ochrona powietrza i gospodarka odpadami

Porządek w odpadach, czas na powietrze

Rozmowa z Tadeuszem Arkitem

Czy można powiedzieć, że w zakresie odpadów komunalnych proces tworzenia prawa mamy już zamknięty?
W mojej opinii, tak. Wprawdzie prace nad dokonaną w ubiegłym roku nowelizacją ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach dość mocno się przeciągnęły, jednak miało to swoje walory. Pozwoliło bowiem zainteresowanym na skierowanie do nas wielu uwag i propozycji zmian. Ich wysyp nastąpił zwłaszcza w momencie, kiedy mieliśmy już finalizować prace, ale dzięki temu wprowadziliśmy nowelizację, która uwzględniła wiele szczegółów. Oczywiście, w obowiązujących przepisach można jeszcze wychwycić jakieś mankamenty, ale wydaje mi się, że nadszedł czas, by tym wszystkim, którzy realizują zadania z zakresu gospodarki odpadami komunalnymi, dać chwilę oddechu, żeby skorzystali z tego poprawionego prawa i okrzepli w budowaniu systemu.

W mojej ocenie, a bierze się ona głównie z rozmów z tymi, którzy zarówno w samorządzie, jak i w firmach odpowiadają za gospodarkę odpadami komunalnymi, te ostatnio dokonane zmiany w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach i w ustawie o odpadach to dobrze wykonane zadanie. Teraz nie mamy zgłoszeń, które mówiłyby o kolejnych potrzebach i mankamentach. Daje nam to prawo, żeby powiedzieć: „stop, nie będziemy teraz pracować nad przepisami, lecz czekamy na efekty, by móc wszystko zbilansować i ocenić z dłuższej perspektywy”.

O jakiej perspektywie czasowej dla tej oceny funkcjonalności przyjętych rozwiązań rozmawiamy?
Dobrze byłoby, gdyby to były co najmniej dwa lata. Kończymy obecną kadencję parlamentu, będzie zatem potrzebny czas na wybory i ukonstytuowanie się nowych Sejmu i Senatu. W nowym parlamencie na pewno zmieni się skład osobowy –pojawią się kolejne osoby, które też będą chciały włączyć się w prace nad poprawą efektywności systemu gospodarki odpadami. Dlatego uważam, że korzystne będzie, jeśli co najmniej rok ci nowi posłowie i senatorzy poświęcą na przygotowanie się do prac, na konsultacje ze środowiskiem i rozeznanie ewentualnych potrzeb. I dopiero po tym czasie powinniśmy rozważać wprowadzanie kolejnych poprawek.

z podpisem

„Rewolucja śmieciowa” miała być m.in. lekiem na „dzikie wysypiska”. Tymczasem pojawiają się informacje, z których można wnioskować, że po jej wdrożeniu tego typu niepożądanych obiektów jest wręcz więcej. Jak Pan to ocenia? Czy na bazie wprowadzonych przepisów jest szansa na poprawę sytuacji w tym zakresie?
W znowelizowanych przepisach wiele poprawiliśmy, by także w tym zakresie zmienić sytuację na lepsze. Nowymi rozwiązaniami chcemy nie tylko dać gminom narzędzia do tego, żeby mogły lepiej kontrolować gospodarkę odpadami, ale wręcz przymusić je do takich działań. Poprzednie przepisy nie były w tym względzie aż tak rygorystyczne, choć też nakładały na samorządy obowiązek kontroli. Wydawało nam się, że – jeśli gmina zawiera z kimś umowę i zleca mu realizację określonych nią zadań – naturalnym elementem takiego zlecenia powinien być proces kontrolny dotrzymania warunków określonych umową. Ale, niestety, nie wszędzie tak było. Dlatego w nowelizacji przepisów wprowadziliśmy rozwiązanie, które ma uszczelnić system, a jednocześnie zdopingować samorządy do kontroli wykonania zapisów umów zawieranych z przedsiębiorcami. Jest nim obowiązek wskazywania RIPOK-a, do którego muszą być wywożone odpady z terenu danej gminy.
Głównym składnikiem tworzącym te „dzikie wysypiska” jest gruz budowlany wraz z odpadami poremontowymi. Lekarstwem na to powinny być punkty selektywnego zbierania odpadów komunalnych (PSZOK-i), które są bardzo ważnym elementem gminnego systemu gospodarowania odpadami. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że będą ograniczenia w zakresie ilości tego typu odpadów, jakie będzie można oddać w PSZOK-ach w ramach ponoszonej opłaty za gospodarowanie odpadami, ale wydaje się, że ilości te powinny umożliwiać mieszkańcom oddanie przyczepki odpadów powstałych przy remoncie. Wyobrażam sobie więc, że właściciel nieruchomości – zamiast jechać z tymi odpadami do lasu – wybierze jednak rozwiązanie legalne i korzystne dla środowiska przyrodniczego i zawiezie je do PSZOK-a. 

No chyba, że PSZOK będzie daleko od miejsca zamieszkania…
To jest kolejny element – zgodnie z ustawą, PSZOK-i powinny być dostępne, zarówno odległościowo, jak i czasowo, co oznacza, że nie może być sytuacji, w których punkty te są czynne tylko kilka godzin i wyłącznie w określone dni. Tu właśnie pojawia się element kontroli przez wszystkie powołane do tego służby, np. Najwyższą Izbę Kontroli i Inspekcję Ochrony Środowiska, czy gminy realizują powierzone im zadania, czy prawidłowo budują system i np. umożliwiają dostęp do PSZOK-ów. A trzeba pamiętać, że nadal część samorządów jeszcze nie utworzyła takich punktów.

Wprowadzone przez nas zapisy mają zatem dać możliwość uszczelnienia systemu przy nieuniknionym większym zaangażowaniu tych gmin, które do tej pory patrzyły na gospodarkę odpadami tylko przez pryzmat odbioru odpadów z nieruchomości, bez zainteresowania tym, dokąd były one wywożone i co się z nimi dalej działo.

Spotkałem się z opinią, że gminny powinny pozostać przy kontroli obywateli, czy segregują oni i czy płacą zgodnie z deklaracjami, a przedsiębiorcy odbierający odpady i nimi gospodarujący powinni trafić pod lupę Inspekcji Ochrony Środowiska, bo gminy w ogóle nie interesują się tym, czy podmioty te działają zgodnie z prawem…
Przecież jedno nie wyklucza drugiego. W mojej opinii najważniejszą kwestią jest jednak skuteczna kontrola ze strony gmin, jako pierwszego organu kontrolnego. To one powinny dbać o to, żeby były realizowane postanowienia umów, które zawarły z przedsiębiorcami, co przecież nie przeszkadza by – przynajmniej w takich obszarach, gdzie pojawia się przypuszczenie, że jest źle – równocześnie funkcjonowała kontrola prowadzona przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który powinien działać dopiero w drugiej kolejności.

Z tym łączy się kwestia, która zapewne powróci w pracach Sejmu następnej kadencji, dotycząca wzmocnienia całego systemu kontroli na poziomie państwa. A jest to, moim zdaniem, taki obszar, z którego poprawą nie możemy zbytnio zwlekać. W tej chwili, choć jest zauważalna wola polityczna by tego dokonać, nie ma już co rozpoczynać związanych z tym prac, bo zakładane zmiany są tak dalece idące, że nie zdążylibyśmy do końca bieżącej kadencji, ale na początku następnej powinno to być zadanie do natychmiastowej realizacji. Teraz, niestety, już nie zdążymy dokonać takiej reformy.

Gospodarkę odpadami komunalnymi – przynajmniej teoretycznie, od strony przepisów – mamy już „poukładaną”. Jakie zatem inne zagadnienia związane z tą dziedziną są obecnie najpilniejsze, jeśli chodzi o prace legislacyjne?
Będziemy teraz pracować nad ostatnią ustawą z całego pakietu ustaw odpadowych, jakie nowelizowaliśmy w ostatnich latach. Mam tu na myśli ustawę o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym, której projekt rząd przesłał do laski marszałkowskiej. Pierwsze czytanie tej ustawy odbędzie się na pewno na jednym z najbliższych posiedzeń Sejmu, w tej chwili jest jednak zbyt wcześnie, bym mógł powiedzieć coś więcej na ten temat.

Jest Pan zaangażowany w inicjatywę związaną z wdrożeniem tzw. ustawy antysmogowej. Skąd to zainteresowanie i nagły przeskok od gospodarowania odpadami do ochrony powietrza?
Jestem członkiem sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, a jednocześnie mieszkańcem Małopolski – mieszkam blisko Krakowa, to właśnie czynniki, które miały bezpośredni wpływ na moje zaangażowanie w działania zmierzające do przygotowania przepisów, które pozwolą nam skutecznie ograniczać tzw. niską emisję. Wydawałoby się, że Małopolska, jako region w którym magnesem dla turystów są góry i wiele obszarów przyrodniczo cennych, powinna szczycić się dobrą jakością powietrza. Niestety, tak nie jest i informacje, jakie docierają do społeczeństwa na temat zanieczyszczenia powietrza m.in. w Krakowie i w innych miejscach Małopolski jednoznacznie wskazują, że pod tym względem mamy bardzo złą sytuację.

Potwierdza to opublikowana niedawno mapa skażenia powietrza w Europie, według której Kraków jest na szóstej pozycji wśród europejskich miast z najgorszą jakością powietrza, a Polska, po Bułgarii, zajmuje w takim rankingu niechlubne, drugie miejsce wśród państw europejskich. Uznałem zatem, że najwyższy czas coś z tym zrobić, tym bardziej, że za niedotrzymanie unijnych standardów grożą nam sankcje ze strony Komisji Europejskiej na poziomie 4 mld zł rocznie. Jednak podstawową motywacją do działania powinna być dla nas chęć poprawy stanu naszego środowiska, a przede wszystkim naszego zdrowia. Zanieczyszczenie powietrza nie jest bowiem obojętne dla naszej kondycji i w tej chwili mówi się, że statystyczna długość życia w Krakowie jest o dwa lata krótsza niż w kraju, a rocznie w Polsce notujemy ok. 45 tys. zgonów z powodu chorób wywołanych złym stanem powietrza. Sytuacja jest więc dramatyczna!

Czego zatem można spodziewać się po nowych przepisach?
Doprecyzowujemy przepisy dotyczące kompetencji sejmików wojewódzkich. Motorem do tego jest przykład Sejmiku Województwa Małopolskiego, który odważnie – w mojej ocenie – wprowadził zakaz palenia węglem w Krakowie. Jednak ze względu na nieprecyzyjnie określone w przepisach kompetencje, Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił tę uchwałę. Właśnie po to, by uniknąć sytuacji, w których uchwały tego typu mogłyby być zaskarżane do sądu, chcemy uściślić przepisy.

Co warte podkreślenia, to fakt, że równolegle z możliwością wprowadzenia całkowitego zakazu korzystania z określonego paliwa na danym terenie, dajemy sejmikom również narzędzia prawne do wyznaczenia technicznych parametrów kotłów, jakim powinny odpowiadać stosowane na danym obszarze urządzenia grzewcze.

Odpowiednie określenie tych parametrów pozwoli w dalszym ciągu korzystać np. z węgla, ale przy znacznie mniejszym zanieczyszczeniu powietrza. Trudno przecież byłoby wprowadzić całkowity zakaz spalania węgla, tym bardziej, że mamy go w kraju dużo i nie powinniśmy z niego całkowicie rezygnować, powinien być on jednak spalany efektywniej w nowoczesnych kotłach, które charakteryzują się niską emisją spalin, w tym przede wszystkim tzw. pyłów zawieszonych.

Ponadto w projekcie dajemy samorządom możliwość wprowadzania stref ograniczonej emisji komunikacyjnej. Takie strefy funkcjonują już w 225 miastach Europy. W związku z tym uznaliśmy, że jeżeli samorząd jest odpowiedzialny za stan środowiska, to musi posiadać różne narzędzia. Wyobrażam sobie, że kilkanaście polskich miast na pewno skorzysta z takiego przepisu, w myśl którego samorząd będzie miał możliwość określenia granic strefy i parametrów emisji spalin, jakie będą musiały być spełnione przez samochody, żeby do tej strefy mogły wjeżdżać.

Jakie są szanse na przyjęcie „ustawy antysmogowej” jeszcze w tej kadencji?
Ponad miesiąc temu złożyliśmy projekt do laski marszałkowskiej. Teraz czekamy na nadanie mu statusu druku sejmowego i spodziewam się, że za miesiąc powinniśmy zacząć procedowanie projektu. Chciałbym, i to jest realny termin, żebyśmy najpóźniej w lipcu uchwalili te przepisy, tym bardziej, że sporo samorządów na to czeka i z dużym zaangażowaniem pracuje nad tego typu rozwiązaniami.

Czy jako inicjatorzy tych zmian prawnych nie obawiacie się oporu ze strony górników, którzy mogą postrzegać tę inicjatywę jako zagrożenie dla własnych interesów?
Nie widzę tutaj żadnego konfliktu. Przecież my poprawiamy istniejące przepisy, w pewnym sensie, także na korzyść branży górniczej. Dotychczasowe przepisy mówią: „można zakazać spalania węgla” i kropka, a my chcemy wprowadzić zmianę, która obok wprowadzenia tego zakazu pozwoli sejmikom na określanie technicznych parametrów kotłów, czyli pozostawi możliwość palenia węgla, jednak w zdecydowanie lepszy dla środowiska i zdrowia ludzi sposób. Uważam, że te zapisy, które my proponujemy, są elastyczniejsze i nie stawiają sprawy na ostrzu noża. I z nowymi narzędziami samorząd nie będzie musiał dokonywać takich drastycznych, często niewygodnych także dla mieszkańców wyborów. W naszej propozycji przewidujemy, że będzie on mógł zaproponować nawet program wymiany przestarzałych, zużytych technicznie i niedotrzymujących żadnych standardów palenisk na nowoczesne.

Ważne jest też, że fundusze zarówno wojewódzkie, jak i Narodowy, są przygotowane do udzielania dopłat na poziomie co najmniej 50% do programów mających na celu ograniczenie emisji i można je z powodzeniem wykorzystać dla poprawy jakości powietrza.

Nie uważam zatem, żeby był tutaj jakiś powód do obaw, a jednocześnie mam nadzieję, że równolegle z naszymi pracami nad nowelizacją ustawy – Prawo ochrony środowiska Ministerstwo Gospodarki zakończy wreszcie prace nad rozporządzeniem, które ma określać parametry jakościowe dopuszczonych do stosowania paliw. Jego wprowadzenie powinno być korzystne zarówno dla środowiska przyrodniczego, jak i dla branży górniczej, bo przecież w nowoczesnym kotle węglowym trzeba będzie palić węglem o wysokich parametrach, czyli takim, z którego właśnie żyje nasza rodzima branża górnicza. Palmy więc węglem, lecz niech on ma bardzo dobre parametry i niech będzie spalany w nowoczesnych piecach, w sposób możliwie najmniej szkodzący środowisku i naszemu zdrowiu. 

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Strzyżyński

Absolwent kierunku geografia (specjalność kształtowanie i ochrona środowiska) na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przez długi czas współredagujący, a następnie prowadzący miesięcznik pt. „Przegląd Komunalny”. Obecnie osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, z głównym jej przejawem – portalem sozosfera.pl.
e-mail: piotr.strzyzynski@sozosfera.pl

Partner portalu

Partner portalu

reklama

reklama

 

Artykuły i aktualności