Wywiad z Leszkiem Wołowcem, prezesem Zarządu Międzygminnego Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi w Janczycach
Jak ocenia Pan efektywność nowego systemu gospodarowania odpadami komunalnymi po tzw. rewolucji śmieciowej? Czy udało się osiągnąć zakładane przez nią cele? Jakie są mocne i słabe strony tego systemu?
Efektywność nowego systemu należy rozpatrywać na kilku płaszczyznach. Dzięki „rewolucji śmieciowej” udało się objąć systemem odbioru odpadów praktycznie wszystkie gospodarstwa domowe i większość firm. I jest to chyba jedyna zaleta i mocna strona tego systemu. Co do słabych stron, to jest ich wiele. Po pierwsze, system przetargów. Uważam, że w przypadku, gdy w całej Polsce mamy zdefiniowane regionalne instalacje przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK), to w ogóle nie powinien funkcjonować przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów. Firmy odbierające odpady od mieszkańców powinny natomiast zajmować się tylko transportem odpadów z miejsc gromadzenia do tych RIPOK-ów. Kolejnym słabym punktem systemu jest brak nadzoru gmin nad działaniami przewoźników i niechęć do prowadzenia kontroli nad tym, co robią firmy odbierające odpady na ich terenie. Wójtów/burmistrzów nie interesuje, co się dzieje z odebranymi odpadami i gdzie są transportowane – liczy się tylko cena usługi. Istotnym problemem są też sprawozdania i weryfikacja danych w nich zawartych. W niektórych gminach dane podawane przez przewoźników są wręcz niesamowite, np. poziomy odzysku osiągane są w granicach 160%! Nikt tych danych nie weryfikuje. Nikt też do końca nie wie, ile odpadów komunalnych mamy w Polsce. Moim zdaniem, powinien być silny nadzór nad całym systemem ze strony Inspekcji Ochrony Środowiska, ale do tego potrzeba dobrze przygotowanej kadry.
Jak ocenia Pan możliwość wywiązania się Polski z zakazu składowania odpadów kalorycznych?
Uważam, że wprowadzenie od 1 stycznia 2016 r. zakazu składowania frakcji kalorycznej jest bardzo dużym błędem. Obecnie nasz kraj nie ma możliwości zagospodarowania tych odpadów aż w takiej ilości – a może być ich w Polsce ok. 5 mln ton rocznie. Przemysł cementowy ma w tym zakresie ograniczone możliwości i jest w stanie zagospodarować do 1,5 mln ton, z czego dużą część stanowi paliwo z odpadów przemysłowych. Ze spalarniami też jest problem, gdyż – po pierwsze – nie wszystkie zostały już uruchomione, a po drugie – w większości przypadków były projektowane do spalania nieprzetworzonych odpadów komunalnych, o niskiej kaloryczności. Zakaz składowania spowoduje, że zakłady przetwarzające odpady będą ogłaszać przetargi na odbiór frakcji „palnej”. Znajdzie się wiele firm, które te odpady będą odbierać, co zrodzi wiele patologii. Pojawią się liczne „pożary” wytworzonego RDF-u czy porzucone place z hałdami zmagazynowanego paliwa. Zakaz składowania jest uzasadniony pod względem środowiskowym i ekonomicznym, ale najpierw musi być do tego stworzony cały system, gotowy przejąć i zagospodarować te odpady. Jedyną nadzieją wydaje się być energetyka, gdyż tylko ektrociepłownie mają odpowiedni potencjał, żeby rozwiązać problem. Jednak czy one zaczną spalać paliwo alternatywne i kiedy może to nastąpić? Nie wiadomo.
W jakim okresie był planowany do rozbudowy, a następnie rozbudowywany Zakład? Jakie cele były stawiane przed tą inwestycją i czy dziś można powiedzieć, że udało się je osiągnąć?
Nasz Zakład został oddany do użytkowania w 2005 r. Niestety, część technologiczną stanowiła tylko prosta linia do segregacji surowców. Czuliśmy, że jest to niewystarczające, i już wtedy myśleliśmy o rozbudowie. Niestety, brakowało na ten cel środków. W 2009 r. udało się nam pozyskać fundusze na sorter optyczny i przenośniki, które zamontowaliśmy w starej sortowni. To był pierwszy krok, jaki uczyniliśmy w stronę modernizacji. Dzięki temu zaczęliśmy pracować szybciej i efektywniej. Kiedy ruszyły prace nad pierwszym rozporządzeniem o mechaniczno-biologicznym przetwarzaniu odpadów, zaczęliśmy kompletować dokumenty do rozbudowy. Wszystko szło bardzo sprawnie, jednak przedłużająca się procedura zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w gminie, która trwała niemal dwa lata, trzymała nas w szachu. Gdy tylko udało się pokonać tę barierę, sprawy z związane z uzyskaniem decyzji środowiskowej i organizowaniem oraz rozstrzyganiem przetargów poszły bardzo szybko. Teraz możemy się cieszyć całkowicie nową sortownią i instalacją do stabilizacji. Po roku działalności widzimy już pierwsze efekty: ilość odpadów przekazanych do odzysku/recyklingu wzrosła z 1,2 tys. Mg w 2014 r. do ponad 2,7 tys. Mg w tym roku.
Staraliśmy się również, aby koszty rozbudowy nie były zbyt duże. Wydaje mi się, że cel ten także został osiągnięty, gdyż łączne nakłady inwestycyjne wyniosły 18,3 mln zł netto, co stanowi ok. 490 zł kosztu inwestycji na 1 Mg odpadów.
Uważam, że zrealizowaliśmy cele stawiane przed naszym projektem i jesteśmy zadowoleni z efektów, jakie osiągamy na instalacji. Jednak nie udało nam się zrobić wszystkiego, więc już myślimy o kolejnej modernizacji.
Jakie najważniejsze aspekty należy wziąć pod uwagę przy planowaniu rozbudowy zakładu i gdzie w procesie inwestycyjnym czyhają na inwestora największe zagrożenia? Jak się przed nimi zabezpieczyć?
Najłatwiejszą procedurą przy rozbudowie zakładu jest ogłoszenie jednego przetargu na realizację całego obiektu. Jednak w takim przypadku problemy pojawiają się po podpisaniu umowy. Wykonawca, szukając oszczędności, zazwyczaj stara się bowiem skompletować technologię najtańszym kosztem. Instalowane są różne, dziwne urządzenia, często produkowane przez firmy, które nie mają jakiegokolwiek serwisu. Dlatego też trzeba zdać sobie sprawę, że najważniejsza jest technologia. To od niej zależy, jakie efekty środowiskowe i ekonomiczne będziemy osiągać. Nie bez znaczenia jest też pewny i dobrze działający serwis. A zatem jedyną drogą, aby się zabezpieczyć przed zagrożeniami, jest ogłoszenie odrębnego przetargu na część technologiczną. I już na tym etapie musimy opisać, czego oczekujemy od wykonawcy, jakie poziomy odzysku ma osiągać instalacja czy jakie mają być zapewnione parametry stabilizatu. Ważny jest też obowiązek złożenia na etapie postępowania przetargowego oferty technicznej, która musi zawierać szczegółowy opis technologii, zastosowanych maszyn i ich parametrów. Przy takim postępowaniu już w momencie otwarcia ofert wiemy, co dostaniemy za nasze pieniądze.
Jaką część, jaki obszar uważa Pan za najważniejszy w zrealizowanej inwestycji z punktu widzenia dalszej eksploatacji zakładu? Na jaki aspekt inwestorzy powinni zwracać przede wszystkim swoją uwagę i dlaczego?
Obecnie budowane zakłady przetwarzania odpadów powinny charakteryzować się wielofunkcyjnością, czyli zdolnością do przetwarzania odpadów zmieszanych oraz selektywnie zbieranych, pochodzących – póki co – z różnych systemów zbiórki odpadów. Bardzo istotnym elementem całego zakładu jest również automatyzacja procesu sortowania odpadów, który w znacznym stopniu zwiększa jego efektywność. To widzimy już po upływie roku działalności naszego zakładu. Dzięki wielofunkcyjności linii z powodzeniem udaje nam się doczyszczać szkło, które uprzednio trafiało na składowisko. A wcześniej przemyślana koncepcja oraz dokumentacja projektowa umożliwia nam doposażenie Zakładu o kolejne elementy, które pozwolą nam zwiększyć poziom odzysku frakcji surowcowych, kierowanych do recyklingu, wydzielić zdefiniowaną frakcję wysokokaloryczną oraz zwiększyć przepustowość instalacji. Są to ważne elementy, na które warto zwrócić uwagę przy projektowaniu i realizacji tego typu inwestycji, tym bardziej, iż widzimy, że zwiększa się strumień odpadów selektywnie zbieranych, który z roku na rok będzie coraz większy, kosztem strumienia odpadów zmieszanych. Jak podkreślał prof. Andrzej Jędrczak podczas kongresu ENVICON, przez najbliższe 15 lat instalacje mechaniczno-biologicznego przetwarzania będą jeszcze spełniać ważną funkcję, uzupełniając odzysk odpadów w ramach selektywnego zbierania.

Jak w procesie inwestycyjnym powinny kształtować się relacje na linii inwestor – wykonawca? Czego może i powinien oczekiwać (wymagać) od wykonawcy świadomy swoich celów inwestor?
Relacje pomiędzy inwestorem a wykonawcą powinny być jak najlepsze. To jest dobre i zdrowe dla procesu inwestycyjnego. Jednak aby tak było, już na etapie przygotowania specyfikacji istotnych warunków zamówienia należy bardzo szczegółowo określić, czego oczekujemy i co chcemy dostać za posiadane środki. Jeżeli obie strony wiedzą, czego od siebie oczekują, już na samym początku na pewno przełoży się to na dobre wzajemne relacje.
Inwestor powinien oczekiwać od wykonawcy przede wszystkim dobrej współpracy. Ważne, aby ten ostatni wyznaczył do obsługi naszej inwestycji jedną osobę, która będzie znała szczegóły projektu i będzie odpowiadała za jego realizację.
Jakie plany rysowane są na najbliższą przyszłość? Jakim wyzwaniom Zakład będzie musiał sprostać? Czy widzi Pan zagrożenia dla Zakładu związane z aktualizacją wojewódzkiego planu gospodarki odpadami?
Jak już powiedziałem wcześniej, myślimy o kolejnej rozbudowie. Chcemy doposażyć Zakład m.in. w kolejne separatory optyczne, rozrywarkę worków, separator metali nieżelaznych. Zrealizowanie tych zadań nie powinno być trudne, gdyż już na etapie poprzedniego przetargu wymagaliśmy od wykonawcy opracowania projektu technicznego obejmującego docelową rozbudowę linii technologicznej i wiele rzeczy mamy już przygotowane. Czekamy tylko na środki i szczegóły związane z wymaganiami dla projektów. W związku z zakazem składowania frakcji palnej, myślimy też o ciągu do produkcji paliwa alternatywnego. Jednak tu pojawiają się wątpliwości – gdzie sprzedać gotowy RDF?
Jeśli zaś chodzi o aktualizację wojewódzkiego planu gospodarki odpadami, to nie widzimy dla siebie żadnych zagrożeń. Regiony w naszym województwie zostały tak stworzone, że w każdym z nich jest jeden RIPOK, posiadający moc do przetworzenia całego strumienia odpadów powstających w regionie.
Wywiad przeprowadzony przy pomocy poczty elektronicznej
fot. 2 x Sutco-Polska













