Wielkopolski Park Narodowy

Wielkopolski Park Narodowy – rozsądnie udostępniać

Rozmowa ze Zbigniewem Sołtysińskim, dyrektorem Wielkopolskiego Parku Narodowego, i Rafałem Kurczewskim, zastępcą dyrektora ds. ochrony przyrody.

W ubiegłym roku Wielkopolski Park Narodowy (WPN) obchodził 60-lecie istnienia. To dobra okazja, by przypomnieć, w jakim celu utworzony został WPN?

Zbigniew Sołtysiński (ZS)

Już w latach 30. minionego stulecia prof. Adam Wodziczko zauważył unikalność i specyfikę oraz urok miejscowych terenów. Przede wszystkim chodzi o spiętrzenie morenowe, powstałe 70-80 mln lat temu w efekcie zlodowacenia. W wyniku swoich obserwacji, Profesor doszedł do wniosku, że ten zakątek Wielkopolski należy uchronić przed antropopresją, tworząc formę ochrony, jaką jest park narodowy. Już wtedy Profesorowi chodziło m.in. o ochronę tego obszaru przed nadmierną urbanizacją, a przecież wówczas miejscowości otaczające obecny Park były dużo mniejsze.

Wielkopolski Park Narodowy dyrektor

 

 

 

 

 

 

Park powstał kilkadziesiąt lat później po tym, jak pomysł ten zrodził się w głowie profesora Wodziczki, niestety, już nie za jego życia, bo w roku 1957 (Profesor zmarł w 1948 r.).

Rafał Kurczewski (RK)

Wszystko zaczęło się od Osowej Góry, bo to miejsce najbardziej umiłował Profesor, i do dziś jest to dla nas miejsce absolutnie wyjątkowe.
W naszym Parku głównym przedmiotem ochrony była i jest przyroda nieożywiona. Czasem spotykamy się z takimi głosami, że „przecież tu nie ma jakichś wybitnie cennych gatunków zwierząt czy roślin, dlaczego tu jest Park?”. A Park powstał właśnie dla ochrony przyrody nieożywionej. Na tak niewielkim terenie mamy bowiem skupione niemal wszystkie formy polodowcowe, co jest wyjątkowe i godne ochrony.

Mówimy tu o formach związanych zarówno ze środowiskiem lądowym, jak i wodnym. Na terenie Parku są jeziora rynnowe, np. Budzyńskie, jest też kocioł eworsyjny (jezioro Kociołek), oczka polodowcowe (np. Żabiak). Spośród form lądowych chyba najbardziej rozpoznawalnym jest, położony w samym sercu WPN-u, oz.

Wielkopolski Park Narodowy Rafał Kurczewski

 

 

 

 

 

 

Trzeba jednak pamiętać, że z konkretnymi formami krajobrazu wiążą się określone gatunki roślin i zwierząt, często cenne i rzadkie. W dodatku należy mieć na względzie, że obszar ten był dynamicznie zmieniany przez człowieka, który dość mocno w niego ingerował.

Część terenów objętych ochroną w formie parku narodowego jest przecież cały czas w użytkowaniu rolniczym…

ZS

Tak, to prawda, na terenie WPN-u jest ok. 2 tys. ha w użytkowaniu rolniczym…

RK

Ale widzimy w tym również korzyści, bowiem dzięki temu powstaje mozaika bioróżnorodności – i to jest niezwykle ciekawe.

Od wielu lat przebudowujemy kompleksy leśne, starając się wrócić do sytuacji wyjściowej. Wynika to z tego, że wcześniej na tym terenie człowiek dość mocno zmieniał warunki przyrodnicze, zmieniał kompleksy leśnie i sadził gatunki, których tu akurat być w zasadzie nie powinno, czyli niezgodne z warunkami siedliskowymi. Dlatego przebudowujemy drzewostan w kierunku grądów, dąbrów i powoli widać tego efekty.

Problemem w zakresie ochrony Parku, w tym także warstwy ożywionej, jest chyba narastająca antropopresja, związana m.in. z lokalizacją WPN-u w pobliżu rozlewającej się aglomeracji poznańskiej…

ZS

Gdy powstał Park, Poznań liczył ok. 380 tys. mieszkańców, a dziś cała aglomeracja poznańska liczona jest na ok. 1 mln osób. W dodatku obecnie zabudowa rozlewa się i nie mamy już do czynienia z obszarem zwartym. Do tego dochodzi przebiegająca z zachodu na wschód, położona nieopodal północnej granicy Parku, autostrada. Aktualnie mamy nowo budowaną trasę ekspresową S5, zlokalizowaną na zachodnich rubieżach WPN-u. No i od południowego zachodu Park sąsiaduje z terenami gmin Mosina i Stęszew, które są, niestety, intensywnie zabudowywane.

Takie otoczenie Parku i związana z tym antropopresja ogranicza migrację zwierząt. Oczywiście, można powiedzieć, że budowana droga ekspresowa czy autostrada ograniczają możliwość dalszej zabudowy, a zatem z tej strony nie będzie więcej negatywnego wpływu w postaci wdzierających się coraz mocniej terenów zurbanizowanych. Ale te drogi poprzecinają z kolei korytarze ekologiczne. W przypadku budowanej drogi ekspresowej zaplanowano na terenie Parku tylko dwa przejścia dla zwierząt. W efekcie nasza zwierzyna będzie miała mocno ograniczone możliwości migracji. Tak więc niewiele nam zostało tzw. korytarzy ekologicznych, a te, które jeszcze funkcjonują, są poddawane stałej antropopresji.

Skutkiem odcięcia korytarzy ekologicznych są zbyt duże stany zwierzyny na terenie Parku, ponad pojemność naszych siedlisk, dotyczy to przede wszystkim dzików i jeleni.

A antropopresja, także w obrębie korytarzy ekologicznych, trwa. W ostatnim czasie zmagamy się z z inwestycją zlokalizowaną korytarzu o znaczeniu krajowym, jednym z największych jakie nam jeszcze pozostały. Drugi, duży korytarz, którym migrują zwierzęta, prowadzi przez przejście dla zwierząt nad drogą krajową nr 5, łączącą Poznań z Wrocławiem. Teraz, po jego przebyciu i po przejściu kompleksu leśnego, zwierzęta trafią na kolejną barierę w postaci budowanej aktualnie trasy S5. Zwierzynie pozostaje zatem wąski pas leśny, który ciągnie się przez prywatne grunty na skraju Łęczycy i Puszczykowa, w kierunku torów kolejowych, które również stanowią przecież barierę dla migracji zwierząt. Trzeba zauważyć, że przy okazji remontu linii kolejowej E59 prowadzącej w kierunku Wrocławia, powstały na terenie Parku przejścia dla zwierząt pod torami kolejowymi. Jedno z nich jest od niedawna monitorowane, dzięki czemu będzie można stwierdzić w jakim stopniu zwierzęta z niego korzystają.

Park stał się zatem wyspą, którą – w myśl ustawy o ochronie przyrody i zgodnie z zapatrywaniami prof. Wodziczki – musimy chronić, ale również udostępniać. W sposób zrównoważony i na miarę możliwości Parku, ale jednak udostępniać.

Trzeba przy tym pamiętać, że możliwości tego udostępniania nie są zbyt wielkie. Dzięki posiadanemu systemowi monitoringu turystów i intensywności przejazdów samochodów po drodze przecinającej główny kompleks leśny Wielkopolskiego Parku Narodowego, sprawdzamy te możliwości. Niestety, wyniki nie napawają optymizmem. Dość powiedzieć, że średnio co minutę drogą tą przejeżdża samochód. To bardzo dużo! Nawet zły stan techniczny tej drogi, zwanej popularnie Grajzerówką, nie odstrasza kierowców, którzy w ten sposób skracają sobie drogę, starając się też ominąć korki. Ma to automatycznie przełożenie na liczbę wypadków z udziałem zwierząt, do których dochodzi również na przebiegających w granicach Parku torach kolejowych.

RK

Wracając do zbyt dużej liczebności dzików i jeleni – wynika ona również z braku dużych drapieżników. Jak dotąd wilki się u nas nie zadomowiły. W innych parkach wilki mocno redukują liczebność innych zwierząt, a u nas, niestety, nie.

To się wiąże też ze sposobem użytkowania terenu, ponieważ istnienie dużych obszarów użytkowanych rolniczo stwarza dla dzików idealną sytuację – mają się gdzie schować i co jeść. Natomiast dla wilka taki układ już nie jest wymarzony i prawdopodobnie dlatego właśnie jeszcze się u nas nie osiedlił. Już wiemy, że całkiem blisko, w Puszczy Zielonce, wilki są, a u nas ciągle ich brak. Trzeba pamiętać, że jeśli chodzi o redukcję liczebności populacji np. jeleni, już samo pozostawienie śladu zapachowego przez wilka wpływa bardzo dobrze.

Przez 60 lat istnienia Parku zgromadzono zbiór różnych – dobrych i złych doświadczeń. Dziś musimy podejmować działania, które są ich wypadkową.

Park nie stanowi takiej atrakcji turystycznej jak choćby Parki Tatrzański czy Karkonoski. Nie ma zatem chyba wielkiego problemu z ruchem turystycznym?

RK

Mamy trzy miejsca, w których monitorujemy ruch pieszych i rowerzystów. Dysponujemy również systemem zliczającym liczbę samochodów przejeżdżających przez Park drogą z Puszczykowa do Komornik. Daje nam to wyobrażenie o liczbie odwiedzin, choć, oczywiście, nie posiadamy danych o całości ruchu na terenie Parku. Żeby móc to doszacować, musielibyśmy mieć tych punktów dużo więcej. W dodatku nasz Park nie ma takiego charakteru jak np. parki górskie, gdzie każde dostępne dla przeciętnego turysty wejście można wyznaczyć i mieć nad nim kontrolę. U nas, niestety, ludzie mogą wchodzić na teren Parku wieloma ścieżkami, które zawsze ktoś wydepcze. Stąd też brak w naszym Parku biletów. Wielkopolski Park Narodowy leży w obrębie aglomeracji poznańskiej i jest przez wielu okolicznych mieszkańców traktowany jak park miejski.

Stanęliśmy przed zadaniem określenia zasad udostępniania Parku. Obserwujemy rosnącą popularność wszystkich form turystyki i rekreacji realizowanych na obszarach parku narodowego. Dla nas jest to niemały kłopot, bo wiadomo, że taka aktywność musi mieścić się w ramach ustawy o ochronie przyrody i tego, co park narodowy może proponować. Mamy dziś kłopot z masowością ruchu na terenie Parku i nawet nie tak bardzo chodzi o ruch indywidualny, co o imprezy masowe. Coraz więcej tego typu wydarzeń chce być realizowanych na terenie Parku, najczęściej o charakterze biegowym, rowerowym. Dziś jest moda na bieganie, na jazdę na rowerze czy na nordic walking. Jest ona promowana. Gminy też oczekują, żebyśmy udostępniali miejsca do realizacji takich imprez. I generalnie nie byłoby problemu, gdyby nie fakt, że zainteresowanie organizacją takich wydarzeń w Parku cały czas rośnie.

Trzeba pamiętać, że pod pojęciem imprezy masowej kryją się wydarzenia niedookreślone, jeśli chodzi o liczbę uczestników i wpływ na środowisko. Bo to nie jest tylko liczba uczestników biegnących czy jadących na rowerach. Do nich dochodzą przecież osoby towarzyszące. Każdy zawodnik ma dwóch, trzech, a czasami nawet więcej „kibiców”. Trzeba zatem uwzględnić liczbę samochodów, które ich przywożą, zaopatrzenie, obsługę w zakresie zapewnienia pomocy medycznej i odbioru odpadów. Kiedy się spojrzy z tej perspektywy, to dla takiego obszaru jak park narodowy zaczyna się spory problem. Ważna jest też pora roku, na jaką imprezy się planuje. Nie chcemy tego typu wydarzeń wiosną, bo na ten czas przypada okres lęgowy ptaków, dlatego przesuwamy je na późniejsze pory roku, co często spotyka się z brakiem zrozumienia.

Ludzie nie rozumieją, nie wiedzą, co to jest i po co jest park narodowy. I tutaj największą rolę mają pracownicy parków narodowych, którzy chyba zbyt często skupieni są na turystach przybywających z kraju i z zagranicy, zapominając o najbliższych sąsiadach. Dlatego z dyrektorem Sołtysińskim staramy się inicjować działalność, w ramach której zwracamy się do gmin na naszym terenie. Ma ona uświadomić władzom i mieszkańcom, jakie korzyści czerpią z bliskości WPN-u. Jednym z takich działań jest pisanie krótkich artykułów do lokalnych mediów, w których informujemy i wyjaśniamy czytelnikom z miejscowości otaczających Park, po co on jest i co daje okolicznym mieszkańcom. Tym bardziej, że te korzyści są bardzo konkretne i wymierne.

Wydaje się, że problemem jest brak badań dotyczących chłonności obszarów chronionych…

RK

Tak, zgadza się. Ewidentnie odczuwamy brak takiego wskaźnika. Dlatego też zawarliśmy porozumienie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu. W ramach tej współpracy chcielibyśmy prowadzić różne projekty badawcze. Chcemy, by Park mocno się otworzył. Nie chcemy być postrzegani jako hermetyczna organizacja, która teraz będzie otaczać teren parku murem i nikogo nie wpuszczać. Nie, tak nie ma być. Chcemy Park otworzyć, także dla naukowców, bo im więcej będziemy o nim wiedzieć, tym łatwiej i skuteczniej będziemy go mogli chronić.

Podpisaliśmy także porozumienia o współpracy z Leśnym Bankiem Genów Kostrzyca i Instytutem Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu. Z kolei 29. czerwca br. w siedzibie WPN ma zostać podpisane porozumienie o współpracy z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
W związku z podpisanymi porozumieniami zwrócono się już do nas z propozycją poprowadzenia konkretnych badań ruchu turystyczno-rekreacyjnego na terenie Parku. Mają to być badania wieloletnie, prowadzone we współpracy pomiędzy Uniwersytetem Przyrodniczym, Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza a nami. Byłby to rodzaj konsorcjum badawczego, w ramach którego, po uzgodnieniu przedmiotu i zakresu badań, moglibyśmy wystąpić o środki grantowe na ich prowadzenie.

Chcielibyśmy dzięki tym badaniom określić takie parametry jak chłonność, pojemność czy przepustowości Parku. Staramy się też strefować park, by wyznaczyć w nim obszary o różnych możliwościach obciążenia ruchem turystycznym. Jest to szczególnie ważne przy kanalizowaniu ruchu masowego dla wspomnianych wcześniej imprez tak, by było to jak najmniej niekorzystne dla przyrody.

Czy we współpracy z Uniwersytetem Przyrodniczym chodzi tylko o badania związane z przepustowością Parku?

RK

Porozumienie ma charakter bardzo ogólny, dlatego teraz, w jego ramach, zawieramy kolejne konkretne umowy o współpracy z poszczególnymi wydziałami Uniwersytetu Przyrodniczego. Mamy do zrealizowania zadania ochronne, które wyznacza nam przede wszystkim projekt planu ochrony Parku – zbiór dokumentów określających zasady działania Wielkopolskiego Parku Narodowego w latach 2013-2033. Dla wyjaśnienia – plan ochrony parku narodowego sporządza się na podstawie ustawy o ochronie przyrody na okres 20 lat. Chcielibyśmy, aby naukowcy, którzy będą z Parkiem współpracować pomogli nam zrealizować postawione w nim zadania.

Liczymy również na to, że znajdą się studenci – pasjonaci, którzy w przyszłości mogliby zostać nawet pracownikami Parku. Dlatego w ramach współpracy realizowane są u nas także staże, przygotowania prac o charakterze licencjackim czy magisterskim. Potrzebujemy takiego wsparcia.
Wielkopolski Park Narodowy posiada własne czasopismo – Morenę. Nie ma ono aktualnie szczególnej wartości naukowej, choć jest to jedno z najstarszych czasopism parkowych. Chcielibyśmy, żeby studenci, którzy mają ciekawe pomysły na teksty – w ramach swoich działań naukowych (prac magisterskich i licencjackich, kół naukowych) – publikowali w tym piśmie.

Poza tym praca magisterska może być tylko pewnym początkiem dalszych projektów badawczych bądź częścią większych założeń. I na to też liczymy.
Odzew ze strony naukowców jest bardzo dobry. Do tej pory Park był postrzegany jako instytucja dosyć hermetyczna, a my chcemy to zmienić.

Na jakie jeszcze problemy natrafiacie w tej chwili – oprócz tych imprez masowych? Bo często słychać o tarciach na linii samorządy – parki narodowe…

RK

Póki co, w naszym przypadku trudno mówić o konfliktach z gminami. Z samorządami rozmawiamy posługując się konkretnymi argumentami. Próbujemy im wytłumaczyć motywy takiego, a nie innego postępowania. I to do lokalnej społeczności dociera: zarówno do władz gminnych, jak i do mieszkańców. To działa. Przecież to nie jest tak, że to my zabraniamy prowadzenia określonych działań na terenie Parku. To nie jest nasz Park, lecz dobro narodowe.

W ustawie o ochronie przyrody jest jasno napisane, co mamy robić: chronić, udostępniać i uczyć. Dlatego prowadzimy nieustanne nauczanie i to nie tylko dzieci, ale również dorosłych.

Od wielu lat działa w Parku „Centrum Edukacji Ekologicznej”, które posiada wyrobioną dobrą markę. W tym roku Park otrzymał w ramach prowadzonej przez Poznańską Lokalną Organizację Turystyczną Certyfikacji Atrakcji Turystycznych Powiatu Poznańskiego tytuł Rekomendowanej Atrakcji Turystycznej. Warto zwrócić uwagę, że utworzyliśmy dział udostępniania Parku, co odbiło się już echem w okolicy. Ościenne gminy już zawiązują robocze grupy, żeby współpracę z nami zacieśniać.

Mamy już pierwsze efekty tej współpracy. Mam na myśli np. organizację imprez, w tym także takich, które organizowane będą cyklicznie.
Dzisiaj widać, ile dały nasze rozmowy. Dlatego cały czas będę pracował nad tym, żeby ludziom uświadomić, że to jest naprawdę wyjątkowe miejsce. I że powinni być dumni z tego, że tu mieszkają.

Z jednej strony, udostępnianie, a z drugiej ochrona. Wydaje się, że stoi to w sprzeczności…

ZS

Dlatego musimy ruch turystyczny kanalizować i równoważyć. Na spotkaniach z ludźmi, którzy organizują biegi itp., mówię, że oni w Parku się pojawiają i znikają, są tutaj tylko gośćmi. Nawet my, jesteśmy w tym miejscu gośćmi. Tu tak naprawdę mieszkają rośliny i zwierzęta. Ale nie można też popadać w skrajności. Bo czy udostępnianie zawsze leży w sprzeczności z ochroną przyrody? No, nie do końca. Bo przecież my też jesteśmy elementem tej przyrody.

Gdy słyszę opowiadanie o tym, że w parku narodowym niczego nie wolno, to odpowiadam, że w Polsce mamy 23 parki narodowe i że zajmują one 1% powierzchni kraju. Jeśli nawet na tym 1% nie można nic robić, to chyba nie ma w tym przesady. A warto pamiętać, że najważniejsze jest czyste środowisko, bo ono ma wpływ także na nasze zdrowie. Chyba nas stać na to, żeby 1% powierzchni kraju umieć ochronić. I w tym powinna pomagać świadomość, że to jest NASZ Park. Dlatego wspólnie powinniśmy czuć za niego odpowiedzialność. Zarówno my, pracownicy Parku, jak i ludzie, którzy tu wchodzą: mieszkańcy, sportowcy itd. Chciałbym, żeby takie zrozumienie było, bo wtedy będziemy mieli poparcie w społeczności lokalnej. To jest ważne.

Wspominaliśmy już o edukacji ekologicznej. Słyszałem pochlebne opinie o Waszych działaniach w tym zakresie…

RK

Prowadzimy dużo działań z zakresu edukacji ekologicznej. Mamy doświadczoną kadrę, a Centrum Edukacji Ekologicznej na tyle się sprawdza, że ludzie tutaj wracają. Jest takie zainteresowanie ofertą naszej zielonej szkoły czy zajęciami w muzeum, że zapisy są już z półrocznym wyprzedzeniem. A przecież nie reklamujemy się jakoś specjalnie. Szkoły o nas wiedzą i zabiegają o to, by wykorzystać możliwość przeprowadzenia zajęć na łonie natury. Biorą udział w lekcjach prowadzonych w Centrum Edukacji Ekologicznej, ale również uczą się na naszych czterech ścieżkach dydaktycznych. Warto przy okazji wspomnieć, że piąta ścieżka, zlokalizowana w Szreniawie, jest w przygotowaniu i być może niedługo zostanie otwarta.

W ramach naszych działań edukacyjnych bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się konkursy, które są organizowane przez Centrum Edukacji Ekologicznej. Udział w naszych zajęciach bierze ok. 10 tys. osób w skali roku. Robimy też imprezy cykliczne jak „Noc w Muzeum”. Jest liczne grono osób, które biorą udział w tym wydarzeniu (rokrocznie ok. 300 osób).

Edukowanie jest jednym z naszym podstawowych zadań . To coś dynamicznego. Ciągle przecież zmieniają się narzędzia. W tym roku współorganizujemy dużą konferencję. Będzie ona dotyczyła edukacji ekologicznej i prowadzenia turystyki na obszarach chronionych. Chcemy podyskutować w jej trakcie o tym, jakie są bariery, problemy, jak sobie z nimi radzić.

Tutejsze jeziora są rewelacyjną bazą noclegową w czasie przelotów ptaków, np. gęsi. Czy możliwe byłoby organizowanie przez Park birdwatchingu?

RK

Takie coś robią parki na świecie. My również się nad tym zastanawiamy. Ale u nas jest mały problem, ponieważ Park jest udostępniany od świtu do zmierzchu. Niemniej pojawiają się u nas tacy turyści, ostatnio np. z Danii. Myślimy o przegotowaniu oferty dla bardziej wyspecjalizowanych turystów przyrodniczych.

A czy na terenie WPN-u pojawiają się gatunki inwazyjne?

RK

Owszem, wśród obcych gatunków zwierząt, które stanowią zagrożenie dla gatunków rodzimych są norki amerykańskie czy szopy pracze. Są też jenoty, daniele a nawet muflony. Większe kłopoty są jednak z roślinami.

Gatunki inwazyjne reprezentują tu głównie „uciekinierzy” z ogrodów. Są to przedstawiciele takich gatunków jak dąb czerwony, klon jesionolistny, robinia akacjowa, czeremcha amerykańska, niecierpek drobnokwiatowy czy nawłoć kanadyjska. Póki co, podczas naszych zabiegów pielęgnacyjnych kompleksowo wycinamy czeremchę i inne gatunki obce. W Niemczech natomiast są stosowane takie rozwiązania, że np. uczestnicy zielonych szkół biorą udział w usuwaniu roślin inwazyjnych, dlatego zastanawiamy się nad wdrożeniem tego także u nas.

Jakie w zakresie zarządzania Parkiem macie Panowie plany na przyszłość?

ZS

O kilku sprawach już wspomnieliśmy, nad innymi się zastanawiamy, ciągle rodzą się kolejne pomysły. Jednak najważniejsza jest dla nas realizacja myśli prof. Wodziczki, i innych, którzy ten Park tworzyli i kochali. Czujemy, że to swoisty testament, który musimy realizować – wielka radość i wielka odpowiedzialność!

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Piotr Strzyżyński, współpraca Katarzyna Terek

fot. na otwarcie R. Kurczewski, położone w Wielkopolskim Parku Narodowym Jezioro Góreckie

Piotr Strzyżyński

Piotr Strzyżyński

Absolwent kierunku geografia (specjalność kształtowanie i ochrona środowiska) na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przez długi czas współredagujący, a następnie prowadzący miesięcznik pt. „Przegląd Komunalny”. Obecnie osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, z głównym jej przejawem – portalem sozosfera.pl.
e-mail: piotr.strzyzynski@sozosfera.pl

 

reklama