Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nałożyła na samorządy obowiązek utworzenia samodzielnie bądź z innymi gminami punktów selektywnej zbiórki odpadów komunalnych (PSZOK-ów). Podczas szóstej edycji Ogólnopolskiej Konferencji „PSZOK – efektywność i funkcjonalność”, która odbyła się we Wrocławiu w dniach 5-6 kwietnia br., padło bardzo ważne stwierdzenie: „To PSZOK jest dla mieszkańców, a nie mieszkańcy dla PSZOK-a”. Jego autorem był Paweł Adamczyk z Urzędu Miasta Szczecina. I można rzec, że teza ta powinna stanowić motto działań samorządów w zakresie tworzenia PSZOK-ów na swoim terenie.
Zebranych na sali gości powitał Paweł Szadziewicz z firmy EKORUM (organizatora Konferencji). Zanim oddał głos zaproszonym prelegentom, zaprezentował on kilka istotnych danych, które naświetliły uczestnikom sytuację w zakresie PSZOK-ów w Polsce. Jak wynika z przygotowanego przez P. Szadziewicza opracowania, w naszym kraju funkcjonuje blisko 1770 tego typu obiektów (wg stanu na 2015 r.). Co ciekawe, w planach jest kolejnych ponad pół tysiąca punktów. Dla przykładu, w Wielkopolsce (226 gmin) działa 126 PSZOK-ów, a gminy planują utworzyć drugie tyle. Na Mazowszu z kolei (314 gmin) istnieje 201 PSZOK-ów, zgodnie z planami powstanie 76 nowych, a 26 ma być rozbudowanych i zmodernizowanych. W województwach podkarpackim, kujawsko-pomorskim, śląskim, łódzkim planuje się realizację o 1/3 nowych PSZOK-ów w stosunku do już istniejących.
Warto mieć PSZOK
O tym, jaki jest aktualny stan posiadania PSZOK-ów w Polsce, oraz o trudnościach samorządów w wypełnianiu obowiązku utworzenia tego typu obiektów, opowiedział dr inż. Paweł Szyszkowski z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Według prelegenta, głównym wyzwaniem, z jakim muszą zmierzyć się gminy w tym zakresie, jest uzyskanie przychylności mieszkańców dla tego typu inwestycji. Stąd niebagatelną rolę powinna odgrywać tu edukacja ekologiczna i odpowiednio w nią wkomponowana akcja informacyjna. Drugim problemem są fundusze. Z doświadczeń wynika, że mały PSZOK, wyposażony w niezbędne urządzenia, pochłonie ok. 100-300 tys. zł, średni – 300-600 tys., a duży – powyżej 600 tys. zł. – Czy opłaca się mieć taki punkt w porównaniu z kosztami zbieranych selektywnie materiałów? W jednym z miast selektywna zbiórka w PSZOK-u wyniosła 33 gr/mieszkańca/mies., zaś poza tym obiektem – 2,11 zł, czyli kilka razy więcej – wyliczał P. Szyszkowski. – A zatem te punkty, pomimo tego, że czasami sporo kosztują, mają na pewno pozytywny wpływ na koszty całego systemu gospodarowania odpadami. Obliczono niedawno, że taki w miarę dobrze wyposażony PSZOK kosztuje mieszkańca dodatkowo 50 gr miesięcznie, które uiszczane są w opłacie za odbiór i zagospodarowanie odpadów. Czyli to nie są wielkie sumy, ale pozwalają na to, żeby w gminie funkcjonował taki punkt. Niestety, póki co, trudno jeszcze mówić o panującej wśród lokalnych społeczności „modzie na PSZOK-i”. Jak wskazał przedstawiciel Uniwersytetu Przyrodniczego, dziś na terenach miejskich, gdzie zbiera się selektywnie w sumie ok. 60 kg odpadów na mieszkańca rocznie, na PSZOK-i przypada niecałe 5 kg na mieszkańca. W gminach miejsko-wiejskich stosunek ten wynosi odpowiednio 33 kg/5,4 kg, zaś na terenach wiejskich – 24 kg/2 kg. To niewiele. – Póki co, punkty te nie odgrywają znaczącej roli. Jednak pisząc dziś wojewódzkie plany gospodarki odpadami (WPGO), starajmy się większy nacisk położyć na to, żeby punkty te były bardziej oblegane przez mieszkańców. Choć w najbliższych latach chyba jeszcze nie będzie boomu na odwiedzanie PSZOK-ów. Społeczeństwo musi się przyzwyczaić do tego elementu gospodarki odpadami – podsumował.
SIWZ – gdzie są wymagania dla PSZOK-ów?
Po tym referacie głos oddano mec. Annie Specht-Schamperze z Kancelarii Prawnej Dubis, Zając i Wspólnicy. Zanim przeszła ona do meritum, czyli ujęcia PSZOK-ów w przetargach i WPGO, odpowiedziała na pytanie, czy PSZOK może przyjmować zmieszane odpady komunalne. – W zasadzie ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wskazuje, że odpady zmieszane powinny trafić do regionalnej instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK). Ale faktycznie adresatem tego przepisu jest przedsiębiorca odbierający odpady komunalne od mieszkańców, a nie sam mieszkaniec. W kontekście niejednoznaczności przepisów w tym zakresie, warto jednak zerknąć w zapisy zezwolenia wydanego na prowadzenie PSZOK-a. To ono wyznacza, czy obiekt może zebrać odpady zmieszane – stwierdziła prawniczka.
Prelegentka uświadomiła zebranym, iż w znakomitej większości przypadków gminy wiążą utworzenie PSZOK-u i odbieranie z niego odpadów z przetargiem na odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych. – Rodzi się w tym momencie pytanie, czy dopuszczalne jest przerzucanie obowiązku utworzenia PSZOK-u na prywatnych przedsiębiorców. W zasadzie Ministerstwo Środowiska stoi na stanowisku, że gmina może powiązać selektywne zbieranie, w tym utworzenie PSZOK-a, z przetargiem na odbieranie odpadów komunalnych w ramach jednego postępowania. Taki pogląd przeważa również w wyrokach Krajowej Izby Odwoławczej, która uważa, że gmina ma prawo przerzucić obowiązek utworzenia PSZOK-a i odbierania z niego odpadów na firmy, które ubiegają się o zlecenie w przetargu na odbiór odpadów. Wedle argumentacji KIO, to przecież gmina jest gospodarzem postępowania i może w ten sposób zadecydować, zważywszy na cele, jakie ma osiągnąć. Zobaczmy, jakie to są koszty! – uczulała mec. A. Specht-Schampera.
W dalszej części swojego wystąpienia skupiła się na kwestii odwołań do KIO dotyczących specyfikacji istotnych warunków zamówienia (SIWZ) na budowę i eksploatację PSZOK-u. Najczęściej odwołujący skarżą się na zapisy ograniczające konkurencję i na wymagany w SIWZ-ie czas na zorganizowanie punktu. – Niestety, wykonawcy, którzy zaskarżają specyfikację w tym ostatnim zakresie, często zapominają, jak skonstruować zarzut. A warto się nad tym pochylić, gdyż wielokrotnie KIO nie przyjmuje a priori, że na utworzenie PSZOK-a potrzeba konkretnej jednostki czasu. Każda sprawa jest badana indywidualnie. A zazwyczaj wykonawcy składający odwołanie piszą, że zamawiający zakreślił im za mało czasu na uruchomienie obiektu. Wtedy Izba mówi: „a jakie ty mi, wykonawco, dałeś dowody na to, że nie jesteś w stanie wykonać tego PSZOK-a w tym czasie?”. KIO w ten sposób odrzuci skargę, bowiem przedsiębiorca nic jej nie udowodnił, chociaż na nim spoczywa ciężar dowodu – ostrzegała. Mówiąc o przetargach, zwróciła również uwagę na pewną bolączkę. W jej ocenie na palcach jednej ręki można policzyć SIWZ-y, w których zamawiający wskazują, jak ma wyglądać PSZOK. – Zawsze rekomenduję, żeby opis przedmiotu zamówienia był bardzo szczegółowy. Dlatego nie rozumiem, dlaczego w SIWZ-ach brakuje takich wyczerpujących zapisów co do wymagań, jakie mają spełniać PSZOK-i. A to już jest działanie na szkodę samych gmin i mieszkańców, którzy za to płacą – podsumowała prawniczka.
W ostatniej części swego referatu skupiła się na ujęciu PSZOK-u w planie inwestycyjnym. Zdaniem mecenas, lepiej dołożyć wszelkich starań, aby się znaleźć w tym planie. Tym bardziej, że wzór takiego planu, wskazany w stosownym rozporządzeniu Ministra Środowiska, obejmuje m.in. PSZOK-i. – A więc ustawodawca tym rozporządzeniem sam przesądził, że obiekty te powinny być ujęte w planie inwestycyjnym, a co za tym idzie – również w WPGO – stwierdziła na zakończenie A. Specht-Schampera.
Umiejscowić PSZOK w systemie!
Tuż po niej Jarosław Roliński z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zmierzył się z tematem dofinansowania budowy PSZOK-ów ze środków zarówno krajowych, jak i unijnych. Starał się on w dość prosty sposób przybliżyć zebranym, gdzie leży linia demarkacyjna pomiędzy finansowaniem inwestycji z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko oraz z regionalnych programów operacyjnych. Mówiąc o ocenie wniosków w sprawie dofinansowania budowy PSZOK-ów, zwrócił uwagę na dostępność tych obiektów. – Jednak grubym błędem jest traktowanie PSZOK-a jako tego, który sam w sobie ma rozwiązać kwestię selektywnego zbierania odpadów i osiągnięcia poziomów w gminie. Przecież selektywne zbieranie odpadów nie jest celem samym w sobie. Wydzielamy poszczególne grupy odpadów po to, żeby móc je właściwie przetwarzać i osiągać odpowiednie poziomy recyklingu – powiedział przedstawiciel NFOŚiGW. Przy tej okazji podkreślił, że we wnioskach o dofinansowanie brakuje często umiejscowienia PSZOK-u w systemie gospodarki odpadami na terenie danej gminy. – Nierzadko obserwuję brak u samorządów takiego dokumentu planistycznego. Jego elementami powinny być określenie zakresu prowadzenia selektywnej zbiórki „u źródła”, ewentualne rozproszone punkty selektywnego zbierania czy automaty, może także inne działania skojarzone w tym obszarze selektywnej zbiórki. Dopiero obiekt umiejscowiony w takim systemie ma swoje znaczenie. W przeciwnym wypadku można odnieść wrażenie, że lokalne władze chcą wybudować PSZOK dlatego, że nakazuje to ustawa, a nie dlatego, że na końcu tego wszystkiego jest cel związany z osiągnięciem poziomów odzysku i recyklingu, również wynikający z prawa – przekonywał.
Kierunek: edukacja
Jak ważna jest edukacja ekologiczna mieszkańców, przekonywała z kolei Dagmara Dobroć-Śnioszek ze Związku Gmin Zagłębia Miedziowego w Polkowicach. Utworzony przez Związek Centralny Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych jest chyba najdroższą tego typu inwestycją w Polsce, bowiem pochłonął niemal 7 mln zł! – Chcemy edukować, nie tylko dlatego, że mamy taki wymóg w umowie dofinansowania z NFOŚiGW, ale też dlatego, że świadomość ekologiczna mieszkańców jest na niskim poziomie. Na bieżąco zatem ich informujemy, edukujemy, rozdajemy kalendarze i ulotki, produkujemy spoty radiowe – cały czas próbujemy dotrzeć do lokalnej społeczności, ponieważ mimo naszych starań ciągle jest grupa osób, która nie wie, że odpady można u nas oddać za darmo.
Z kolei Sławomir Chybiński z firmy proGEO pokusił się o pewną kategoryzację istniejących PSZOK-ów oraz przedstawił kierunki ich rozwoju. Szczególne przesłanie skierował on do związków międzygminnych, które zazwyczaj chcą wybudować kilka PSZOK-ów na terenach poszczególnych gmin, na obszarach, które one wytypują. – Warto w takich przypadkach mieć całościowe podejście do tych różnych lokalizacji. Spójrzmy, jak one wyglądają, co na danym obiekcie jesteśmy w stanie zlokalizować, co gmina chciałaby, aby znajdowało się w PSZOK-u, jaki element będzie charakteryzował wszystkie te obiekty. Możemy je wówczas pogrupować – od tych, które wymagają budowy od podstaw, do tych, w których istnieje już pewna infrastruktura i wystarczy ją jedynie uzupełnić. Dlaczego? Z tym się wiążą późniejsze przetargi. Jeśli będziemy mieli taki podział na kilka osobnych postępowań, dużo łatwiej będzie zlecać to zadanie, a wykonawcy – projektować i budować. To z pewnością przełoży się na niższą cenę – przekonywał S. Chybiński. Po tej „lekcji” omówił on kierunki rozwoju PSZOK-ów. Priorytetowym będzie edukacja, tym bardziej, że obiekty nastawione na edukację mieszkańców mogą liczyć na dodatkowe punkty przy aplikowaniu o dotację. – PSZOK powinien stać się swoistym centrum edukacji ekologicznej w gminie – wtedy będzie bliżej ludzi. Oni muszą czuć, że ten PSZOK jest w ich gminie – uważa przedstawiciel firmy proGEO. – Kolejne czynniki, do których powinniśmy dążyć, to maksymalizacja rodzajów zbieranych odpadów i współpraca z mieszkańcami. Na koniec zapewnił uczestników, że koszt zbierania odpadów z selektywnej zbiórki w przeliczeniu na 1 Mg odpadów jest 2,5 razy mniejszy w PSZOK-u niż zbiórką tradycyjną.
Dobry pracownik – dźwignią dla PSZOK-a
O tym, że to PSZOK jest dla ludzi, i o metodach zachęcania lokalnej społeczności do korzystania z usług tego obiektu, mówił – wspomniany we wstępie – P. Adamczyk ze Szczecina. – Mamy świadomość tego, że lokalizacja Ekoportów (tak nazwano w Szczecinie PSZOK-i – przyp. red.) to jeden z podstawowych elementów, warunkujących szanse powodzenia tego typu obiektów. Nie chcemy, by Ekoporty były oddalone od nieruchomości zamieszkanych. Tak naprawdę jest to kwestia przezwyciężania oporów społecznych. Staramy się zatem szukać lokalizacji, które będą wypełniały przede wszystkim walor funkcjonalny, czyli pozwolą mieszkańcom, również tym, którzy nie są zmotoryzowani, dotrzeć do Ekoportu i korzystać z jego funkcjonalności – powiedział. A oprócz pozostawienia w Ekoporcie odpadów, mieszkańcy mogą również się edukować. Na jednym z tego typu obiektów uruchomiono ścieżkę edukacyjną, a dzieci mają możliwość wzięcia udziału w warsztatach ekologicznych, prowadzonych na terenie PSZOK-a. – Staramy się te dzieciaki zaangażować, bo mamy świadomość, że edukowanie tej grupy szczecinian, najmłodszych, będzie miało najlepszy wymiar dla przyszłości – dodał przedstawiciel Szczecina. Aktualnie w mieście funkcjonuje siedem tego typu obiektów, ale docelowo ma być ich 10. Jak przekonuje P. Adamczak, z roku na rok rośnie liczba szczecinian, którzy korzystają z ich usług: obecnie co czwarty mieszkaniec Szczecina przynajmniej raz w roku odwiedził Ekoport. Co decyduje o taki sukcesie? – Cały czas szukamy rozwiązań poprawiających funkcjonowanie PSZOK-u, takich jak choćby wynajmowanie przyczepy. W bardzo wielu ocenach funkcjonowania Ekoportów szczecinianie podnoszą jeden argument: ich pracownicy muszą wiedzieć, dlaczego tam są i dla kogo tam są. Pracownicy, którzy zawsze z uśmiechem wychodzą do klientów PSZOK-a, pomagają mu, łatwo nawiązują kontakty, stanowią prawdziwą dźwignię, która niesamowicie działa na podniesienie popularności Ekoportów. Im bardziej jesteśmy „pro”, tym szansa na pojawienie się w Ekoportach szczecinian jest większa – stwierdził P. Adamczyk.
Przy okazji swego wystąpienia P. Adamczyk nawiązał również do kwestii ekonomicznych. W przeciwieństwie do wcześniejszych głosów, w Szczecinie nie wygląda to tak różowo. Średnia cena przypadająca na 1 tonę przyjętych do Ekoportu odpadów i przekazanych do zagospodarowania w 2014 r. wyniosła 521 zł. Dla porównania, średnia cena odbioru i zagospodarowania odpadów zbieranych selektywnie utrzymuje się na poziomie 431 zł. – Czyli jeszcze zebranie odpadów w Ekoporcie kosztuje nas więcej. Staramy się to optymalizować i szukać tego parametru, który będzie również pokazywał, że korzystanie z funkcjonalności Ekoportu daje ekonomiczne uzasadnienie dla zbiórki odpadów w sposób selektywny – zakończył P. Adamczyk.
Poznać oczekiwania mieszkańców
Powyższą tendencję potwierdził także kolejny prelegent – Zbigniew Babski z Urzędu Miejskiego w Strzelcach Opolskich. Jego zdaniem, koszty operatora na początku zawsze są wysokie, jednak będą się one zmniejszały wraz ze wzrostem ilości przyjmowanych na PSZOK-u odpadów. – Największym wyzwaniem jest jednak przygotowanie mieszkańców do tego, że będzie taki obiekt w gminie, na jakich zasadach z niego korzystać itd. To wymaga czasu, rozmów, uzgodnień. Mamy tu bowiem do czynienia z różnymi oczekiwaniami, z którymi trzeba się zderzyć. Trzeba je umieć wartościować i tłumaczyć mieszkańcom. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepszą formą edukacji są bezpośrednie spotkania z mieszkańcami – i to w różnych formach. Te wszystkie rozmowy z ludźmi są najbardziej efektywne, wartościowe i z nich dowiadujemy się najwięcej, jeśli chodzi o ocenę systemu. Wiemy, jakie są w tym zakresie potrzeby, w jakim kierunku powinniśmy to rozwijać, co jest dobre, a co musimy zmienić – przekonywał Z. Babski.
Przede wszystkim analiza
Wisienką na torcie była prezentacja Macieja Kiełbusa, partnera w Kancelarii Ziemski & Partners, który przedstawił zebranym modele budowy i funkcjonowania PSZOK-ów w świetle obowiązujących przepisów. Pochylił się on nad kilkoma zagadnieniami, a m.in. nad kwestią różnic w prowadzeniu obiektu przez spółki komunalne, zakłady budżetowe czy podmioty zewnętrzne. Ponadto wskazał na możliwość zrealizowania PSZOK-u w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). – W sytuacji, w której mamy rozbudowaną zbiórkę „u źródła”, to zbierane w gospodarstwach domowych frakcje, co do zasady, w minimalnym stopniu będą trafiały na PSZOK. Dlatego zastanawiając się nad modelem PPP, musimy wiedzieć, ile tak naprawdę odpadów trafi do tego obiektu i czy partnerowi prywatnemu taki biznes w ogóle się opłaci – sugerował prawnik. – Jeśli ktoś z Państwa rozważa budowę i eksploatację PSZOK-ów w formule PPP, to od razu mówię: ciężko będzie znaleźć partnera prywatnego. Rekomendowałbym jednak, aby zacząć od dialogu technicznego. Wyślijcie w świat informację: „myślimy o PPP, przyjdźcie, porozmawiamy przy wspólnym stole o założeniach tego modelu”. A jeżeli rynek powie, że to się opłaca, to dopiero potem wejdźmy w PPP.
Od tych rozważań M. Kiełbus gładko przeszedł do tematu, który ostatnio znów rozgrzewa branżę „do czerwoności”, a mianowicie do zamówień in-house. Tym razem jednak zagadnienie omówiono w odniesieniu do zlecania prowadzenia PSZOK-ów. – Jeżeli procedowana propozycja legislacyjna przejdzie, to będziemy musieli wykazać spełnienie przesłanek, które będą kontrolowane przez KIO. Ale uwaga! Te kryteria są w Polsce ostrzejsze niż te wynikające z dyrektywy. W dyrektywie bowiem jest mowa o tym, że dany podmiot powinien prowadzić działania na rzecz własnej jednostki samorządowej przynajmniej na poziomie 80%, a aktualna propozycja w Sejmie zakłada, że jego działalność będzie musiała być ukierunkowana na realizację zadań własnych gminy, która jest jego właścicielem, na poziomie 90%. W wielu przypadkach będzie to stanowiło źródło problemów. Bo dzisiaj część z Państwa powierzyła swojej spółce w trybie in-house prowadzenie PSZOK-a, ale ona spełniała to kryterium 80% z dyrektywy. Tylko że po wejściu w życie nowych przepisów może ona już tych kryteriów nie spełniać. A więc nie każda spółka komunalna będzie mogła stosować in-house – ostrzegał prelegent.
Przy okazji prawnik wskazał na rzecz oczywistą, którą jednak – nie wiedzieć dlaczego – pomija się w rozważaniach na temat kształtowania systemu gospodarki odpadami w gminie, a co za tym idzie – umiejscowienia w nim PSZOK-ów. – Ustawa mówi o możliwości podzielenia gminy powyżej 10 tys. mieszkańców na sektory. Ale pamiętajmy: każdy sektor to nie tylko osobny przetarg, ale to także osobny PSZOK – podkreślał M. Kiełbus, czym wywołał zdziwienie zebranych na sali gości oraz ożywioną dyskusję.
W podsumowaniu swojego wystąpienia uczulił on uczestników konferencji, że w gospodarce komunalnej pośpiech nie jest wskazany. – Najpierw analiza: zastanówcie się, jak system selektywnej zbiórki ma funkcjonować, jakie jest miejsce PSZOK-ów stacjonarnych i mobilnych w tym systemie, jak wpisuje się w to selektywna zbiórka „u źródła” i system gniazdowy, a dopiero potem szukajcie formy organizacyjnej, która w Waszej gminie będzie optymalna. Bo nie mamy żadnych ograniczeń organizacyjnych, jeśli chodzi o formy, w których możemy tworzyć PSZOK-i – powiedział M. Kiełbus. W jego ocenie, nie ma rozwiązań uniwersalnych, a fakt, że jedno sprawdziło się w danej gminie czy związku, nie oznacza wcale, że uda się je całkowicie skopiować na innym terenie.
Drugiego dnia uczestnicy konferencji mieli możliwość wzięcia udziału w jednym z dwóch wyjazdów: zagranicznym – podczas którego zwiedzili PSZOK w okolicach Drezna, oraz krajowym, odwiedzając dwa PSZOK-i: w Polkowicach i Jaworze.
fot. na otwarcie sozosfera.pl













