Potraktowane jak powietrze…

Polsce może grozić unijna kara w wysokości nawet 4 mld zł, a to za sprawą poziomu zanieczyszczenia powietrza – wskazuje w opracowaniu pokontrolnym Najwyższa Izba Kontroli (NIK). Jak podaje najważniejsza w kraju instytucja kontrolna, w badanym okresie (2008 r. – pierwsze półrocze 2014 r.) nawet nie zbliżyliśmy się do unijnych norm jakości powietrza, określonych w Dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/50/WE z 21 maja 2008 r. w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy (dyrektywa CAFE).
 
Nie powinno zatem dziwić, że NIK postanowił zbadać ten problem. Kontrolerzy przyjrzeli się m.in. samorządom województw. Okazało się, że w czterech z pięciu kontrolowanych województw (z wyjątkiem śląskiego) samorządy te opracowały programy ochrony powietrza. Co warto jednak zaznaczyć, zdarzało się, że dokumenty te były przyjmowane nawet z kilkunastomiesięcznym opóźnieniem.
 
Jednym z ogniw w łańcuchu instytucji odpowiedzialnych za redukcję stopnia zanieczyszczenia powietrza są miasta. A zatem także one zostały wzięte pod lupę przez inspektorów NIK-u. Zgodnie z ich ustaleniami, na poprawę jakości powietrza miasta wydały 3,76 mld zł, z czego na działania obejmujące ocieplanie budynków komunalnych i modernizacje miejskich systemów ciepłowniczych przeznaczono 366 mln zł.
 
W siedmiu z 10 miast realizowano programy ograniczania niskiej emisji lub wdrożono inne mechanizmy, które umożliwiały mieszkańcom uzyskanie wsparcia finansowego, obejmującego zmianę sposobu ogrzewania z węglowego na bardziej przyjazne środowisku. Jednak – zdaniem NIK-u – biorąc pod uwagę utrzymującą się złą jakość powietrza w miastach, działania te były niewystarczające.
 
NIK podkreśla przy tym, że jedynie Kraków ustanowił program osłonowy, zapewniający mieszkańcom dopłaty do wyższych kosztów ogrzewania po jego wymianie na bardziej ekologiczne. A tego typu narzędzia powinny być standardowym rozwiązaniem przy wprowadzaniu programów ograniczania niskiej emisji.
 
Wszystkim 10 skontrolowanym gminom miejskim kontrolerzy wytknęli brak pełnej inwentaryzacji źródeł emisji, która pomogłaby ustalić rzeczywistą liczbę palenisk węglowych. Oznacza to, ni mniej, ni więcej, brak faktycznego rozeznania potrzeb w odniesieniu do niezbędnych działań naprawczych, które należy przeprowadzić.
 
Uprawnienia w zakresie kontroli realizacji zadań określonych w programach ochrony powietrza od 2012 r. uzyskała Inspekcja Ochrony Środowiska. Jednakże – jak podkreśla NIK – mimo upływu ponad dwóch lat, skontrolowane inspektoraty podjęły nieliczne kontrole samorządów w zakresie opracowania ww. programów i wykonania przyjętych w nich wytycznych.
 
„Oberwało się” też Ministerstwu Środowiska, które – w opinii inspektorów – m.in. zbyt późno rozpoczęło współpracę z Ministerstwem Gospodarki na rzecz ustanowienia standardów emisyjnych dla nowych kotłów węglowych w gospodarstwach domowych oraz minimalnych wymagań jakościowych dla węgla. NIK wytknął też resortowi, że tych standardów nie opracowano do dziś, a także brak krajowego programu ochrony powietrza, do opracowania którego Ministerstwo przystąpiło dopiero w 2014 r.
 
Czytając opracowanie pokontrolne NIK-u, można odnieść wrażenie, że powietrze zostało w Polsce zapomniane, żeby nie napisać, że administracja publiczna potraktowała je jak… powietrze.
 
Na podstawie: www.nik.gov.pl

Partner portalu

 

Artykuły i aktualności

Partner portalu

 

partner merytoryczny