Cisza przed burzą?

W ubiegłym tygodniu (16 czerwca br.) do Torunia przyjechali przedstawiciele wszystkich siedmiu regionów woj. kujawsko-pomorskiego, zainteresowani kształtowaniem systemu gospodarki odpadami na tym terenie. Wśród uczestników konferencji pt. „WPGO woj. kujawsko-pomorskiego” można było spotkać reprezentantów miast, gmin, związków międzygminnych, firm komunalnych, regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK), instalacji zastępczych i firm odbierających odpady. Patronat nad tym wydarzeniem sprawował Marszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego – Piotr Całbecki.

Po raz kolejny – po Tłokini Kościelnej (woj. wielkopolskie) i Jachrance (woj. mazowieckie) – przy okrągłych stołach starano się pogodzić interesy zarówno RIPOK-ów, jak i gmin czy firm odbierających odpady od mieszkańców. W odpowiedzi na dylematy branży odpadowej firma EKORUM z Poznania zorganizowała cykl regionalnych konferencji, które mają pomóc w przygotowaniu aktualizacji WPGO. Ostatnia, toruńska, zgromadziła przeszło 90 uczestników.

Wszystko w rękach marszałków
Wydarzenie rozpoczął wykład prof. Zbigniewa Bukowskiego z Uniwersytetu im Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Jego zdaniem, szczęśliwie nic nie zapowiada zmian w prawie odpadowym – przynajmniej w najbliższym czasie. Profesor omówił znowelizowaną definicję RIPOK-u w kontekście spalarni odpadów. – Czy spalarnia może być RIPOK-iem? – spytał i od razu odpowiedział na to pytanie: – Nie! Może się nim stać tylko wówczas, jeśli wykorzystuje nowe dostępne technologie! Tylko nikt tak naprawdę nie wie, czym są owe „nowe dostępne technologie”. Tego nigdzie nie zdefiniowano. W ocenie prelegenta, takie braki mogą prowadzić do oczywistych absurdów, których i tak już nie brakuje w polskim prawie. Mianowicie uważa on, że nowe dostępne technologie wcale nie muszą być innowacyjne. – I tu tę rolę decydującą będą odgrywali marszałkowie, bo to oni będą oceniali, które technologie są „nowe”. Wszystko w ich rękach. A to może prowadzić do nadużyć – ostrzegał profesor. Przedstawiciel UKW odniósł się również do planów inwestycyjnych, które mają stanowić załączniki do wojewódzkich planów gospodarki odpadami (WPGO). Jak zwykle, ustawa wskazuje, co powinien zawierać plan inwestycyjny (m.in. opis inwestycji, nazwę inwestora, źródła finansowania, harmonogram inwestycji), jednak nigdzie nie określono, co się stanie, gdy już po przyjęciu WPGO nagle okaże się, że zmienił się inwestor, harmonogram czy źródła finansowania. – Co wtedy? – pytał zebranych prof. Bukowski.

Instalacja musi być opłacalna
O możliwościach rozbudowy i modernizacji sortowni odpadów na przykładach zrealizowanych przedsięwzięć można było usłyszeć z ust Adama Jurkiewicza z firmy Sutco-Polska, będącej partnerem Konferencji. Na początku swej prezentacji prelegent zwrócił uwagę, że trudno dziś podejmować decyzje o budowie czy rozbudowie, gdyż w Polsce nie ma stabilności prawa, a to zniechęca inwestorów do inwestowania w instalacje, które „za chwilę” mogą nie spełniać wymogów. – Konia z rzędem temu, kto wie, gdzie i w co inwestować – powiedział na wstępie A. Jurkiewicz. – A dziś musimy kierować się zdrowym rozsądkiem i ekonomią. Musimy budować instalacje, które pozwolą nam „wyciągnąć” pieniądze z każdej „przepuszczonej” tony odpadów. W dalszej części swojego referatu przedstawił, jakie są cechy projektowe nowoczesnej instalacji. W jego ocenie, są to m.in. wielofunkcyjność, elastyczność wariantów, możliwość zastosowania segregacji pozytywnej i negatywnej, potencjalność dalszej rozbudowy, a także opieranie się na nowoczesnych, ale jednocześnie wielokrotnie sprawdzonych w praktyce rozwiązaniach. – Dzisiaj sortownie to fabryki, które muszą przynosić nam pieniądze. Bo każdy proces musi przynosić inwestorowi realne dochody. Jeśli już w założeniach tego nie czyni, nie należy się go w ogóle podejmować – doradzał zebranym reprezentant Sutco-Polska.

Województwo w sprawozdaniu i kontrolach
Z kolei Zygmunt Modelski z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy – Oddział w Toruniu omówił przestrzeganie przez samorządy i RIPOK-i przepisów znowelizowanej ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach i ustawy o odpadach. Jeśli chodzi o instalacje regionalne, to wśród stwierdzonych podczas kontroli WIOŚ-u nieprawidłowości należy wymienić naruszanie warunków pozwolenia zintegrowanego (przyjmowanie innych niż wskazane w decyzji rodzajów odpadów, ponadnormatywne przyjmowanie odpadów, magazynowanie odpadów niezgodnie z decyzją), a także niepoinformowanie WIOŚ-u o planowanym terminie oddania instalacji do użytku. Ponadto RIPOK-i przyjmowały odpady spoza regionu, nieprawidłowo prowadziły karty ewidencji odpadów, niewłaściwie klasyfikowały wytwarzane odpady oraz powodowały uciążliwości zapachowe.

Sprawozdanie z wykonania WPGO dla woj. kujawsko-pomorskiego przedstawiła Małgorzata Walter, dyrektor Departamentu Środowiska Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Po krótkim omówieniu tegoż sprawozdania, dyrektor nawiązała do bieżących prac, które toczą się w związku z aktualizacją WPGO. – Jesteśmy na etapie wyboru wykonawcy tego zadania. Prace nad aktualizacją są ograniczone, gdyż nie ma nadal rozporządzenia, co należy w planie zawrzeć. Jedno mogę Państwu obiecać: znów będziemy mieli podobne dyskusje jak na przełomie 2011 i 2012 r. – zapewniła dyrektor Walter.

Koncepcja „szyta na miarę”
Wśród wielu ciekawych wystąpień nie można pominąć referatu Marka Klimka, również reprezentującego spółkę Sutco-Polska. Mówił on o najistotniejszych elementach, o których należy pamiętać przy planowaniu instalacji. – Musimy być świadomymi inwestorami, czyli wiedzieć, co chcemy mieć i jakie parametry ta instalacja ma osiągać. Niebagatelną rolę odgrywa odpowiedź na pytania, jaką posiadamy lokalizację, jakimi funduszami dysponujemy oraz jaki mamy strumień odpadów – zaznaczał M. Klimek. Kontynuując wątek strumienia odpadów, wskazał on, że nie należy opierać się na danych z WPGO czy Krajowego Planu Gospodarki Odpadami, ale na własnych doświadczeniach, wyliczeniach, rzeczywistej znajomości morfologii odbieranych z danego obszaru odpadów. Zdaniem M. Klimka, do tego zadania najlepiej zaangażować własny potencjał – swoich pracowników, którzy dysponują najpełniejszą wiedzą o tym, na jakich odpadach pracują i co można z nich „wyciągnąć”. – Tylko wtedy możemy dobrać projektanta, który przygotuje nam optymalną koncepcję technologiczną, która będzie „szyta na miarę”.

Dyskusja bez skakania do gardeł
Popołudniową sesję zdominował panel dyskusyjny. Część uczestników dyskusji z lubością chwaliła się efektami wdrożonej reformy „śmieciowej”, inni natomiast wskazywali na niedostatki wprowadzonego dwa lata temu systemu. Wśród poruszonych tematów była m.in. mowa o jakości trafiającego na RIPOK-i strumienia. Według zebranych, segregowane przez mieszkańców odpady znacząco odbiegają od tego, czego na instalacji się oczekuje. – Część tych odpadów jest tak zanieczyszczona i na dodatek zgnieciona w śmieciarce, że nie daje się z tego wiele odzyskać – twierdził reprezentant Grudziądza. Podobna w wymowie była wypowiedź przedstawiciela RIPOK-u w Machnaczu. – U nas wcale nie jest tak różowo jak niektórzy opowiadają. Ilość odpadów wcale nam nie wzrosła, a co gorsza – firmy dowożące do nas odpady tak naprawdę przekazują nam resztki, z których nic nie da się już wyciągnąć. Ale my to musimy przyjmować. Stąd mamy problem z uzyskaniem wymaganych poziomów odzysku. Przy okazji tej wypowiedzi zwrócono uwagę na jeszcze jeden problem, a mianowicie nieścisłe, nieprecyzyjne zapisy w gminnych regulaminach utrzymania czystości, które otwierają furtkę właścicielom nieruchomości niezamieszkanych do przekazywania do punktu selektywnego zbierania odpadów komunalnych (PSZOK) w zasadzie nieograniczonych ilości odpadów. – Jak zajrzymy do tych regulaminów, to znajdziemy tam prawdziwy koncert życzeń! Co to znaczy, że do PSZOK-a może trafić „niewielka ilość” danego rodzaju odpadów? Z wypowiedzią tą zgodziła się Sabina Kowalska, moderatorka dyskusji: – Bardzo słuszny głos. Niejasność przepisów jest najczęstszym powodem, dla którego gromadzimy się na różnego rodzaju seminariach i próbujemy rozstrzygnąć, co też autor miał na myśli, żeby odnaleźć się w tych przepisach czy też nieustających w nich zmianach.

Dyskutanci nie ominęli również tematu projektu rozporządzenia o mechaniczno-biologicznym przetwarzaniu odpadów komunalnych. W ocenie niektórych, istniejące tam zapisy spowodują, że część funkcjonujących dziś zgodnie z prawem instalacji MBP będzie zmuszona jeszcze się doposażyć, by spełnić wymagania zawarte w tym rozporządzeniu. Pozytywnie zaskoczona jasnością zapisów tego rozporządzenia była natomiast S. Kowalska. Co prawda, nie wszystkie propozycje zawarte w tym dokumencie zyskały jej aprobatę, ale uznała, że sposób kreowania tego prawa idzie w dobrym kierunku. Niestety, wielu uczestników dyskusji nie podzieliło entuzjazmu moderatorki. – Mam zupełnie odmienne zdanie na ten temat. Nie rozumiem, dlaczego proponuje się rozdzielenie procesów mechanicznego od biologicznego. Skoro te dwa – nierozłączne dotąd – procesy mogą odbywać się w dwóch różnych miejscach, to powstaje pytanie: po co my budujemy te instalacje MBP? Przecież moglibyśmy zawrzeć umowę z podmiotem zewnętrznym, który nam zagospodaruje strumień bio. Albo zmiana wymogów w zakresie instalacji biologicznej. W projekcie jest jasno wskazane, że musi ona posiadać biofiltr, a zatem wszystkie instalacje membranowe odpadają – argumentował reprezentant RIPOK-u z Lipna. Z kolei reprezentantka bydgoskiego REMONDISU stwierdziła, że szkoda dyskutować dziś o procesie MBP, gdyż za chwilę – przy ciągłych zmianach prawa – okaże się, że takie instalacje nie są nam potrzebne. – Na planowanie jest już za późno. Bydgoszcz „zaserwowała” nam spalarnię odpadów. A co w przypadku, gdy instalacja ta nie zdobędzie wystarczającej ilości odpadów? Być może za chwilę się okaże, że Ministerstwo Środowiska wyda rozporządzenie nakazujące, by wszystkie odpady z województwa trafiały do zakładu termicznego przekształcania odpadów – zastanawiała się przedstawicielka firmy z Bydgoszczy.

Na różnice w zbiórce odpadów pomiędzy zabudową wielorodzinną i jednorodzinną wskazywała z kolei reprezentantka gminy Golub-Dobrzyń: – Współczynniki zbiórki nie są dostosowane do gminy wiejskiej, a tu pojawia się problem bioodpadów. W gminach wiejskich są płyty gnojowe, są kompostowniki i przede wszystkim są zwierzęta, więc jeśli te współczynniki będą szły w kierunku nieskończenie dużym, to gminy wiejskie mogą być karane za to, że bardzo dobrze, ekologicznie i skutecznie przetwarzają te odpady.

Trzeba przyznać, że dyskusja odbywała się bez zbędnych emocji, które tak wyraźnie widać było na poprzedniej konferencji z cyklu WPGO w Jachrance (czytaj: https://sozosfera.pl/odpady/jak-podzielic-ten-tort). Odpowiedź – być może na tę ciszę przed burzą – znalazła moderatorka – S. Kowalska:  Jest tak wiele niewiadomych, a my się tu tak spokojnie spotykamy, kulturalnie rozmawiamy, jesteśmy tacy eleganccy, nikt sobie do gardła nie skacze, a przecież tu się toczy walka o odpady i o być albo nie być Państwa instalacji! Ale to pewnie wynika z tego, że my tak naprawdę do końca nie wiemy, w jakiej prawnej rzeczywistości się poruszamy i ile tych odpadów faktycznie jest – podsumowała. 

fot. na otwarcie Ekorum

Partner technologiczny

Partner portalu

Partner portalu

Partner portalu

Partner portalu

reklama

reklama

 

Artykuły i aktualności