Unia Europejska nieustannie motywuje państwa członkowskie do działań zwiększających efektywność wykorzystywania odpadów i ograniczających ich deponowanie na składowiskach. Jednym z takich „motywatorów” jest zakaz składowania frakcji, której kaloryczność przekracza 6 MJ. Obowiązek taki został implementowany do polskiego prawa Rozporządzeniem Ministra Gospodarki z 16 lipca 2015 r. w sprawie dopuszczenia odpadów do składowania na składowiskach (DzU z 2015 r. poz. 1277). W efekcie od nowego roku na składowiskach nie mogą być deponowane odpady o kodach 19 08 05, 19 08 12, 19 08 14, 19 12 12 oraz z grupy 20. Czy Polska jest gotowa, by sprostać tym wymogom?
Jacek Połomka, prezes Zarządu Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Marszowie
Mamy unijne wytyczne w tym zakresie, ale powiedziałbym, że wprowadzony przez Ministra Gospodarki przepis jest taki „polski”. W wielu krajach europejskich zakaz składowania dotyczy wszystkich odpadów o kaloryczności przekraczającej 6 MJ. Natomiast w Polsce jest inaczej. Chodzi tylko o cztery rodzaje odpadów z grupy 19 i całą grupę 20. A zatem inne odpady palne można deponować! Po co zatem wprowadzać przepis, który odnosi się tylko do wybranych rodzajów odpadów?
Wśród wymienionych rodzajów znajdują się „Inne odpady (w tym zmieszane substancje i przedmioty) z mechanicznej obróbki odpadów” (19 12 12), czyli tzw. nadsitówka. Gwarantuję, że od stycznia 2016 r. żadna instalacja mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów (MBP) nie będzie „produkowała” takiego odpadu. I problem z głowy! Ta frakcja pojedzie na składowisko jako stabilizat lub jako paliwo alternatywne. Od nowego roku na składowiskach będzie można znaleźć dużo różnych rodzajów odpadów, ale na pewno nikt nie znajdzie tych o kodzie 19 12 12.
Przecież nawet stabilizat może posiadać kaloryczność na poziomie 8-10 MJ! I to można składować! Nie rozumiem zatem, dlaczego na składowisko nie może być kierowana „nadsitówka” o kaloryczności 6 tys. kJ. Albo jest zakaz, albo go nie ma! Przecież powstają odpady przemysłowe, tzn. ścinki materiałów, gum, skór, o naprawdę wysokiej kaloryczności. To również trafi na składowiska, ponieważ nie ma ich w katalogu tych czterech zakazanych rodzajów odpadów. A dlaczego akurat cztery kody wskazano, nie pięć albo trzy?
Poza tym uważam, że ten przepis pozostanie martwy i będzie obowiązywał tylko na papierze. Po pierwsze, wątpię, żeby był właściwie egzekwowany. Nasz kraj nie jest przygotowany do tego, żeby pozbyć się frakcji kalorycznej w sposób cywilizowany. My już mamy problem z wyprodukowanym paliwem alternatywnym (RDF-em). Tak naprawdę produkowanie dzisiaj RDF-u jest bez sensu, bo nie ma na niego popytu. Każdy RDF, który pojawia się na rynku, oznacza, że ktoś inny z tym paliwem został. I co z tym zrobi? W najlepszym razie zdeponuje je na składowisku. A to generuje wyższe koszty.
Marek Kundegórski, Grontmij, Poznań
To jest przepis, który bardzo mocno uderza w tych, którzy w sposób rzetelny i zgodnie z przepisami prowadzą zakłady przetwarzania odpadów komunalnych. Uważam, że sporo instalacji nie będzie w stanie wywiązać się z tego obowiązku – oczywiście, jeśli mówimy o uczciwym podejściu do sprawy. A Ministerstwo Gospodarki nie przewiduje odroczenia terminu wprowadzenia w życie tego rozporządzenia.
Dotychczasowe zobowiązania, wynikające z przepisów UE, postawione przed gminami, są bardzo trudne do osiągniecia i wymagają poniesienia przez gminy sporych wydatków. Obejmują one konieczność uzyskania do 2020 r. 50-procentowych poziomów recyklingu i ponownego użycia dla czterech frakcji odpadów komunalnych (papier, tworzywa sztuczne, szkło, metale) oraz ograniczenia składowania odpadów komunalnych ulegających biodegradacji do poziomu 35% w stosunku do strumienia tych odpadów wytwarzanego w roku 1995.
Jeśli wprowadzone ograniczenia składowania mają być traktowane poważnie, oznaczać to będzie, że po 1 stycznia 2016 r. zostaną osiągnięte w naszym kraju ze znacznym wyprzedzeniem i w wymiarze większym niż wymaga dyrektywa w sprawie składowania 1999/31/WE ograniczenia składowania odpadów komunalnych ulegających biodegradacji, określone dla roku 2020. Należy podkreślić, że powyższy przepis nie wynika z żadnych zobowiązań wobec UE i w praktyce będzie sprzyjał patologicznym, fikcyjnym działaniom w gospodarce odpadami komunalnymi, które już obecnie istnieją, i można oczekiwać ich znacznego nasilenia w związku z wejściem w życie wymagań rozporządzenia.
Trudno znaleźć racjonalne argumenty przemawiające za wprowadzeniem tych wymagań. Brak jest uzasadnienia dla wprowadzenia przepisów wyprzedzających tak znacząco zobowiązania wobec UE.
Oczywiście, można wskazać, że wprowadzany przepis nie dotyczy stabilizatu o kodzie 19 05 99 ani odpadów o kodach 19 05 03 i 19 05 01, czyli kompostu nieodpowiadającego wymaganiom czy nieprzekompostowanych frakcji odpadów komunalnych. A zatem istnieje pole do manewru – jeśli chodzi o frakcję 19 12 12. Problem w tym, że niewiele instalacji, które posiadają skuteczne systemy biologicznego przetwarzania, posiada nadwyżki mocy produkcyjnych. A te, które je deklarują, to w większości instalacje, których funkcjonowanie budzi poważne wątpliwości u osób nawet w niewielkim stopniu zorientowanych w technologiach przetwarzania odpadów i działające w oparciu o pozwolenia, których treść obraża zdrowy rozsądek.
Należy podkreślić, że wprowadzane ograniczenia składowania to obecnie pierwszoplanowy problem, jaki trzeba uwzględnić, planując działania inwestycyjne w ramach regionów gospodarki odpadami komunalnymi. Tymczasem dostępny obecnie projekt aktualizacji Krajowego Planu Gospodarki Odpadami nie poświęca temu zagadnieniu żadnej uwagi. Jeżeli ten przepis ma obowiązywać, jeśli wojewódzka inspekcja ochrony środowiska ma weryfikować spełnienie tego wymogu, jeśli ma się prowadzić jakiekolwiek badania w tym zakresie, to należałoby pokazać, w jaki sposób te wymagania można realnie osiągnąć.
Tu przez analogię można przypomnieć, w jaki sposób odbywało się wprowadzenie podobnych przepisów w Niemczech w 2005 r. Wprowadzenie zakazu składowania odpadów ulegających biodegradacji było przygotowywane z dużo większym wyprzedzeniem, a jednak okazało się, że niemiecka gospodarka odpadami nie była gotowa na wdrożenie tego przepisu. Trwały dopiero procesy inwestycyjne związane z budową instalacji termicznego przekształcania odpadów. I w tym momencie doszło do magazynowania odpadów przez okres dłuższy niż trzy lata, do czasu uruchomienia nowych spalarni (z których część jest obecnie zamykana).
Podsumowując, wydaje się, że nie jest racjonalne podejmowanie obecnie nieskoordynowanych działań. Mam tu na myśli pozorne przetwarzania odpadów w prymitywnych instalacjach, planowanie infrastruktury do termicznego czy biologicznego przetwarzania odpadów o trudnej do prognozowania skali z powodu ułomności naszej krajowej odpadowej statystyki czy doprowadzenie do wieloletniego magazynowania odpadów komunalnych, którego uciążliwości na co dzień obserwujemy (m.in. pożary). Przecież można byłoby jeszcze te odpady składować na składowiskach, z których większość (posiadających status regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych) dysponuje przyzwoitą infrastrukturą. A ograniczyć deponowanie można bez problemu, wprowadzając zapowiadane od wielu lat podwyższone opłaty za składowanie.
Trudno też oczekiwać, że ktoś spoglądający z boku i nawet w niewielkim stopniu znający realia krajowej gospodarki odpadami komunalnymi jest w stanie uwierzyć, iż w wyniku nadludzkiego wysiłku 1 stycznia 2016 r. osiągniemy nagle zerowy poziom składowania odpadów komunalnych ulegających biodegradacji.
A jakie realne wyjście istnieje dla tych, którzy nie będą mogli składować frakcji 191212, o ile przepis zostanie utrzymany? Spośród najskuteczniejszych pomysłów, jakie były artykułowane w czasie długich rozmów w kuluarach krajowych konferencji, przebija się jeden: „trzeba po prostu ogłosić przetarg”.
Czytaj też “Oby plusy nie przesłoniły minusów“


















