Baza danych o produktach i opakowaniach

Czy z BDO można wyciągnąć legislacyjne wnioski?

Baza danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami (BDO) nie przestaje być wdzięcznym tematem publikacji, ponieważ dużo się w tej materii dzieje. Przełom roku przyniósł nowe rozporządzenia, następnie doszło do odwołania wiceministra Mazurka, odpowiedzialnego za cały projekt pt. „BDO”, a ostatnio Prezydent RP podpisał nowelizację ustawy o odpadach, która wprowadza okres przejściowy, z mocą wsteczną. Pytanie jednak: czy taka legislacyjna saga, jakiej byliśmy świadkami przy okazji elektronizacji rejestru, musi nam się jeszcze kiedyś przytrafić?

Ustawa z 23 stycznia 2020 r. o zmianie ustawy o odpadach oraz niektórych innych ustaw to chyba ostateczny dowód na to, że skądinąd dobry pomysł o wprowadzeniu BDO nie udał się tak, jak powinien. Skoro od 1 stycznia 2020 r. do rejestru-BDO mieli być wpisani wszyscy zobowiązani prawem przedsiębiorcy, a sam system miał bezproblemowo działać i pozwalać na bieżące monitorowanie przemieszczania odpadów, to żadne z tych założeń się nie spełniło. Wielu przedsiębiorców wciąż nie złożyło wniosków, a ci, którzy je złożyli, nie są jeszcze do rejestru wpisani. Z systemem jest bardzo dużo problemów zarówno technicznych, jak i praktycznych, więc nie oddaje on rzeczywistego stanu rzeczy. Mamy zatem, żartobliwie to ujmując, Brak Danych Odpadowych. Dlatego – ustawą uchwaloną 23 stycznia 2020 r. – postanowiono dopuścić „papierową” ewidencję, funkcjonującą równolegle z elektroniczną, ze skutkiem od 1 stycznia 2020 r. Czyli prawo jednak działa wstecz…

Prawo nie działa wstecz, ale są wyjątki

Oczywiście, nie jest to pierwszy przypadek w polskim prawie, gdy prawo działa wstecz, z korzyścią dla obywateli. Problemem jest jednak to, że w tej sytuacji wystarczyło tylko (i aż) tak skonstruować przepisy, a następnie wdrożyć elektroniczną bazę danych, aby wszyscy byli na to gotowi.

Tymczasem temat rejestru BDO zaczął być medialny dopiero pod koniec ubiegłego roku. I choć obowiązek złożenia wniosku o wpis istnieje od 24 lipca 2018 r., to poza grupą wtajemniczonych, którzy prowadzą biznes związany z ochroną środowiska, niewielu spodziewało się, że BDO jest dla nich. Doszło więc do sytuacji, w której urzędy marszałkowskie zostały zasypane wnioskami o wpis, często składanymi „z ostrożności”, ale również dlatego, że pod obowiązek wpisu podlegał niemal każdy kto prowadzi w Polsce działalność gospodarczą. Fryzjer, kosmetyczka, firma IT… Wszyscy zajmowali się swoją codzienną działalnością, rozwijaniem biznesu, a nie śledzeniem zmian w gospodarce odpadami, bo nie na tym polega ich rzeczywistość.

Ustawodawca stanął więc przed koniecznością naprawienia problemu po fakcie: wspomniany już okres przejściowy, w którym dopuszcza się równolegle ewidencję papierową i elektroniczną, wprowadzenie procedury w przypadku awarii systemu teleinformatycznego, w którym jest prowadzone BDO, wydłużenie do 30 czerwca br. możliwości sporządzenia sprawozdań za 2019 r. , a wcześniej wejście w życie Rozporządzenia Ministra Klimatu z dnia 23 grudnia 2019 r. w sprawie rodzajów odpadów i ilości odpadów, dla których nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji odpadów, które wiele podmiotów wyłączyło z obowiązku wpisu do rejestru-BDO. O ile więc dobrze, że wymogi w zakresie BDO zostały złagodzone, o tyle skutkiem tych działań jest naruszenie fundamentalnej zasady pewności prawa.

Pewność prawa niezmiennie ważna

Zajmując się tylko jedną dziedziną, można łatwo zagubić szerszą perspektywę. Dotyczy to zarówno przedsiębiorcy, który skupia się na podstawach swojej działalności, jak i ustawodawcy. Ten ostatni zdaje się bowiem nie obejmować wzrokiem całej rzeczywistości prawno-gospodarczej państwa, a zatem nie widzi szerokiego zakresu skutków, do jakich prowadzi jego działalność. Problem ten dotyczy ustawodawcy niezależnie od barw partyjnych, które aktualnie przywdziewa, ale i tego, czy obraduje w Warszawie, czy Brukseli. Chciałoby się, aby racjonalność ustawodawcy była nie tylko założeniem wykładni prawa, ale również jego realną cechą. Tymczasem stajemy w obliczu legislacyjnego pędu, jakby ilość prawa miała większe znaczenie od jego jakości. W konsekwencji wpadamy w pułapkę przeregulowania i gdy przychodzi do stosowania prawa, gubimy rzeczy istotne pod natłokiem tych mniej ważnych. Wydaje się nam, że przepis „załatwi sprawę”. Nie załatwi, bo przestajemy zauważać, że powszechna znajomość prawa (którego nieznajomość przecież szkodzi) to nie rzeczywistość, ale fikcja prawna. Dlatego ustawodawca powinien bardziej psychologicznie podchodzić do tworzenia prawa, mając na uwadze ułomność natury ludzkiej. I pamiętać przy tym, że państwo jest dla obywatela, a nie obywatel dla państwa.

Z uwagi na powyższe, większą wagę powinno przywiązywać się do zasady pewności prawa. Ma ona bezpośredni wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej, ponieważ zapewnia możliwość jej planowania i podejmowania na tej podstawie racjonalnych decyzji. Od otoczenia prawnego biznesu, ale też jednostki (pracownika, zleceniobiorcy) zależy rozwój gospodarczy i podejmowanie aktywności zawodowej.

Jak zauważył Trybunał Konstytucyjny, „pewność prawa oznacza nie tyle stabilność przepisów prawa (…), co możliwość przewidywania działań organów państwa i związanych z nimi zachowań obywateli. Przewidywalność działań państwa gwarantuje zaufanie do ustawodawcy i do stanowionego przez niego prawa. Służy zatem w konsekwencji realizacji zasady państwa prawnego” (orzeczenie TK z 2 marca 1993 r., sygn. akt K. 9/92).

Pozostaje więc mieć nadzieję, że z lekcji pt. „BDO” zostaną wyciągnięte wnioski, czego skutkiem będzie jego większa przewidywalność, spójność, ale również stabilność. Niech prawo będzie nam wszystkim przyjazne, bo przecież tworzy się je dla nas.

reklama

reklama

partner portalu

partner portalu

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama

 

partner medialny

reklama

partner medialny

reklama