sinic i zamykanych kąpielisk. Łatwo odnieść wrażenie, że problem pojawia się na plaży. W rzeczywistości jego źródła znajdują się często setki kilometrów od morza. Dlatego mówimy, że Bałtyk zaczyna się na lądzie. To nie slogan, ale opis rzeczywistego mechanizmu funkcjonowania całego ekosystemu – podkreślił prezes Kotlarek.

Autorzy raportu zaznaczyli też, że poprawa sytuacji wymaga przede wszystkim zwiększenia świadomości społecznej, skuteczniejszego nadzoru nad gospodarką ściekową oraz konsekwentnego egzekwowania obowiązujących przepisów. Istotne znaczenie ma również stopniowa wymiana nieszczelnych szamb i rozwój nowoczesnych rozwiązań w zakresie indywidualnych systemów oczyszczania ścieków. Tylko kompleksowe działania pozwolą ograniczyć dopływ biogenów do rzek i w konsekwencji poprawić stan Morza Bałtyckiego.

Na podstawie nadesłanej informacji

fot. sozosera.pl (zdjęcie ilustracyjne)

 

Artykuły i aktualności