gospodarka odpadami komunalnymi

Gospodarka odpadami. Jak podzielić ten tort?

Sytuację nie do pozazdroszczenia mają dziś samorządy województw. Oto bowiem – w myśl znowelizowanej ustawy o odpadach – muszą zaktualizować istniejące wojewódzkie plany gospodarki odpadami (WPGO). A co to oznacza? Nic innego jak pogodzenie interesów wszystkich graczy rynku odpadowego: instalacji zagospodarowania odpadów, firm odbierających odpady oraz gmin. A wszystko to w duchu obowiązującego prawa, które – niestety – znów budzi sporo wątpliwości interpretacyjnych.

Jak podzielić ten tort, pod którym kryje się rynek odbioru i zagospodarowania odpadów, zastanawiali się 22 kwietnia br. w Jachrance przedstawiciele wszystkich pięciu regionów woj. mazowieckiego, zainteresowani kształtowaniem systemu gospodarki odpadami na terenie Mazowsza. Organizator tego spotkania (firma EKORUM z Poznania), po kilku referatach wprowadzających, (czytaj), zaprosił uczestników do dyskusji przy „okrągłych stołach”. Burzliwa, trzygodzinna debata, moderowana przez dr. inż. Piotra Manczarskiego z Politechniki Warszawskiej, dała niejako przedsmak tego, z czym będą musieli się zmierzyć urzędnicy przygotowujący aktualizację mazowieckiego WPGO.

Urząd Marszałkowski przystępuje do opracowywania aktualizacji, mamy więc szansę na przedyskutowanie pewnych zagadnień, ale przede wszystkim na omówienie tego, z jakimi problemami możemy się dzisiaj spotkać – rozpoczął dr P. Manczarski. – Zmiana definicji regionalnej instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK) to istotny element, który w dużej mierze będzie warunkował rodzaje instalacji formalnie funkcjonujących jako RIPOK-i w przyszłości. To może również znaleźć swój obraz w planach dotyczących nowych inwestycji.

Odnaleźć „pogubione” odpady

W dyskusji nad kształtem nowego WPGO przewijało się szereg problemów. Jednym z nich był niewystarczający strumień odpadów w regionach, przy istniejących mocach przerobowych instalacji. Na kwestię tę jako pierwszy zwrócił uwagę Wojciech Jagodziński, prezes Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Ciechanowie. – Jesteśmy regionem najmniejszym, bo ograniczamy się do 80 tys. ton odpadów rocznie – zaczął reprezentant regionu ciechanowskiego. – Nasza instalacja, o ile uzyska status RIPOK-a, będzie miała możliwość zagospodarowania nawet 70 tys. ton odpadów rocznie. A przecież są jeszcze inne RIPOK-i w tym regionie. Już zatem widać, że mamy zdecydowanie większe moce przerobowe niż ilość odpadów wytwarzanych przez mieszkańców. Na pewno kluczem dla nas wszystkich są odpady warszawskie. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Wszyscy chcemy uczestniczyć w podziale tego dużego tortu. Róbmy więc wszystko, żeby nie hermetyzować regionów, ale żeby je otwierać – apelował prezes Jagodziński.

Czy jednak faktycznie odpadów w regionach jest za mało? Uczestniczący w dyskusji przedstawiciele Zakładu Utylizacji Odpadów Komunalnych w Kobiernikach – Zbigniew Popławski oraz PPUH RADKOM z Radomia – Marian Kozera, ocenili, że obecnie notują wzrost ilości przyjmowanych odpadów na zarządzanych przez siebie instalacjach. Co więcej, dla Agnieszki Kowalczyk z radomskiego RADKOM-u, w kontekście ilości odpadów, wiele do życzenia pozostawiają działania samych samorządów: – U nas jest taka zasada, że każda gmina otrzymuje co kwartał informację, ile odpadów dostarczają do nas przewoźnicy. I myślicie państwo, że któraś gmina się interesuje, dlaczego jest taki spadek przywożonych odpadów? Dlaczego mają zaplanowane miesięcznie np. 180 ton, a przyjeżdża tylko 60 ton? – pytała i od razu odpowiadała reprezentantka regionu radomskiego: – Nie! Dopiero pytają na koniec roku, kiedy trzeba składać sprawozdania! Jeśli gminy zaczęłyby ogłaszać przetargi osobno na odbiór i zagospodarowanie odpadów, podpisywać umowy z instalacjami, a firmy transportowe traktować tylko do przewozu odpadów, to może wtedy odnaleźlibyśmy te „pogubione” odpady i mielibyśmy określone poziomy odzysku. Musimy wybrać, czy chcemy spełniać wymagania i prowadzić gospodarkę odpadami według pewnych zasad, czy nadal chcemy mieć to zorganizowane za przysłowiową złotówkę i udawać, że nie ma problemu.

Lekiem na zwiększenie dopływającego do RIPOK-ów strumienia odpadów powinno być – zdaniem Andrzeja Grygiela z Urzędu Gminy Lesznowola – objęcie systemem również nieruchomości niezamieszkanych. – Po ostatnim okresie obowiązywania ustawy mogę powiedzieć, że 70% małych przedsiębiorców w ogóle nie wie, że produkuje odpady. Jeśli gmina odpowiada za system gospodarki odpadami na swoim terenie, to powinna wiedzieć, ile odpadów komunalnych produkują przedsiębiorcy. I gwarantuję, że co najmniej 10-15% odpadów będzie więcej – stwierdził przedstawiciel Lesznowoli.

Mazowsze pełne skrajności

W związku z powyższym, zanim władze województwa przystąpią do aktualizacji WPGO, konieczna jest weryfikacja zarówno ilości odpadów generowanych w regionach, jak i liczby poszczególnych instalacji, w których są one zagospodarowywane. – Celem powinno być zinwentaryzowanie tego, co mamy w tej chwili w woj. mazowieckim. Przede wszystkim chodzi o usankcjonowanie instalacji regionalnych oraz o przekierowanie odpadów w te regiony, gdzie instalacje mają większe moce przerobowe. Trzeba też dać możliwość funkcjonowania tym instalacjom, które ogromnym wysiłkiem i determinacją doprowadziły do tego, żeby miały status RIPOK-a. Tylko w taki sposób jesteśmy w stanie stworzyć coś, co będzie pewnym systemowym rozwiązaniem – przekonywał prezes Jagodziński. W sukurs przedmówcy szła Monika Krzeszewska z firmy „Uskom” z Mławy: – Mamy duże ambicje w małym regionie. Nasze instalacje w dużej mierze odciążają Warszawę, w związku z tym absolutnie popieram wniosek połączenia regionu ciechanowskiego z warszawskim.

Częściowo z głosem tym nie mogła zgodzić się mec. Anna Specht-Schampera z Kancelarii Schampera, Dubis, Zając i Wspólnicy. – Sprawa odciążenia regionu warszawskiego jest dyskusyjna, bo przecież dobrze wiadomo, że na jego terenie funkcjonują instalacje zdecydowanie niedociążone, które nie mają odpadów.

Tę dość żywiołową wymianę poglądów przerwał P. Manczarski, twierdząc, iż kluczem dla stworzenia planu inwestycyjnego będzie zbilansowanie strumienia odpadów. – Bez informacji dotyczących rzeczywistej mocy przerobowej nie jesteśmy w stanie wykonać planu inwestycyjnego. Ponadto w październiku br. upływa termin na dostosowanie się dla instalacji, które nie spełniały warunków. A w obowiązującym planie wojewódzkim znajduje się szereg instalacji zastępczych, które nie spełniały i nie będą spełniać wymogów w zakresie RIPOK – kontynuował moderator dyskusji. – W WPGO mamy wymienione instalacje zastępcze, które po rozbudowie staną się RIPOK-ami i wreszcie same RIPOK-i, które w wielu przypadkach tylko dlatego, że miały część mechaniczną i jakąś część biologiczną, to tak zostały nazwane! Bo przypomnę, że w momencie uchwalania Planu nie było rozporządzenia o mechaniczno-biologicznym przetwarzaniu (MBP). Dziś już wiemy, jakie powinny być wymagania. Z tej też przyczyny weryfikacja instalacji jest wręcz konieczna.

Na zarzut funkcjonowania w woj. mazowieckim RIPOK-ów o wątpliwym statusie odpowiedziała Elżbieta Anuszewska, kierownik Wydziału Gospodarki Odpadami w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego. – W naszym województwie wpadamy z jednej skrajności w drugą. W 2011 r. wszyscy nas przekonywali, że odpadów komunalnych będzie dużo, a strumień zwiększy się o 30%. Dlatego wpisaliśmy do Planu wiele obiektów, które powinny być wyeliminowane już kilka lata temu, nawet sita mobilne jako instalacje zastępcze. W tej chwili znów mamy skrajną sytuację, gdyż trudno nam będzie udowodnić, że my w ogóle potrzebujemy jakichkolwiek instalacji do przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych – powiedziała przedstawicielka Urzędu Marszałkowskiego. – Wielokrotnie chcieliśmy cofnąć status RIPOK-a niektórym instalacjom, ale wiemy, że każda taka decyzja zostanie podważona przez przedsiębiorcę. Bo obowiązujące rozporządzenie MBP daje trzyletni okres dostosowawczy dla instalacji niespełniających wytycznych, który upływa w październiku br.

Plany, plany…

Jak zatem widać, samorząd województwa ma twardy orzech do zgryzienia. Pogodzenie racji wszystkich graczy odpadowego rynku jest bowiem zadaniem niemal niewykonalnym. – Oczekiwałam, że w ciągu tych 2,5 roku obowiązywania WPGO sytuacja stanie się klarowna, ale ona jeszcze bardziej się komplikuje – stwierdziła E. Anuszewska, mówiąc o przygotowaniach do opracowania aktualizacji WPGO. Słysząc natomiast pytanie, czy możliwe jest stworzenie jednego regionu na Mazowszu, odpowiedziała: – Z punktu widzenia naszej polityki i tego, co Urząd Marszałkowski do tej pory poczynił, nie bierzemy takiej opcji w ogóle pod uwagę. Dla nas byłby to powrót do tego, co było kiedyś. I nie chcemy mieć takiej sytuacji. Musimy też kierować się interesami części z państwa, którym podział na regiony umożliwił funkcjonowanie w pewnych, konkretnych warunkach. W ocenie E. Anuszewskiej, jeden region dla całego województwa oznaczałby również łamanie zasady bliskości. – Przecież odpady nie mogą nam jeździć po całym województwie! – przekonywała zebranych. Jak stwierdziła przedstawicielka Urzędu Marszałkowskiego, dopuszcza się niewielkie zmiany w zakresie granic regionów, ale na pewno nie będą one drastyczne. Aby wytrącić argumenty zwolennikom jednego regionu dla Mazowsza, wskazała ona jeszcze jeden czynnik, który deprecjonuje takie rozwiązanie przy aktualizacji WPGO: – W ramach regionów mamy nadzorować przepływ strumienia odpadów, ale – jak pokazuje praktyka – nie do końca nam się to udaje. A zatem gdy stworzymy jeden, potężny region, to już w ogóle zacznie nam się to wymykać spod kontroli – trzeźwo spojrzała na dotychczasowy system gospodarki w województwie E. Anuszewska. Ostrzegła ona również, iż konsekwencją zmiany granic regionów będzie liczenie od nowa mocy przerobowych dla RIPOK-ów. A to się może źle skończyć dla niektórych instalacji, bo może się okazać, że ich wydajności są zbyt małe.

Z tematem aktualizacji WPGO nierozerwalnie wiąże się kwestia planów inwestycyjnych. Niestety, do tej pory nie ukazało się rozporządzenie, które określałoby, jak ten dokument ma wyglądać. Stąd podczas dyskusji padł szereg pytań o to, według jakiego klucza Urząd Marszałkowski będzie dobierał przedsięwzięcia przewidziane do realizacji w planie inwestycyjnym oraz czy do planu takiego będzie można wpisać nową instalację, jeśli z WPGO wynika, że w województwie są już wystarczające moce przerobowe. Znów o udzielenie odpowiedzi została poproszona E. Anuszewska: – Nie naszą wolą jest to, żeby ograniczyć budowanie instalacji – rozpoczęła. – Ale podstawą do zaprojektowania w tym systemie sieci instalacji będzie stanowiło sprawozdanie marszałka za 2014 r. Jeśli ono wykaże znaczący wzrost odpadów, możliwe, że nowe, planowane obiekty zagospodarowania odpadów znajdą się w planie inwestycyjnym. Niestety, te liczby, na których dziś pracujemy, o tym nie świadczą. Nie mogę zatem nikomu obiecać, że znajdzie się w planie inwestycyjnym, skoro nie mamy odpadów!

Słysząc taką deklarację, jeden z przedstawicieli regionu IV ocenił, że jest zatem wielce prawdopodobne, iż taka formuła spowoduje zablokowanie na pięć lat szeregu inwestycji w gospodarce odpadami, które – być może – mogłyby być zdecydowanie nowocześniejsze i bardziej konkurencyjne niż już funkcjonujące obiekty. – To taki system jest nam niepotrzebny – podsumował swoją wypowiedź.

Kluczem jest część biologiczna

Wiedząc, że kluczem do stworzenia planów inwestycyjnych będzie określenie mocy przerobowych instalacji, uczestnicy paneli dyskusyjnego podjęli wątek przepustowości RIPOK-ów. – Czy mógłbym się dowiedzieć, w jaki sposób można ustalić wydajność instalacji? Niektórzy mówią, że to ma być ta wydajność, którą jest w stanie osiągnąć instalacja, gdyby pracowała na trzy zmiany. Ja natomiast uważam, że taką wydajność określa część biologiczna zakładu MBP, bo ona pracuje bez względu na czas – zastanawiał się Z. Popławski z ZUOK-u w Kobiernikach. Na to pytanie odpowiedzieli m.in. dr Manczarski, E. Anuszewska i Andrzej Gwizdała-Czaplicki z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Ciechanowie, zgadzając się, iż kluczem jest tu część biologiczna instalacji. – Co wcale nie znaczy, że na tej części mechanicznej, oprócz odpadów zmieszanych, nie można puścić selektywnie zbieranych, żeby je doczyścić – dopowiedział inspektor.

Jednak dla mec. A. Specht-Schampery problem oceny mocy przerobowych jest zdecydowanie bardziej złożony. – Oczywiście, najprościej wszystko ustalić według pozwolenia zintegrowanego. Ale przecież zezwolenia określają zawsze maksymalną wydajność urządzeń. I niekoniecznie to się musi przekładać na to, jak ja widzę funkcjonowanie mojej instalacji, jakie mam założenia inwestycyjne. Czy mamy się opierać na pozwoleniu zintegrowanym, które nam określa ramy wydajności, czy bierzemy pod uwagę faktyczną pracę instalacji, liczbę zmian, wielkość strumienia itd. – dociekała prawniczka. W tę dyskusję o przepustowościach RIPOK-ów włączył się Waldemar Świderski z Zakładu Gospodarki Komunalnej w Ostrowie Mazowieckim. – Skoro od 2016 r. instalacjami zastępczymi dla RIPOK-ów będą tylko inne RIPOK-i, to one powinny mieć na tyle duże moce przerobowe, żeby w razie awarii mogły przyjąć ten dodatkowy strumień odpadów i bez przestojów go przerobić. Z tym stanowiskiem nie zgodził się moderator debaty: – Ja tylko zadam takie pytanie: kto poniesie nakłady inwestycyjne, a potem będzie czekał na awarię innego RIPOK-a? No tak się nie da – stwierdził P. Manczarski. – A jeśli budowalibyśmy instalacje regionalne o zwiększonych mocach przerobowych, to o ile? Może dwa razy tyle? Wtedy i jedna, i druga miałyby 100-procentowy nadmiar wydajności. Jest to wielki problem. W pewnym sensie rozwiązuje go wprowadzenie trzyzmianowości pracy, ale to z kolei nie załatwi nam biologii – podsumował moderator.

Składowiska bez odpadów

Nieoczekiwanie, za sprawą Piotra Gołęgowskiego ze spółki „PG Inwest”, zarządzającej składowiskiem odpadów w Zakroczymiu, pojawił się temat składowisk. – W ciągu ostatniego roku nasz obiekt został rozbudowany, w wyniku czego jego obecna pojemność przekracza 550 tys. m3. Spełnia on zatem wymagania dla RIPOK. Niestety, aktualnie na składowisko, pomimo dużej mocy przerobowej, trafia tylko znikoma część odpadów z regionu płockiego – skarżył się P. Dołęgowski.

Na problem ten odpowiedziała znów E. Anuszewska: – Nie trafiają do pana odpady, bo Warszawa wydaje bardzo dużo decyzji dla wyrobisk – tłumaczyła przedstawicielka Urzędu Marszałkowskiego. Przy okazji wspomniała, iż na terenie woj. mazowieckiego na zamknięcie czeka 30 składowisk, które obecnie funkcjonują jako instalacje zastępcze. – Dopóki będą one działały, to praktycznie Zakroczym nie ma co liczyć na odpady – stwierdziła. – Może dopowiem jeszcze, że z nieznanych nam przyczyn niektórzy starostowie wydali decyzje niezgodne z WPGO, które dają możliwość funkcjonowania tym niespełniającym norm składowiskom jeszcze przez kolejny rok, a nawet przez dwa lata.

Inną teorię wysnuła natomiast przedstawicielka spółki Sita Polska – Monika Kuhnl-Kinel: – W poprzednio obowiązującej ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach był zapis, że firma odbierająca odpady komunalne ma obowiązek przekazywania pozostałości po sortowaniu do RIPOK-ów. Niestety, było to niemożliwe, bo wiadomo, że odbierający nie ma takich odpadów. W tej sytuacji instalacje, które są RIPOK-ami–MBP, mogły sortować odpady, a pozostałości przekazywać nie na składowisko będące RIPOK-iem, a np. na składowisko, które było instalacją zastępczą. I nic się w tej kwestii nie zmieniło! Z tego właśnie powodu większość składowisk, które są RIPOK-ami, nie ma odpadów. Jest to wielki problem w całej Polsce.

gospodarka odpadami

Zgubne wygodnictwo gmin

Choć podczas debaty przewijały się różne wątki, to każdy z nich uwzględniał jeden, ten sam motyw: kontrolę funkcjonujących na rynku odpadowym podmiotów. W ocenie sporej grupy uczestników konferencji, bez tego czynnika nie można mówić o budowaniu optymalnego systemu gospodarki odpadami. Podejmując tę kwestię, A. Grygiel z UG Lesznowola zapytał o kontrolę przewoźników przez RIPOK-i. – Która z instalacji posiada system wagowy z kamerą i przekazuje to on-line do gmin? Jeżeli chcemy faktycznie mieć kontrolę nad strumieniem odpadów wpływającym do RIPOK-a, to taki system powinien stanowić wymóg dla instalacji regionalnej. Na taki zarzut do odpowiedzi poczuła się wywołana przedstawicielka RIPOK-u w Radomiu. – Mam do pana pytanie. Jak pana gmina ogłosiła przetarg na odbiór odpadów? My jesteśmy RIPOK-iem dla 63 gmin i część z nich zawarła z nami umowę na zagospodarowanie odpadów, a ogłosiła przetarg tylko na transport. I dzięki temu mają oczipowane pojemniki, są wpięte z RIPOK-iem w program komputerowy, w „trasówkę”, mają podgląd na bieżąco, gdzie jest samochód, gdzie odbiera odpady i jak wygląda wjazd na instalację – tłumaczyła A. Kowalczyk. – Niestety, część samorządów poszła po najmniejszej linii oporu: ogłosiły przetarg na odbiór i zagospodarowanie, wybrały ofertę z najniższą ceną, a później tę odpowiedzialność za złe funkcjonowanie systemu chcą przerzucić na RIPOK-i. Do głosu koleżanki przychylił się M. Kozera, prezes RADKOM-u: – Skoro gmina funduje sobie pozbycie się problemów przez ogłaszanie przetargów na odbiór i zagospodarowanie i danie ryczałtu, to nikt w RIPOK-u nie zorganizuje jej kontroli worków! U nas przewoźnik nie dostanie złotówki, jeśli nie zostanie zarejestrowany na wadze i nie rozładuje się na terenie Zakładu.

Opieszałość samorządów w zakresie kontroli firm odbierających odpady od mieszkańców potwierdził również P. Manczarski. – Gminy w ogóle nie kontrolują strumienia przepływających odpadów, dlatego, że tak im jest wygodnie. Przypominam, że kontrolowanie przedsiębiorców jest obowiązkiem ustawowym. Niestety, nigdzie nie określono częstotliwości tej kontroli – i tu jest pies pogrzebany. Jeśli mowa o kontrolach, to o zabranie głosu w tej kwestii został poproszony inspektor Gwizdała-Czaplicki. Niestety, nie miał on dla uczestników konferencji dobrych wiadomości. – Jeśli chodzi o pierwszy cykl, to praktycznie żadna gmina nie kontrolowała przedsiębiorców. Powiem więcej – przy wszczynaniu procedury w sprawie wymierzenia kary za nieosiągnięty poziom recyklingu czy składowania bioodpadów prosimy gminy o wszystkie sprawozdania przedsiębiorców i zaczynamy to kontrolować. Szczerze mówiąc, włos na głowie się jeży, gdy czytamy dane zamieszczone w tych sprawozdaniach. A co gorsza, najczęściej samorządy bezkrytycznie przenoszą te bzdury do sprawozdania dla marszałka! W obronie samorządów stanął Grzegorz Góral, wójt gminy Kotuń. Podkreślił on, że owszem, gminy mają obowiązki w zakresie kontroli przedsiębiorców, jednak często w praktyce jest ona ograniczona. – Możemy kontrolować śmieciarki, ale wiadomo, że one nie zawsze jadą do RIPOK-a, bo czasami odpady są przeładowywane i wtedy tracimy je z oczu. W sprawozdaniach też nie jest jasna sytuacja, bo przedsiębiorca twierdzi, że jeszcze nie przetworzył, jeszcze magazynuje, jeszcze zbiera, jeszcze nie sprzedał, bo słaba cena – tłumaczył G. Góral.

Problem goni problem

Nie sposób wymienić wszystkich tematów poruszonych podczas tej trzygodzinnej dyskusji. Oprócz ww. zagadnień zwrócono uwagę m.in. na fakt, że w Polsce stworzony został monopol w zakresie zbiórki i przetwarzania odpadów. – Jeśli nie ma instytucji kontrolnych, to taki monopol ulega zwyrodnieniu – ostrzegał A. Grygiel z UG Lesznowola. – Moim zdaniem, powinien powstać urząd regulacji RIPOK, który określi, czy wyższe koszty w danej instalacji wynikają z warunków zewnętrznych, czy z chęci zysku.
Z kolei mec. A. Specht-Schampera wskazała, iż przy okazji nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wprowadzono zakaz zbierania zmieszanych odpadów komunalnych. – I mamy problem ze stacjami przeładunkowymi. Co prawda, na stronach Ministerstwa Środowiska pojawiła się interpretacja, że jeśli jest to element transportu, to takie obiekty mogą funkcjonować – o ile nie prowadzi się innych czynności z tymi odpadami. A przecież znakomita większość takich stacji zajmuje się nie tylko przesypywaniem odpadów z mniejszego środka transportu na większy, ale przygotowaniem do transportu, które mieści się w definicji zbierania, czyli belowaniem, wstępnym sortowaniem itd. I co z tym dalej? – pytała zebranych.

Na koniec dyskusji wrócił wielokrotnie już „odgrzewany „kotlet”, czyli powołanie tzw. policji ekologicznej. – Powinien być taki organ, który przyjeżdża i od razu zamyka instalację, jeśli coś się tam dzieje nie tak. A nie po 2,5 miesiąca! – apelował wójt gminy Kotuń. – Może nawet część środków z tej opłaty „śmieciowej” mogłaby iść na finansowanie takiej instytucji. Do tematu odniósł się dr Manczarski: – Pomysł powołania agencji ochrony środowiska z wydzielonymi służbami kontrolnymi, uwzględniającymi również wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska, to są historie przedpotopowe. Niejeden minister środowisk podejmował ten temat. I zawsze kończy się to na etapie idei, bo to się wiąże ze zmianami w strukturach inspekcji, a także z kwestiami finansowymi.

Jest dobra wola

Dyskutowane przy stolikach kwestie nie pozostawiają cienia wątpliwości, że stworzenie optymalnego systemu gospodarki odpadami na terenie województwa, który godziłby interesy wszystkich stron, pozostaje w sferze idei. Urzędy marszałkowskie czeka zatem nie lada wyzwanie związane z aktualizacją WPGO i opracowaniem planów inwestycyjnych. Czy to się uda? Czas pokaże. W tej chwili jest czas na konsultacje i wiara w dobrą wolę samorządu województwa – a takową zadeklarowała w jego imieniu E. Anuszewska.

Partner portalu

Partner portalu

reklama

reklama

 

Artykuły i aktualności