W ostatnich latach system gospodarki odpadami komunalnymi w Polsce przechodzi gruntowną zmianę. U podstaw tych przeobrażeń leży m.in. potrzeba dostosowania go do najnowszych trendów i technologii oraz wymogów wynikających z dyrektyw Unii Europejskiej. Bez wątpienia gros tych zmian odnosi się do regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK). Już dziś, by stać się konkurencyjnymi na rynku, zarządzający tymi obiektami powinni myśleć o ich rozbudowie i modernizacji.
W jaki sposób podejść do ewentualnych inwestycji w tym zakresie? Co należy wziąć pod uwagę, by planowane projekty w obszarze gospodarki odpadami przyniosły zakładane rezultaty? Jakie przepisy należy uwzględnić, aby sprostać wymogom stawianym przez prawo zarówno polskie, jak i unijne? – na tego typu pytania poszukiwano odpowiedzi podczas 2. Ogólnopolskiej konferencji „Rozbudowa i modernizacja RIPOK”, która odbyła się w dniach 10-11 maja br. w Ostródzie. Organizatorem tego wydarzenia była firma EKORUM z Poznania, przy współudziale Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych RUDNO.
In-house – kalkulatory poszły w ruch
W pierwszej części konferencji referat wygłosiła m.in. mec. Anna Specht-Schampera z Kancelarii Prawnej Schampera, Dubis, Zając i Wspólnicy. Organizatorzy postawili przed nią trudne zadanie połączenia w jednym wystąpieniu kilku ważkich dla branży odpadowej kwestii: zamówień in-house, uwarunkowań prawnych do rozbudowy RIPOK-ów oraz zaskarżeń wojewódzkich planów gospodarki odpadami (WPGO). Nawiązując do pierwszego ze wspomnianych tematów, prawniczka podkreśliła na wstępie, że dziś mówi się o in-house w kontekście wyłącznie odbioru odpadów, podczas gdy konsekwencje nowelizowanej ustawy Prawo zamówień publicznych będą dotykały również zagospodarowania odpadów, a także innych dziedzin – utrzymania zieleni, letniego i zimowego oczyszczania miast itd. – W projekcie nowelizacji (w międzyczasie ustawa została już uchwalona przez Sejm i trafiła do Senatu – przyp. red.) najistotniejsze jest to, że dany podmiot powinien prowadzić działania na rzecz własnej jednostki samorządowej przynajmniej na poziomie 90%. I tu zaczyna się problem, przynajmniej jeśli chodzi o kwestię zagospodarowania odpadów. Trzeba się zastanowić, jak to kryterium 90% może przełożyć się na RIPOK-i. Przecież te instalacje prowadzą działalność komercyjną, czyli nie zagospodarowują odpadów pochodzących tylko z danej gminy, ale z regionu. Jak zatem określić te procenty? Jeśli potraktujemy usługę zagospodarowania odpadów jak każdą inną, to skierowanie strumienia z gmin będących w jednym regionie do konkretnej instalacji – jeśli, oczywiście, będą też prywatne RIPOK-i w tym regionie – może być problematyczne – ostrzegała mec. Specht-Schampera.
Do kwestii związanych z zamówieniami in-house nawiązał również kolega „po fachu” prawniczki – Maciej Kiełbus z Kancelarii Prawnej Dr Krystian Ziemski & Partners. – Nie ma wątpliwości, że zapisy in-house obejmą pełną sferę gospodarki komunalnej, a nie tylko odbiór odpadów – potwierdził słowa przedmówczyni. – Poza tym, aby powierzyć zadanie z wolnej ręki danemu podmiotowi, musi on mieć osobowość prawną. A takowej nie posiadają zakłady budżetowe. W związku z tym gminy, które liczyły na to, że zlecą swoim zakładom budżetowym odbiór odpadów w trybie in-house, niestety, przy takim kształcie przepisów nadal nie będą mogły tego realizować. Najpierw trzeba będzie przekształcić zakład w spółkę. Dodatkowo prawnik przypomniał, że in-house jest wyborem po stronie JST. Gmina, nawet mając własną spółkę spełniającą kryteria, nie jest zobowiązana do stosowania tego trybu. – W gminach kalkulatory poszły w ruch i sprawdza się, czy spełnione jest kryterium 90% działalności na rzecz własnej JST. Ci, którzy mają zakłady budżetowe, zastanawiają się nad przekształceniem ich w spółki. Te spółki, które działają na terenie kilku gmin, bez żadnych porozumień, zaczynają myśleć nad podziałem spółki na dwa osobne podmioty: jeden, który będzie obsługiwał gminę macierzystą, spełniając kryterium 90%, i drugi, który będzie obsługiwał pozostałe gminy. W tym wypadku muszę jednak przestrzec lokalne władze: takie działanie jest niezgodne z ustawą o gospodarce komunalnej i stanowi wykroczenie poza sferę użyteczności publicznej. Niemniej jednak, na gruncie tej ustawy, nie ma bezpośrednich sankcji w tym zakresie. Maciej Kiełbus wskazał też na opcję, może bardziej skomplikowaną, ale jednak istotną, z punktu widzenia RIPOK-u. Chodzi mianowicie o tworzenie związku międzygminnego, w którym gminy na czas funkcjonowania w nim przenoszą udziały w swojej spółce na związek tylko po to, żeby mógł on powierzyć jej – w trybie bezprzetargowym – realizację danego zadania na terenie wszystkich gmin członkowskich. Czyli żeby RIPOK spełnił kryterium 90%, musi być albo spółką międzygminną, albo samorządy muszą mieć porozumienie międzygminne (związek), które zapewni strumień odpadów tej instalacji.
MBP – czym się kierować?
Pozostawiwszy kwestie związane z in-house, prelegenci podjęli kolejne ważne, nurtujące branżę odpadową tematy. Mecenas A. Specht-Schampera przypomniała, że prawdziwą bolączką jest brak rozporządzenia o mechaniczno-biologicznym przetwarzaniu odpadów komunalnych (MBP). – Minister Środowiska wydał komunikat, że nie ma potrzeby publikowania kolejnego rozporządzenia MBP, ponieważ wymagania dla instalacji są określone w ustawie o odpadach oraz w dokumencie referencyjnym BAT dla przemysłu przetwarzania odpadów. I owszem, dokumenty referencyjne są, ale one nie stanowią prawa. Co więcej, tak naprawdę powinniśmy mieć wskazane parametry odpadów, które są wytwarzane w wyniku procesu MBP, a żaden dokument referencyjny BAT o tym nie mówi. One jedynie odnoszą się do wymagań emisyjnych – stwierdziła prawniczka.
Jej spostrzeżenie potwierdził dr inż. Piotr Manczarski z Politechniki Warszawskiej, który dokonał obszernej prezentacji projektu konkluzji BAT dla procesu MBP. Już na początku wskazał on, że MBP jest w tym dokumencie sklasyfikowane jako unieszkodliwianie, co wywołało dyskusję. – Dziś mamy więc problem, bo dopóki mieliśmy rozporządzenie, to ono zezwalało na odzysk pewnej ilości stabilizatu na składowiskach. Gdy konkluzje w takim kształcie zostaną przyjęte, nie będzie można tego robić – powiedział P. Manczarski. Przy okazji swojego wystąpienia prelegent nawiązał również do szeroko zakrojonej dyskusji w Polsce na temat dopuszczalności stosowania membran półprzepuszczalnych w procesie tlenowego przetwarzania. – Z dokumentu referencyjnego jednoznacznie wynika, że można stosować membrany, oczywiście, po spełnieniu określonych parametrów emisyjnych. Jednak nie ma możliwości przykrywania pryzmy membranami. Musimy więc wdrożyć takie rozwiązanie, które pozwoli nam na powadzenie procesu – co najmniej ścianki szczelne – i całość przykrywamy membraną. To jest forma dopuszczalna – podkreślił.
Wreszcie przestrzegł przed wybiórczym czytaniem konkluzji. W jego ocenie, nie można skupiać się tylko na rozdziałach, które dotyczą instalacji MBP. Większość bowiem wymagań ogólnych ma przełożenie na wszystkie instalacje, również na MBP.
Do tych uwarunkowań prawnych dotyczących rozbudowy instalacji MBP nawiązał również Łukasz Kubisz z firmy AK Nova. – Ministerstwo Środowiska poinformowało nas, że wydanie rozporządzenia MBP jest zbędne. Na szczęście, ustawodawca nie pozostawił nas bez niczego, a jakże! – ironizował prelegent. – Został wydany komunikat, w którym szef resortu wskazuje pewne substytuty rozporządzenia. Miałyby to być ustawa o odpadach, dokument referencyjny BAT i konkluzje BAT-owskie. Proponuję prześledzić sobie te dokumenty, pod kątem poszukania „zamiennika” dla poszczególnych zapisów, które były w dotychczasowym rozporządzeniu MBP. Na próżno! W ocenie Ł. Kubisza, w ustawie o odpadach faktycznie są przepisy mówiące o MBP, ale są one bardzo ogólnikowe, bez wytycznych techniczno-technologicznych. I słusznie, bo takich zapisów nie umieszcza się w aktach prawnych szczebla ustawowego. Na pewno brakuje tam również kryterium walidacyjnego dla istniejących i przyszłych instalacji MBP. – Czy brak tej płaszczyzny porównania stanowi problem? Z pewnością tak. Z tym borykają się obecnie urzędy marszałkowskie, które bez wytycznych techniczno-technologicznych muszą stworzyć WPGO. Ciężko zatem ocenić, czy dana instalacja, która została zgłoszona, wypełnia wymagania MBP albo w ogóle dla RIPOK-u – powiedział Ł. Kubisz. W dalszej części swojego wystąpienia potwierdził słowa, które już padły wcześniej, a mianowicie, że BREF nie ma mocy prawnej, zaś konkluzje BAT, choć określają pewne ramy funkcjonowania instalacji związanych z przetwarzaniem odpadów, to jednak czynią to jedynie w kontekście emisyjnym. – Nawet jeśli ten dokument będzie obligatoryjny, to w dalszym ciągu nie stanie się pełnowartościowym „zamiennikiem” dla wytycznych techniczno-technologicznych. W tym momencie mamy swoisty kres racjonalnego postrzegania gospodarki odpadami w kontekście MBP. Należałoby więc szukać pozaracjonalnych przesłanek do podjęcia działań. Z pewnością są to wymagania dyrektyw, choćby w kontekście obowiązku uzyskania określonych poziomów odzysku i recyklingu frakcji materiałowych. Jednak tu objawia się nam niewesoła perspektywa, bowiem większość dzisiejszych instalacji nie będzie w stanie spełnić kryteriów i wymagań pod kątem ilości i jakości wskazanych frakcji materiałowych – podsumował.
Zaskarżenia WPGO „dla sportu”?
Skoro brakuje wytycznych techniczno-technologicznych dla instalacji MBP, można się spodziewać, że marszałkowie w wielu przypadkach będą uznaniowo podchodzili do wpisywania (bądź nie) tego typu obiektów do WPGO czy planów inwestycyjnych. Jeśli tak się stanie, nie sposób będzie uniknąć fali zaskarżeń uchwał w sprawie wykonania WPGO. Doniesienia w tej kwestii napływają już z całej Polski. Problematykę zaskarżeń planów wojewódzkich poruszyła, wspomniana już, mec. A. Specht-Schampera. – W każdym województwie uchwała w sprawie WPGO będzie zaskarżona. Mogę to powiedzieć, ponieważ mam przyjemność współpracować praktycznie w każdym województwie, bo wszędzie są problemy z ujęciem albo własnej instalacji w WPGO, albo konkurencyjnej instalacji w tym planie – ostrzegła prawniczka. – I nie ma takiej opcji, żeby sobie powiedzieć: „to mnie nie dotyka, bo ja jestem w innym regionie”. Drodzy Państwo, wzruszona zostanie cała uchwała, a to będzie dotyczyło wszystkich adresatów planu wojewódzkiego. Przy okazji uczuliła na art. 38a ustawy o odpadach – nie dostanie zezwolenia instalacja, która nie będzie ujęta w WPGO. – A co to znaczy, że instalacja jest „ujęta” w WPGO? Sprawdźcie dokładnie podczas konsultacji projektu planu, jak zostaliście do niego wpisani. Wystarczy bowiem jedno nieopatrzne słowo albo jego brak i może to pozbawić Was możliwości dalszego rozwoju. Zapisy w WPGO będą Wam determinowały to, że np. nie dostaniecie decyzji środowiskowej na planowane przedsięwzięcie – przestrzegała. – Jeśli marszałek w ramach konsultacji nie zgodzi się na zmianę, to zostanie nam tylko zaskarżenie uchwały. Tylko wówczas – zdaniem prawniczki – trudno oczekiwać, że sądy administracyjne rozpatrzą taką sprawę „na pniu”. Minie co najmniej rok, zanim będzie orzeczenie. – Czy w związku z tym ktoś jeszcze wierzy w to, że środki unijne zostaną wykorzystane na budowę instalacji w zakresie i czasie, o których była mowa? Ja absolutnie w to nie wierzę – tą gorzką pointą zakończyła swój referat, pozbawiając złudzeń zebranych na sali uczestników konferencji.
Ze zdaniem przedmówczyni w 100% zgodził się Maciej Kiełbus. Odnosząc się do tematu zaskarżeń, przyznał on, że nie można oczekiwać, iż wyroki sądów administracyjnych, zapadające w tego typu sprawach, będą jednakowe. Linia orzecznicza jest bowiem tak różna, ile składów sędziowskich. – W dzisiejszych czasach fantastycznie być prawnikiem, który zajmuje się prawem odpadowym, a koszmarnie jest być odpadowcem. Naprawdę, więcej takich ustaw, a pani Ania Specht-Schampera i ja nie będziemy narzekali na nudę – ironizował prawnik. – Niestety, zbliżamy się dość szybkim tempem do krawędzi, za którą jest głęboka przepaść. System wojewódzkich planów, uchwał wykonawczych, planów inwestycyjnych, prędzej czy później się rozsypie. Przepraszam, że jestem sceptyczny. Wniesienie skargi kosztuje tylko kilkaset złotych. No cóż, polska natura jest taka, że nawet „dla sportu” spróbujemy zrobić krzywdę konkurentowi w regionie. I wystarczy, że znajdzie się sąd, który uchyli całą uchwałę wykonawczą dotyczącą WPGO, i mamy problem w całym regionie, bo nie mamy nic. I całą procedurę związaną z tym dokumentem trzeba zaczynać od nowa…
Czas na ilość i jakość
Chcąc odpowiedzieć na wyzwania zarówno prawne, jak i rynkowe, polskie instalacje służące zagospodarowaniu odpadów muszą się modernizować i rozbudowywać. Jak zresztą można było się spodziewać po tytule Konferencji, właśnie tym zagadnieniom poświęcono najwięcej uwagi w trakcie tego wydarzenia. Pierwszy referat, który dotyczył tej kwestii, wygłosił Marek Klimek z firmy Sutco-Polska. Już na wstępie swojego wystąpienia podjął on rozważania nad tematem przyszłości instalacji MBP. W jego ocenie, jeśli jakaś instalacja z założenia miała służyć do tego, by z jednego strumienia stworzyć dwa, które trafią na składowisko, to na pewno wymaga ona przekształcenia. Podobnie jest z obiektami, które mają niewielki procent odzysku. Warto wówczas podjąć proces modernizacji, żeby więcej odpadów móc skierować do recyklingu. – Zanim podejmiemy decyzję o rozbudowie czy modernizacji zakładu, warto się zastanowić, jaki jest aktualnie realizowany poziom odzysku oraz czy źródłem naszych przychodów jest tylko opłata pobierana za przyjęcie odpadów? M. Klimek zwrócił uwagę, że punktem wyjścia w procesie modernizacji i rozbudowy musi być analiza stanu istniejącego, aby na tej podstawie wyznaczyć kierunki modernizacji i rozbudowy. – Trzeba podkreślić, że modernizacja jest wykonawczo trudniejsza od budowy nowej instalacji. W przypadku modernizacji trzeba zmierzyć się z wieloma ograniczeniami, które przy budowie nowego zakładu zwykle nie występują: aktualne zagospodarowanie terenu, gabaryty i zamaszynowanie hali czy też stan techniczny istniejących urządzeń. Przedstawiciel firmy Sutco-Polska zwrócił uwagę, na konieczność określenia celów, którym modernizacja instalacji ma służyć. – Podstawowymi celami są: dostosowanie instalacji do sortowania odpadów zbieranych selektywnie, zwiększenie przepustowości sortowni, zwiększenie poziomów odzysku oraz pogłębienie segregacji w sposób umożliwiający wydzielenie większej liczby frakcji surowcowych. Ale realizacja celów ekologicznych winna znajdować przełożenie na efekty ekonomiczne. M. Klimek wskazał również kierunki oraz przedstawił technologiczne etapy modernizacji sortowni, podkreślając konieczność zachowania odpowiedniej kolejności priorytetów.

Z kolei Andrzej Krzyśków z firmy proGeo skupił się na prezentacji efektywności i działania zakładów fermentacji odpadów. Jak podkreślił już na wstępie, ilość i jakość odpadów, które stanowią wsad do instalacji, zawsze będą się przekładały na ilość uzyskiwanego biogazu. – Nasze odpady są zróżnicowane – raz mają więcej organiki, a raz mniej. Musimy pamiętać, że bardzo wiele daje właściwe przygotowanie wsadu – zaznaczył. – Warto pamiętać, że nie ma standardowej koncepcji dotyczącej węzła fermentacji. Trzeba przerobić trochę badań, przeanalizować je, żeby wiedzieć, na co możemy sobie pozwolić. Nie mniej istotne są wymiana doświadczeń i rozmowy z tymi, którzy już posiadają tego typu instalacje. Wreszcie na koniec A. Krzyśków starał się odpowiedzieć na pytanie, czy opłaca się inwestować w tego typu obiekty. Według jego wyliczeń, stopa zwrotu realizacji takiego projektu wynosi ok. 12 lat, nie ujmując unijnego dofinansowania. – Czy to się opłaca? Jeśli będziemy mieli środki pomocowe, to moim zdaniem warto – zakończył prelegent.
O optymalizacji procesu na instalacji MBP mówił natomiast Mariusz Piasecki z Miejskiego Zakładu Komunalnego w Stalowej Woli. Przyznał on, że w obiekcie, dzięki zastosowanym urządzeniom, pozyskiwana jest frakcja 0-80 mm, w myśl zresztą dotychczas obowiązującego rozporządzenia MBP. – Oprócz tego my z tej frakcji wydzielamy jeszcze metale żelazne i nieżelazne oraz frakcję 60-80 mm, w której dominuje papier i folia. Papier, nawet słabej jakości, da się sprzedać, dzięki czemu unika się opłaty marszałkowskiej, bo nie trzeba tego składować. Natomiast folię kierujemy głównie do produkcji RDF-u – powiedział przedstawiciel MZK. – Uważam, że doposażanie sortowni w kolejne separatory optopneumatyczne jest bardzo dobrym pomysłem. Bez tego bowiem nie da się uzyskać odzysku na poziomach, jakie wymaga od nas Unia Europejska. To jest dobry kierunek zmian w instalacjach. Tak czy inaczej, chyba nie uciekniemy od automatyzacji.
Wspomniany już Łukasz Kubisz przykuł uwagę uczestników konferencji, mówiąc o czynnikach determinujących budowę i modernizację komponentów wchodzących w skład instalacji MBP. – Przesłanką do podjęcia działań w zakresie modernizacji komponentów zarówno mechanicznego, jak i biologicznego będą zawsze dwa czynniki. Pierwszy to deficyt ilościowy, a więc sytuacja, kiedy w zakładzie przetwarzania odpadów występują pewne ograniczenia w zakresie możliwości zagospodarowania odpadów pod kątem ilościowym. Inaczej mówiąc, instalacja nie jest w stanie przyjąć i właściwie przetworzyć odpadów powstających w danym regionie. Druga sytuacja ma miejsce wówczas, gdy mówimy o deficycie technologicznym czy jakościowym. Czyli zastosowane i eksploatowane rozwiązania technologiczne są niewystarczające, niezadowalające pod kątem jakości wybieranych frakcji materiałowych lub jakości uzyskiwanych produktów po procesie biostabilizacji – powiedział przedstawiciel firmy AK Nova. Reprezentowana przez niego spółka, na bazie własnych doświadczeń, stworzyła pięć zasad związanych z modernizacją czy rozbudową instalacji MBP. Pierwsza mówi o mierzeniu sił na zamiary, a więc chodzi tu o taki dobór rozwiązań techniczno-technologicznych, które będą odpowiadały danej lokalizacji, charakterystyce regionu. W myśl drugiej zasady, inwestor musi pamiętać, że nie ma rozwiązań uniwersalnych. W przypadku doboru technologii z pewnością nie będzie właściwe przyjmowanie rozwiązań zero-jedynkowo, zwłaszcza z innych obszarów Polski. – Odpady się różnią, różni się ich morfologia, strumień, struktura, rozwiązania powinny być zatem dedykowane konkretnej instalacji, konkretnemu regionowi – podkreślał Ł. Kubisz. Kolejnym kryterium, które należy uwzględniać przy realizacji inwestycji, jest elastyczność. A zatem warto zastosować takie rozwiązania technologiczne, które pozwolą w prosty sposób przezbroić instalację, aby móc szybko reagować na zmiany koniunktury na rynku zbytu. Nie mniej ważne jest myślenie w kategoriach perspektywy jutra, czyli projektowanie, przewidywanie tego, co się może zdarzyć. – Chodzi o dobór rozwiązań uwzględniających nieuniknioną zmianę funkcjonowania instalacji MBP w odniesieniu do postępujących zmian w gospodarce odpadami oraz spełnienia wymaganych poziomów odzysku frakcji materiałowych – powiedział. Ostatnim, choć nie mniej ważnym, kryterium jest – „twarda” ekonomia: zanim inwestor zdecyduje się na konkretne rozwiązanie, warto je przeanalizować pod kątem opłacalności.
Jeśli chcemy osiągnąć wymagane poziomy odzysku i recyklingu, modernizacja i rozbudowa naszych instalacji MBP jest w zasadzie nieunikniona. Uwagę uczestników zwracał na to m.in. Marian Wojtkowski, prezes Zakładu Utylizacji Odpadów w Elblągu. – Warto rozbudowywać, modernizować nasze zakłady, ażeby stworzyć przede wszystkim opłacalne ciągi technologiczne. Trzeba pamiętać o jednym: ten proces nie będzie nigdy skończony. Bo te wymogi prawne będą coraz bardziej rygorystyczne, a i zarządcy RIPOK-ów w wydzielaniu wielu frakcji odpadowych będą upatrywali źródło zarobku – podsumował.
Kierunek: modernizacja/rozbudowa MBP
Obecnie zatem powinniśmy nastawić się na rozwój instalacji MBP, które będą nakierowane na wydzielanie odpowiednich frakcji materiałowych zarówno z odpadów zmieszanych, jak i pochodzących z selektywnej zbiórki odpadów. Pójście w kierunku rozbudowy i modernizacji tego typu obiektów powinno przynieść efekty w postaci osiągnięcia wymaganych prawem poziomów odzysku i recyklingu oraz ograniczenia składowania frakcji biodegradowalnej i wysokokalorycznej.
Drugiego dnia konferencji uczestnicy mogli zwiedzić Zakład Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych RUDNO.
fot. 2 x EKORUM













