Odpady wydobywcze

Odpady wydobywcze – nierozwiązany problem

Składowiska odpadów powydobywczych nadal pozostają nierozwiązanym problemem – zauważa Najwyższa Izba Kontroli (NIK).

Według NIK hałdy szpecą krajobraz i trwale wyłączają z użytkowania teren, na którym są posadowione. Przede wszystkim jednak narażają środowisko i ludzi mieszkających w ich pobliżu na zagrożenia wynikające z sąsiedztwa odpadów pogórniczych. Zagrożenia te to zanieczyszczenie wód podziemnych przez odcieki z hałd, zapylenie i pożary.

Jednocześnie NIK wskazuje, że stosowane metody odzyskiwania odpadów powydobywczych nie gwarantują skutecznej ochrony przed wymienionymi zagrożeniami. W dodatku tylko 2,2% odpadów pogórniczych zagospodarowywane jest w sposób inny niż składowanie. Sposobem wykorzystania takich odpadów jest produkcja kruszyw dla budownictwa. Ze względu na ich właściwości fizykochemiczne zainteresowanie wykorzystaniem tych odpadów jest niestety znikome.

W dodatku, zdaniem NIK, nieskuteczny nadzór nad składowiskami może zachęcać nierzetelnych przedsiębiorców do lokowania na ich terenie różnego rodzaju odpadów, w tym niebezpiecznych.

Jak zaznacza NIK, odpady wydobywcze składowane są w formie hałd, zwałowisk odpadów pogórniczych, czy stawów osadowych. Na terenie kraju zidentyfikowano 153 takie obiekty. Izba zwraca uwagę, że podstawowym problemem związanym z deponowaniem tego typu odpadów jest wyłączenie z użytkowania terenów zajętych przez ich składowanie. Odpady wydobywcze składowane są na obszarze o łącznej powierzchni ponad 11,3 ha, choć NIK zwraca uwagę, że liczba obiektów, na których składowane są tego rodzaju odpady sukcesywnie maleje.

Z odpadami wydobywczymi wiąże się szereg zagrożeń środowiskowych. Należy do nich możliwość zanieczyszczenia gleby, wód podziemnych i powierzchniowych w rejonie składowania oraz emisja zanieczyszczeń do powietrza. W dodatku z deponowaniem odpadów wydobywczych wiąże się także zagrożenie pożarowe. Według NIK, w latach 2015-2018 (I półrocze) na terenie woj. śląskiego jednostki ochrony przeciwpożarowej w związku aktywnością termiczną zwałowisk interweniowały 103 razy.

W ramach kontroli NIK sprawdziła, czy prawidłowe były działania organów administracji i przedsiębiorców w zakresie zagospodarowania składowisk odpadów powęglowych (hałd). Kontrolujący weryfikowali czy podmioty te skutecznie chroniły środowisko i czy działania w tym zakresie są efektywne ekonomicznie.

Odpady wydobywcze – problemy w działaniach przedsiębiorstw

Kontrolą objęto sześciu przedsiębiorców gospodarujących odpadami wydobywczymi, oraz

Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego, trzy starostwa powiatowe i trzy urzędy miast na prawach powiatu, jako podmioty sprawujące nadzór nad gospodarowaniem odpadami wydobywczymi. Pod lupę wzięto także Dolnośląskiego i Śląskiego Inspektorów Ochrony Środowiska.

W ocenie NIK działania połowy skontrolowanych przedsiębiorców w zakresie zagospodarowania odpadów wydobywczych nie dawały gwarancji ograniczenia ich negatywnego oddziaływania na środowisko.

Objęci kontrolą przedsiębiorcy, w latach 2015-2017, wytworzyli łącznie ponad 72,1 mln ton odpadów wydobywczych. Według danych tych firm, niemal 57 mln ton (78,9%) poddano odzyskowi. Odzysk ten polegał m.in. na wykorzystaniu tego typu odpadów do rekultywacji terenów zdegradowanych działalnością górniczą, zdeponowanie w podziemnych wyrobiskach górniczych bądź składowanie w zamkniętych lub zamykanych obiektach unieszkodliwiania odpadów wydobywczych, zwanych budowlami krajobrazowymi. Pozostała część odpadów, czyli ponad 15,2 mln ton (21,1%) unieszkodliwiano w trzech czynnych obiektach unieszkodliwiania odpadów wydobywczych, przy zastosowaniu technologii zapobiegającej negatywnemu oddziaływaniu odpadów na środowisko.

Jednak NIK ustaliła, że w latach 2015-2017, w ramach deklarowanego odzysku odpadów, dwaj skontrolowani przedsiębiorcy górniczy zdeponowali niemal 27 mln ton wytworzonych odpadów wydobywczych (37,3%) w dziewięciu obiektach unieszkodliwiania odpadów wydobywczych. Obiekty te określano jako budowle krajobrazowe.

Izba zwraca uwagę, że przedsiębiorcy ww. działania realizowali w oparciu o decyzje wydane na podstawie przepisów Prawa budowlanego. Warto przy czym podkreślić, że decyzje te były wydane w latach poprzedzających wejście w życie ustawy o odpadach wydobywczych, regulującej sposób postępowania z odpadami wydobywczymi. Według NIK oznacza to, że przedsiębiorcy ci nie zostali zobowiązani do uwzględnienia, zawartych w tej ustawie, wymogów dotyczących bezpieczeństwa środowiska i zdrowia ludzi. Tym samym firmy te są zwolnione z obowiązku sporządzania oceny ryzyka powodowanego przez obiekt deponowania odpadów dla środowiska. Nie muszą zatem określać m.in. jego wpływu na jakość powietrza, wód podziemnych i powierzchniowych oraz gleby i krajobrazu. Nie zostali oni także obowiązani do prowadzenia bieżącego monitoringu oddziaływania obiektu na środowisko.

Brak możliwości określenia prawdopodobieństwa wystąpienia szkody w środowisku

W ocenie NIK, w przypadku opisanych przedsiębiorców, w związku z brakiem obowiązku prowadzenia monitoringu oddziaływania obiektów na środowisko, nie ma możliwości określenia, jak wysokie jest prawdopodobieństwo wystąpienia szkody w środowisku, spowodowanej przez składowane w obiekcie odpady wydobywcze. Ciężko też ocenić czy stwarzają one bezpośrednie zagrożenie szkodą w środowisku w dającej się przewidzieć przyszłości.

Izba zwraca przy tym uwagę, że ryzyka dla środowiska urzeczywistniły się w przypadku trzech, z dziewięciu obecnie eksploatowanych, budowli krajobrazowych. Wystąpiło tam bowiem przekroczenie poziomu kwasowości wód podziemnych oraz zawartości w nich cynku i ołowiu. Z kolei w wodach powierzchniowych odnotowano tam przekroczenie dopuszczalnych poziomów zawartości chlorków i siarczanów. Związane to było z przedostawaniem się do środowiska wód odciekowych z tych obiektów.

Niewielkie zainteresowanie odzyskiem odpadów wydobywczych

Jednocześnie NIK zauważa, że proces polegający na deponowaniu odpadów nie odpowiadał definicji odzysku. Zgodnie z ustawą o odpadach głównym wynikiem odzysku powinno być użyteczne zastosowanie odpadów, w celu zastąpienia nimi innych materiałów – podkreśla NIK. „Celem i rezultatem podejmowanych działań było więc de facto legalne zagospodarowanie odpadów wydobywczych, a nie ich odzysk.” – dodaje NIK.

Izba zwraca też uwagę, że zainteresowanie gospodarczym wykorzystaniem odpadów było niewielkie. Wynikało to z właściwości fizyko-chemiczne tego rodzaju materiałów. Cechy te powodowały, że przychody uzyskiwane z odzysku tych odpadów stanowiły jedynie częściową rekompensatę nakładów poniesionych na zagospodarowanie tych odpadów. Jedynie działania przedsiębiorcy odzyskującego z odpadów wydobywczych węgiel pozwalały na uzyskanie przychodów przewyższających koszty takiej działalności.

Odpady wydobywcze – nieskuteczne organy administracji

Jako nie w pełni prawidłowe i skuteczne, NIK oceniła działania organów administracji publicznej, mające na celu ograniczenie negatywnego oddziaływania obiektów unieszkodliwiania odpadów wydobywczych na środowisko. Mowa o urzędach szczebla powiatowego i Inspekcji Ochrony Środowiska.

Starostowie oraz prezydenci miast na prawach powiatu nie przeprowadzali kontroli wykonania obowiązku rekultywacji gruntów. Kontrola taka powinna polegać na sprawdzeniu, co najmniej raz w roku, zgodności wykonywanych zabiegów z dokumentacją rekultywacji. To jednak nie jedyna przewina ww. organów. Oto bowiem nie były podejmowane również działania zmierzające do wyegzekwowania od podmiotów zobowiązanych do rekultywacji, informacji o powstałych w danym roku zmianach w zakresie gruntów objętych decyzją w sprawie rekultywacji. W konsekwencji – jak zaznacza NIK – prezydenci miast i starostowie nie posiadali rzetelnej wiedzy o przebiegu procesów rekultywacji i ich zgodności z wydanymi decyzjami. W opinii NIK, nierzetelny nadzór nad rekultywowanymi terenami rodzi ryzyko deponowania na nich także odpadów niebezpiecznych. Jako przykład takich patologicznych działań Izba wskazuje przypadek zrekultywowanej hałdy w Bytomiu.

Zapożarowane obiekty i nieskuteczność prezydentów miast

Izba zwróciła także uwagę, że dwa skontrolowane miasta nie podejmowały wystarczających działań w celu ograniczenia negatywnego oddziaływania na środowisko oraz bezpieczeństwo ludzi nieczynnych i zapożarowanych obiektów unieszkodliwiania odpadów wydobywczych. W odniesieniu do hałdy w Bytomiu w budżecie miasta nie zaplanowano środków na likwidację zapożarowania hałdy. Także starania Prezydenta Bytomia o środki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej nie przyniosły efektu. Wynikało to z braku tytułu prawnego do części nieruchomości, na których zlokalizowana była hałda. Jednocześnie NIK zwróciła uwagę, że w związku ze zlokalizowaniem ognisk zapożarowania w pobliżu przebiegającego przez hałdę kolektora ściekowego, brak skutecznych przeciwdziałań rodzi ryzyko wystąpienia dodatkowych zagrożeń ekologicznych.

W opinii NIK, także działania zmierzające do zabezpieczenia stref aktywnych termicznie na terenie hałdy w Zabrzu w celu niedopuszczenia do rozprzestrzenienia zapożarowania były niewystarczające.

Wśród zarzutów adresowanych do starostów i prezydentów miast NIK wskazał także, że w żadnym skontrolowanym przypadku, wydając decyzje w sprawie rekultywacji i zagospodarowania gruntów, nie pozyskali oni opinii rzeczoznawców w zakresie określenia stopnia ograniczenia lub utraty wartości użytkowej gruntów. Jak zauważa NIK, wobec braku takich opinii, w decyzjach rekultywacyjnych nie podawano, informacji o stopniu ograniczenia lub utraty wartości użytkowej gruntów. Także ustalone w decyzjach kierunki rekultywacji oraz jej terminy nie wynikały z ocen uprawnionych rzeczoznawców – dodaje NIK.

Odpady wydobywcze – niewystarczający nadzór WIOŚ-ów

Według NIK, niewystarczający i nierzetelny był także nadzór nad gospodarowaniem odpadami wydobywczymi sprawowany przez wojewódzkich inspektorów ochrony środowiska (WIOŚ).

Śląski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w badanym okresie objął kontrolą jedynie sześć spośród 24 zakładów górniczych, będących wytwórcami odpadów wydobywczych i jeden podmiot gospodarujący odpadami wydobywczymi z 65 prowadzących taką działalność – wylicza NIK.

W dodatku na terenie woj. śląskiego kontrolą WIOŚ-u objęto tylko jeden podmiot wydobywający odpady z miejsc ich składowania.

Z ustaleń NIK wynika, że przy zachowaniu dotychczasowej intensywności działań inspekcyjnych, na skontrolowanie wszystkich śląskich zakładów górniczych WIOŚ potrzebowałby dodatkowych 12 lat. Kontrole wszystkich podmiotów gospodarujących odpadami wydobywczymi WIOŚ przeprowadziłby w ciągu 195 lat, a podmiotów wydobywających odpady – 48 lat.

W działaniach Dolnośląskiego i Śląskiego Wojewódzkich Inspektorów Ochrony Środowiska NIK dopatrzył się także innych nieprawidłowości. Nie przekazywali oni bowiem Głównemu Inspektorowi Ochrony Środowiska danych na temat aktywnych termicznie hałd, w celu wykazania ich w Krajowym spisie obiektów unieszkodliwiania odpadów wydobywczych, które wywierają negatywny wpływ na środowisko. Tymczasem wg NIK, czynne termicznie hałdy, bez wątpienia, są obiektami negatywnie oddziałującymi na środowisko oraz bezpieczeństwo ludzi.

Na podstawie www.nik.gov.pl

fot.

partner portalu

partner portalu

reklama

reklama

reklama

reklama

 

partner medialny