Obecna sytuacja w gospodarce odpadami pokazuje znamienną rzecz, a mianowicie to, że na odpadach można zarobić i że ich skuteczny odzysk oraz wydzielenie poszczególnych frakcji może być dobrym biznesem. Oznacza to, iż – tak jak w każdej działalności gospodarczej – nie wystarczy tylko trwać na rynku, ale trzeba się rozwijać, by podnosić efektywność instalacji do przetwarzania odpadów i walczyć zarówno o strumień odpadów, jak i o klienta.
By zwiększyć konkurencyjność i zmaksymalizować efektywność wydzielenia wartościowych materiałów w przypadku wielu istniejących instalacji do przetwarzania odpadów komunalnych, niezbędna jest ich modernizacja i/lub rozbudowa.
Generalnym problemem polskiej gospodarki odpadami jest to, że ustawodawca nie zagwarantował dopływu strumienia odpadów do regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK). Nierzadko po wybudowaniu RIPOK-u dowiadujemy się, że instalacja taka nie jest w stanie zebrać z rynku strumienia odpadów wystarczającego dla zapewnienia osiągniecia efektu ekologicznego i – co równie ważne – ekonomicznego. Stoi sobie zatem piękny, nowo wybudowany RIPOK bez odpadów, a dookoła – w najlepsze – działają różne inne obiekty, składowiska czy nierzadko żwirowiska, które przejmują większą część strumienia „dekodowanego”. Kontroli cyklicznej podlegają wyłącznie RIPOK-i i mało kogo interesuje, gdzie rzeczywiście trafiają odpady oraz dlaczego ich ilość w sprawozdaniach drastycznie maleje. Poza wytycznymi w postaci zapisów prawa czy wskaźników nie funkcjonuje odpowiednio kontrola oraz egzekucja, bez których sytuacja nie ulegnie poprawie, a regiony czy inwestorzy, świadomi swoich obowiązków, już w momencie startu inwestycji będą stali na przegranej pozycji.
Niemniej jednak w obliczu zmieniającego się prawa, a co ważniejsze – zmian jakościowych zachodzących w strumieniu odpadów widoczny jest trend poszukiwania możliwości dostosowania istniejących zakładów do zmieniającej się sytuacji i potrzeby bardziej efektywnej pracy całych instalacji czy też poszczególnych procesów mechanicznego przetwarzania odpadów.
Określić cele z perspektywą do 2020 r.
Trzeba jednak podkreślić, że przed podjęciem decyzji o przystąpieniu do rozbudowy i modernizacji instalacji bardzo ważne jest określenie celów, jakie te działania mają spełnić. To właśnie podstawowe zadanie dla inwestora, by wskazał, po co chce inwestować i czego oczekuje po zakończeniu prac. Modernizacji można, oczywiście, dokonywać z wielu powodów, ale dziś główną przyczyną podejmowania przedsięwzięć w tym obszarze jest potrzeba zwiększenia przepustowości oraz odzysku frakcji nadających się do recyklingu. Konieczne jest przy tym podejście do tego zagadnienia z pełną odpowiedzialnością i przewidywaniem skutków – także ekonomicznych. Owszem, można podjąć decyzję, że na modernizowanej instalacji będzie maksymalizowana przepustowość, ale nie należy też z tym przesadzać, gdyż zmiana mocy przerobowych instalacji to naprawdę duży wydatek inwestycyjny. Inwestycja taka zazwyczaj obejmuje bowiem budowę kolejnej nitki technologicznej w istniejącym tzw. wąskim gardle instalacji i nie polega z reguły na prostym doposażeniu już funkcjonującej infrastruktury. Inaczej jest w przypadku, gdy celem jest zwiększenie poziomów odzysku. Wówczas dla istniejącej instalacji można zaproponować kilka nowych węzłów technologicznych, które wkomponują się w układ już funkcjonujących maszyn, podnosząc ilość frakcji identyfikowalnych do wydzielenia, a co za tym idzie – wpływając na poprawę przepustowości zakładu, jednak nie radykalnie.
Rozbudowę i modernizację można, a często wręcz trzeba, etapować. Ma to swoje uzasadnienie ekonomiczne. Przystępując do inwestycji, warto założyć, że w pierwszej kolejności dobudowane bądź zmodernizowane zostaną węzły technologiczne, pozwalające odzyskiwać frakcje odpadów, które na rynku najłatwiej sprzedać za dobrą cenę. Dopiero później można przewidywać rozbudowę tych węzłów, które przynoszą mniej pieniędzy. Właściciel bądź eksploatator instalacji powinien patrzeć na ekonomię i wszelkie zmiany zaczynać od węzłów technologicznych, które dają zakładowi realne zyski. Dziś do grupy odpadów generujących przychody można zaliczyć tworzywa sztuczne twarde, metale i papier. Inwestycje powinny zatem zaczynać się od elementów instalacji pozwalających na odzysk tych frakcji, a dopiero potem można myśleć o mniej opłacalnych modułach – do odzysku folii, opakowań wielomateriałowych czy produkcji paliwa alternatywnego. Każdy inwestor powinien być tego świadomy, bo to on musi nadawać ton przedsięwzięciu.
Warto też zwrócić uwagę, by planowana modernizacja była skrojona na miarę konkretnych potrzeb, a nie realizowana według jednego, opracowanego wcześniej i powielanego przez firmę – dostawcę urządzeń schematu technologicznego.
Należy przy tym uwzględniać różne czynniki w poszczególnych modułach zakładu zagospodarowania odpadów. Mając np. na względzie sortownię, warto zmienić sposób myślenia o niej. Dziś bowiem to nie tylko linia, która służy do wysegregowania niezbędnego minimum odpadów, albo – co gorsza – tylko do ich przepuszczenia, by dokonać zmiany kodu odpadów. Sortownia to obecnie złożony mechanizm, działający jak fabryka, która pozwala zarabiać pieniądze. Warto pamiętać, że dostępne są obecnie rozwiązania techniczne, które wydzielają ze strumienia odpadów najbardziej wymyślne struktury materiałowe, z przeznaczeniem do odzysku. Ich zastosowanie powinna warunkować jedna kwestia – istnienie odbiorcy gotowego zapłacić za dany asortyment odzyskanych materiałów. Nie zaszkodzi przy tym takie planowanie modernizacji, by linia sortownicza była elastyczna – nie może być bowiem zaprojektowana z myślą tylko o jednym, konkretnym odbiorcy odpadów surowcowych, którego przecież można stracić. Tylko takie podejście gwarantuje stabilne funkcjonowanie instalacji oraz daje jej możliwość utrzymania się w obrocie rynkowym jako istotnemu elementowi szeroko działającej branży zagospodarowania odpadów komunalnych.
Świadomy inwestor to podstawa
Podstawą procesu modernizacji powinien być zatem świadomy inwestor. I tu nie chodzi o to, że musi on znać się na dostępnych rozwiązaniach technicznych i technologicznych. Pod tym pojęciem kryje się raczej inwestor pewny wytyczonych przez siebie celów i poziomów odzysku, jakie chce osiągnąć – i to z myślą o roku 2020, a nawet z perspektywą roku 2030, dla którego w dyskusjach toczących się na forum Unii Europejskiej i nie tylko przewiduje się wprowadzenie nawet 70-procentowego poziomu odzysku.
Po wytyczeniu celów, ujęciu ich w planach i przełożeniu tego na projekt przychodzi czas na proces inwestycyjny, z czym związane jest – w przypadku inwestorów dysponujących środkami publicznymi – postępowania przetargowe, w toku którego wyłania się wykonawców przedsięwzięcia. I tu warto zwrócić uwagę, by przygotować dwa osobne zamówienia – jedno, w którym wybrany zostanie partner technologiczny, odpowiedzialny za dostarczenie urządzeń technicznych, mających zagwarantować osiągniecie założonych celów, i drugie – na realizację prac budowlanych, wskazanych jako niezbędne i wystarczające dla zainstalowania wybranego układu technologicznego.
Należy wystrzegać się prowadzenia inwestycji w oparciu o jedno postępowanie, obejmujące wyłonienie wykonawcy, który będzie odpowiedzialny zarówno za roboty budowlane, jak i za dostarczenie wszystkich maszyn i urządzeń, czyli technologii. Takie podejście nie pozwala inwestorowi na pozyskanie partnera w postaci firmy technologicznej, która – z punktu widzenia celu inwestycji – jest de facto najważniejsza, bowiem to ona odpowiada za serce zakładu, jakim są konkretne rozwiązania technologiczne, mające przynosić po wybudowaniu wymierne korzyści oraz efekty/parametry gwarantowane.
Szanse powodzenia realizowanego przedsięwzięcia zwielokrotnia działanie w oparciu o postępowania prowadzone w modelu rozproszonym, czyli osobno dla procesu budowlanego i procesu technologicznego.
Inwestor musi sobie też zdawać sprawę, że cały proces inwestycyjny jest skomplikowany. To nie działa w taki sposób, że komuś przyśni się rozbudowa i na pstryknięcie palcami będzie wszystko wykonane. Cały proces wymaga intensywnej pracy, a rozpocząć należy od poznania doświadczeń innych eksploatatorów. Warto np. zabrać odpady z regionu, dla którego planowana jest modernizacja lub rozbudowa zakładu, i na innej instalacji sprawdzić, co można odzyskać z tego konkretnego strumienia. Takie działania są już praktykowane – są inwestorzy, którzy wynajmują daną instalację na jeden dzień i każdy węzeł technologiczny testują na swoich odpadach. Dzięki temu zyskują wiedzę o możliwościach odzysku konkretnych frakcji, a tym samym są w stanie skonkretyzować swoje potrzeby i zweryfikować oczekiwania.
W przypadku modernizacji czy rozbudowy warto też pamiętać o warunkach brzegowych. Takie warunki są wprawdzie tylko dwa, ale mają one kolosalne znaczenie dla realizacji zadania. Są to: pieniądze (ile inwestor może lub chce wydać) oraz ilość posiadanego miejsca w hali lub też na terenie zakładu.
Inwestor nie może też pomijać kwestii gwarancji, których powinien domagać się zarówno na całą technologię – jako parametry gwarantowane do osiągnięcia, jak i gwarancje jakościowe na każdą nową zakupioną maszynę czy urządzenie.
Planując modernizację lub rozbudowę zakładu, trzeba też odnieść się do zagadnienia, jakim jest ciągłość produkcji. Niestety, nie da się wykonać niezbędnych prac, bez przestoju linii technologicznej. Dlatego zakładając rozbudowę, należy głęboko przemyśleć zagadnienie i przygotować harmonogram przestoju. Wymaga to opracowania całej logistyki działania, żeby w trakcie modernizacji instalacji można było przetwarzać odpady. Trzeba się jednak pogodzić z faktem, że przestoje będą występowały. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że trwają one łącznie od czterech do ośmiu tygodni w trakcjie całego procesu inwestycyjnego w wydzielonych okresach. To jest niezbędne minimum, to czas, kiedy instalacja musi stanąć, by była możliwość spięcia i połączenia wszystkich węzłów technologicznych ją tworzących.
Przystępując do modernizacji, warto też cały czas mieć na uwadze, że ustawodawca w Polsce jest nieprzewidywalny i zdarzają mu się nieprzemyślane ruchy. Oznacza to, że chcący modernizować RIPOK musi trzymać w swoim regionie rękę na pulsie, by mieć zapewniony strumień odpadów, oraz kierować się zdrowym rozsądkiem i ekonomią przy definiowaniu swoich celów inwestycyjnych. O strumień odpadów natomiast zabiegać, by nie „uciekł” mu do innych instalacji, tym bardziej do obiektów oferujących przetwarzanie odpadów w oparciu o nowe, często niesprawdzone technologie, co właśnie ostatnimi zmianami przepisów dopuścił prawodawca. Warto w tym miejscu wspomnieć, że takie dopuszczenie jest sprzeczne z Krajowym Planem Gospodarki Odpadami, który jasno stwierdza, że instalacje prototypowe, niesprawdzone w gospodarce odpadami nie mają prawa funkcjonować, a rozwiązania i technologie powinny być wielokrotnie zweryfikowane.
fot. na otwarcie Sutco-Polska













