Gospodarka o obiegu zamkniętym

Gospodarka o obiegu zamkniętym – szansa i wyzwanie

Rozmowa z Tomaszem Wojciechowskim

Co kryje się pod pojęciem „Gospodarka o obiegu zamkniętym”? Proszę o scharakteryzowanie tej koncepcji…

Gospodarka o obiegu zamkniętym jest pewnego rodzaju nowym, a w zasadzie na nowo nazwanym i zidentyfikowanym, modelem funkcjonowania gospodarki światowej. Celowo nie mówię tutaj tylko o gospodarce europejskiej, gdyż projekt ten jest dyskutowany i planowany do wdrożenia w wielu krajach świata. Zarówno Chiny, Indie, jak i Stany Zjednoczone bardzo poważnie nad tym dyskutują. Jest to model, który ma uniezależnić wzrost gospodarczy poszczególnych państw i regionów od dostępności, ceny i jakości zasobów.

Obecnie – w związku ze zwiększającym się popytem na pierwotne zasoby i malejącą ich dostępnością – można obserwować dynamiczny wzrost ich cen. Na to nakłada się jeszcze czynnik geopolityczny, bowiem surowce nie są równomiernie rozłożone na kuli ziemskiej. Niestety, znaczna część zasobów znajduje się na terenach, na których toczą się obecnie konflikty zbrojne, lub którymi administrują władze krajów, niekoniecznie pokojowo nastawione do otaczającego je świata.

circular economy

W związku z tym, twórcy idei gospodarki o obiegu zamkniętym zaczęli się zastanawiać, skąd pozyskać surowce niezbędne do zapewnienia prawidłowego rozwoju. Rozmawiając o gospodarce o obiegu zamkniętym, należy zaznaczyć, iż nie jest to powrót do Średniowiecza, czy czasów człowieka pierwotnego, gdy ludzie żyli odżywiając się zbieranymi w lasach jagodami, czy odziewając się w skóry. To nie ten kierunek. Chcemy zachować dynamikę rozwoju gospodarczego, jedynie przemodelowując strumień wejściowy do procesów gospodarczych.

System gospodarczy ma określone furtki, z których z uwagi na ogólnodostępność surowców, nikt do tej pory nie korzystał. Teraz jednak okazuje się, że działanie gospodarki powoli przestaje być płynne. Dlatego analizujemy czy ilość surowców, na które jest zapotrzebowanie, rzeczywiście musi być tak duża. Czy ten hiperkonsumpcyjny model gospodarowania, jest modelem jedynie słusznym? Czy klasyczny sposób pozyskiwania zasobów , w którym po prostu wykopujemy je z ziemi, jest tak naprawdę jedynym rozwiązaniem?

Wypracowane przez lata, klasyczne – linearne podejście do prowadzenia gospodarki, powoli przestaje wytrzymywać próbę czasu. Efektami masowego konsumpcjonizmu są dziś niezliczone ilości składowisk, czy spalarni odpadów, które nie są dobrym rozwiązaniem. Gospodarka o obiegu zamkniętym, mówiąc obrazowo, polega na lekkim przestawieniu „wylotu” z gospodarki linearnej. Chodzi o podjęcie takich działań, aby ów „wylot” po lekkim jego skręceniu, znalazł się blisko wlotu, co stworzy całkiem nowe podejście, wpisującą się w rysunek koła – gospodarkę o obiegu zamkniętym. Rozwiązanie to, okazuje się pewnego rodzaju wyjściem z impasu, który w niektórych obszarach już występuje, a w innych dziedzinach z pewnością niebawem się pojawi.

Czyli zamykamy obieg surowców. Chciałbym przy tym zwrócić uwagę, że gospodarka o obiegu zamkniętym jest dużo bliższa naturze niż gospodarka linearna, ponieważ w przyrodzie nie występują odpady. Jedynym gatunkiem generującym odpady, jest homo sapiens. Przyroda nie przewiduje bowiem układów linearnych. Wszystkie procesy naturalne odbywają się w układach cyklicznych, przy czym są to cykle dłuższe lub krótsze. I właśnie do tych cykli nawiązuje się, konstruując modele gospodarki o obiegu zamkniętym. Korzysta się przy tym z osiągnięć dziedziny nauki zwanej biomimikrą, która zajmuje się odwzorowywaniem istniejących układów przyrodniczych, i ich zastosowaniem w różnych obszarach gospodarki.

Inspirując się przyrodą, ewidentnie widzimy, że system gospodarki o obiegu zamkniętym ma głęboki sens, jest możliwy do zastosowania, będąc przy tym układem trwałym. Nie ma tu bowiem możliwości wystąpienia dramatycznej sytuacji, w której wyczerpie się źródło jakiegoś zasobu.

Gospodarka o obiegu zamkniętym to model, który ma uniezależnić wzrost gospodarczy poszczególnych państw i regionów od dostępności, ceny i jakości zasobów.

Musimy zatem dojść do takiego poziomu gospodarowania, w którym ilość wykorzystywanych surowców jest stała. Żeby to było możliwe, jakość tych zasobów, podczas ich wędrówki w obiegu zamkniętym, nie może ulegać degradacji. Należy więc zaprojektować takie modele, techniki i technologie, żeby tę wartość wręcz podnosić, a jeśli się nie da, to przynajmniej utrzymywać ją na stałym poziomie.

Czy da się to zrobić? Nie od dziś wiadomo, że np. aluminium jesteśmy w stanie w 100% stosować w obiegu zamkniętym. Ze stalą i żelazem jest podobnie – również można je odzyskiwać ze złomu praktycznie w 100%.

Rodzą się inne pytania: „Ile w systemie potrzeba danego zasobu, ażeby mógł on swobodnie krążyć? Ile danego surowca należy dostarczyć do systemu, by jego globalna ilość była wystarczająca dla zamknięcia cyklu? O ile >>odchudzić<< zapotrzebowanie poprzez redukcję konsumpcji?”.

Idea pn. „Gospodarka o obiegu zamkniętym” wydaje się słuszna. Rodzi się jednak pytanie o najistotniejsze bariery w jej wdrażaniu…

Musimy mieć na uwadze, że jesteśmy na początkowym etapie wprowadzania tej idei w życie. By cała związana z jej wdrażaniem machina wystartowała, istotne jest, by była ona wprowadzona równo, we wszystkich obszarach.

Ważna jest przy tym edukacja. Ludzie muszą zmienić sposób rozumienia rzeczy, do których byli przyzwyczajeni. Przecież w układzie gospodarki o obiegu zamkniętym nie występują odpady! Są za to lepiej lub gorzej przygotowane surowce, o zróżnicowanym poziomie przydatności dla sektora przemysłowego.

Koncepcja gospodarki o obiegu zamkniętym zawiera się w trzech kluczowych, trzyliterowych skrótach. Pierwszym jest EPR – od extended producer responsibility – mowa o rozszerzonej odpowiedzialności producenta za wprowadzane przez niego na rynek produkty. Kolejny z nich, to TAX, czyli system opodatkowania i regulacji, który będzie wspierał zastosowanie surowców odnawialnych (wtórnych) i doprowadzi do zmiany modeli biznesowych. Trzeci skrót to GPP, czyli green public procurement. Pod tym pojęciem kryją się „zielone” zamówienia publiczne.

W tych dziewięciu literach zawiera się skuteczność wdrożenia gospodarki o obiegu zamkniętym w skali ogólnoświatowej. Wszystkie te elementy są już realizowane, a konstrukcja całego systemu jest powoli kompletowana. Na tak zbudowaną konstrukcję, trzeba w odpowiedni sposób nałożyć edukację Należy przygotować kadry w taki sposób, aby potrafiły budować gospodarkę o obiegu zamkniętym z przekonaniem co do celu, w jakim to robią.

Edukować trzeba też społeczeństwo. Należy uczyć, iż dotychczasowy sposób myślenia o gospodarce zbliża się ku końcowi. Należy walczyć z mitem gloryfikującym hiperkonsumpcję jako drogę do szczęścia. Wyzwaniem w tym zakresie, jest znalezienie odpowiedzi na pytanie: jak zrównoważyć ten przekaz, który ją nieustannie napędza? W naszym kraju jest to tym bardziej trudne, ponieważ ludzie pamiętają jeszcze czasy niedoboru, z którym się zmagali, postrzegając hiperkonsumpcję Zachodu jako coś szalenie atrakcyjnego. A teraz są zasypywani informacją typu: „korzystaj ze swojej wolności, konsumując”.

Tymczasem musimy powiedzieć społeczeństwu, żeby korzystało ze swojej wolności i nie kupowało. Naszym zadaniem jest uświadomienie, iż drogą do wolności jest świadoma konsumpcja i odpowiedzialne zakupy.

Jak zatem zrównoważyć ten medialny przekaz? Można, oczywiście, pokazywać pewne przykłady, np. że kupienie drogiego modelu samochodu nie daje szczęścia. Taki luksusowy samochód jest symbolem mężczyzny wieku średniego, który doznaje szczęścia poprzez posiadanie takiego auta, ale przecież nie tędy droga!

Stąd też szalenie istotne jest środowisko edukacji, w której trzeba będzie zanurzać całą gospodarkę. Pytanie, czy dojść do tego przez wprowadzenie przepisów, np. wymuszających na reklamodawcach stosowanie określonych zapisów pod każdą reklamą, trochę na wzór leków czy papierosów? Można przecież wymóc, by przy reklamie pojawiał się przekaz typu: „Chcesz kupić ten produkt? Zastanów się, czy jest Ci on potrzebny!” czy „Gdy kupujesz nowy produkt, zastanów się, co zrobisz z tym, który się już zużył”.

W koncepcji gospodarki o obiegu zamkniętym nie powinien być w ogóle dopuszczalny przekaz typu: „kup nowy, a stary wyrzuć”…

To wydaje się proste, ale rodzi się pewna wątpliwość – przecież napędem dla gospodarki jest konsumpcja. Czy zatem, jeśli będziemy ograniczać konsumpcję, to nie spowolnimy rozwoju gospodarczego? Bo na pierwszy rzut oka wydaje się, że tego nie da się pogodzić…

Podkreślam, że w koncepcji, o której rozmawiamy, nie chodzi o spowolnienie gospodarki, ale o zmianę modelu gospodarowania. Dążymy do tego, że samochód, jeśli będzie komuś potrzebny, to ma działać nie trzy czy pięć lat, ale 10, a może nawet dłużej.

Istotnym elementem będzie również uwzględnienie wreszcie pełnego cyklu życia produktu i realnych kosztów związanych z jego wyprodukowaniem. Mowa o pełnych kosztach, w tym środowiskowych, dotyczących pozyskania surowców, wytworzenia produktu oraz jego zagospodarowania, gdy przestanie on już działać. Bo takie elementy powinna właśnie obejmować uczciwie skalkulowana cena danego produktu.

Gdy tylko uwzględnimy te wszystkie elementy i zaczniemy uczciwie liczyć koszty, to się okazuje, że aktualny wzrost gospodarczy, oparty na gospodarowaniu linearnym, nie jest fair i nie do końca ma taki kształt, jak nam się wydaje. Jeżeli policzymy wszystkie koszty w rachunku ciągnionym, to wynik wskazuje, że wcale nie mamy do czynienia z takim oszałamiającym wzrostem gospodarczym, jaki sobie wyobrażamy. Mówimy przecież o wysokości produktu krajowego brutto, ale nie o liczbie zachorowań na raka i o tym, ile zgonów jest spowodowanych ogromną emisją pyłów i gazów do powietrza. A te wszystkie elementy powinny być liczone w całości.

Należy zatem zapewnić wzrost w warunkach ograniczonej konsumpcji. Chodzi o takie przestawienie gospodarki, by zagwarantować ludziom możliwość korzystania z tzw. zdobyczy cywilizacyjnych, ale w inny sposób niż w obecnych modelach gospodarczych. Na przykład, musimy mieć czyste ubrania, ale czy za tym idzie konieczność posiadania pralki? Co by było, gdyby – zamiast kupować pralkę – zbierać w domu brudne rzeczy w koszu i korzystać z usług firmy, która zabierałaby te ubrania do prania i przywoziła czyste? Przecież gdybyśmy policzyli koszt zakupu pralki, zużycie prądu, proszków, wody itp. oraz konieczność zaangażowania w proces prania własnego czasu, to najprawdopodobniej by się okazało, że taka usługa świadczona przez firmę byłaby dla nas tańsza.

To oznaczałoby korzyści dla konsumentów, w postaci wymiernych oszczędności finansowych oraz dla środowiska w postaci zaoszczędzonych zasobów, bowiem ograniczona byłaby liczba produkowanych pralek. Jednocześnie producent pralek, zamiast wyprodukowania określonej liczby urządzeń dla pojedynczych gospodarstw domowych, wytworzyłby mniejszą liczbę pralek, za to o większych możliwościach przerobowych. Czyli byłyby to, siłą rzeczy, pralki droższe. W dodatku w gestii firmy produkcyjnej byłoby serwisowanie takich pralek i zapewnienie ich sprawnego działania, co, oczywiście, też wiązałoby się z zatrudnianiem ludzi i zarabianiem pieniędzy.

Jeżeli policzymy wszystkie koszty w rachunku ciągnionym, to wynik wskazuje, że wcale nie mamy do czynienia z takim oszałamiającym wzrostem gospodarczym, jaki sobie wyobrażamy. Mówimy przecież o wysokości produktu krajowego brutto, ale nie o liczbie zachorowań na raka i o tym, ile zgonów jest spowodowanych ogromną emisją pyłów i gazów do powietrza. A te wszystkie elementy powinny być liczone w całości.

Naturalnie, nie będzie zakazu posiadania pralek i jeżeli jakaś grupa osób stwierdzi, że koniecznie chce mieć pralkę w domu, to będzie to możliwe. Jednak jeśli zdecydują się na posiadanie pralki, to nie będą musieli się martwić o to, czy urządzenie będzie działało, gdy skończy się na nie gwarancja. Gospodarka o obiegu zamkniętym zakłada bowiem, że zamiast kupować pralkę za dużą kwotę, będzie można skorzystać z usług firm, które będą się zajmowały wynajmowaniem pralek. Konsumenta w ogóle nie będzie interesowało, czy ta pralka się popsuje, czy też nie, bo to, żeby ona działała jak najdłużej, będzie już – zgodnie z umową wynajmu – zmartwieniem dostawcy sprzętu.

Można sobie wyobrazić, że w tym układzie producent będzie zainteresowany, by taka pralka była jak najtrwalsza, żeby były do niej zapewnione części zamienne, gdyż cały koszt związany z cyklem życia tego urządzenia będzie wliczony w umowę pomiędzy konsumentem a producentem. W dodatku z takiej pralki nie powstaną odpady, ponieważ produkt będzie tak zaprojektowany, by móc wprowadzać w nim ulepszenia. Na przykład, gdy klient stwierdzi, że widział u kogoś jakieś nowe, interesujące go rozwiązanie, to będzie mógł zwrócić się do swojego dostawcy i ten przygotuje nową funkcjonalność. Naturalnie, zostanie to ujęte w łączącej obie strony umowie. Zmiany będą też dotyczyły postaw konsumenckich, bo ostatecznie to konsument będzie musiał ponieść koszty modelu konsumpcji, na którego wybór się zdecyduje.

Tego typu model wymaga jednak nowej aktywności i działań. Zamiast 10 pracowników na linii produkcyjnej zatrudnionych będzie dwóch, a ośmiu w serwisie. Nie zmieni się natomiast układ finansowy, bo producenci nadal będą zarabiali, może nawet troszeczkę więcej, tylko że nacisk – zamiast na produkcję – będzie położony na usługi – na serwis, na zapewnienie działania produktów. Ważnym elementem będzie też utrzymanie relacji z klientami, którzy będą chcieli być zadowoleni z tego, co potrzebują.

To samo dotyczy samochodów. Przecież w większości przypadków potrzebujemy przemieścić się z punktu A do punktu B, a nie posiadać auto. Posiadanie samochodu tak naprawdę wiąże się z wieloma kłopotami i wydatkami. Potwierdzi to na pewno każdy, kto odstał w kolejce osiem godzin, żeby zmienić opony na zimowe, gdy drogowców zaskoczyła zima, lub właściciel pojazdu, któremu przyszło zapłacić 2200 zamiast 1200 zł za OC.

Z jednej strony, ważne jest, by uodpornić się na narrację marketingową, a z drugiej, by dać biznesowi wskazówkę, jak zmienić działalność gospodarczą, by nie przyniosło to strat, lecz wszechstronne korzyści. Wówczas ten nowy system gospodarki zafunkcjonuje, a my – mimo tego, że nie będziemy posiadali wszystkiego, co wydaje się tak potrzebne – będziemy zadowoleni, gdyż nadal będziemy mogli zaspokajać nasze aspiracje i marzenia.

Okazją do przekazania takich wskazówek, jak zmienić oblicze gospodarki, ma być – organizowana w sierpniu br. w Pile – „Letnia szkoła gospodarki o obiegu zamkniętym”…

Dokładnie tak. Instytut Gospodarki o Obiegu Zamkniętym, we współpracy z pilską Spółką GWDA oraz z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, przy akceptacji Urzędu Miasta Piły, organizuje dwudniowe seminarium. „Letnia szkoła” jest oparta na cyklu wykładów zaproponowanych przez Ellen MacArthur Foundation. Oznacza to, że będziemy się trzymali punktów wskazanych w pakiecie edukacyjnym tej Fundacji. Zaadaptowaliśmy ten wzór i przetłumaczyliśmy na język polski. W trakcie „Szkoły” przewidziane są wykłady i warsztaty, które będą prowadzili specjaliści z różnych dziedzin. Chodzi nam bowiem o to, żeby przedstawić zarówno przedsiębiorcom, urzędnikom, jak i nauczycielom oraz dziennikarzom pewne zręby wiedzy na temat gospodarki o obiegu zamkniętym. Chcemy m.in. przedstawić wiedzę na temat zagrożeń oraz benefitów określonych działań lub zaniechań. Poświęcimy też czas na omówienie wyzwań stojących przed nami i na wskazanie, jak ustrzec się nieprawidłowości, które – jak w każdej transformacji gospodarczej – mogą wystąpić.

Gospodarka o obiegu zamkniętym jest nazywana rewolucją postprzemysłową. Wynika to z tego, że rozwój oparty na masowej produkcji przemysłowej doszedł już do swojego apogeum i znowu musimy przejść przez siodło zmian, by móc rozwijać się dalej.

Ten model gospodarczy, który obecnie funkcjonuje, donikąd nas nie doprowadzi. Do takiego jednoznacznego wniosku ludzie doszli w różnych częściach świata. Powtarzam, że pakiet pn. „Gospodarka o obiegu zamkniętym”, który zaproponowała Komisja Europejska, to niejedyne działania podejmowane w tym obszarze na świecie. Idea circular economy nie jest bowiem tylko europejska, lecz ogólnoświatowa. Taką transformację musi przejść cały świat i na całym świecie takie dyskusje są prowadzone. I o tym też w trakcie „Letniej szkoły” będziemy rozmawiali.

Chcemy też pokazać, w którym miejscu tej transformacji jesteśmy i jakie miejsce zajmuje Polska. Jakie szanse stoją przed naszym krajem w tym obszarze? Wbrew pozorom szanse mamy duże, a wynika to m.in. z tego, że pomimo ogromnych aspiracji jako społeczeństwo do etapu hiperkonsumpcji jeszcze nie doszliśmy. Oznacza to zatem, że możemy – przy odpowiednio dużej energii włożonej w transformację – ominąć przeszkody, jakie czekają na kraje bardziej rozwinięte. Trzeba też pamiętać, że duże szanse mają Chiny, a jeszcze większe – Indie, a my nie możemy sobie pozwolić, żeby zostać z tyłu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Strzyżyński

współpraca Katarzyna Terek

fot. na otwarcie pixabay.com

reklama

partner portalu

 

reklama