Pszczoła miodna ma w Polsce znakomity PR. Tymczasem hodowla pszczoły miodnej i ochrona różnorodności zapylaczy to dwa różne działania.

Pszczoła miodna i długo, długo nic

Gdy mówimy o ratowaniu pszczół, niemal zawsze w tle rozmowy pojawia się ul. Tymczasem hodowla pszczoły miodnej i ochrona różnorodności zapylaczy to dwa różne działania. Pszczoła miodna ma w Polsce znakomity PR. Kojarzymy ją z miodem, pasiekami i troską o przyrodę. To ją widzimy na opakowaniach produktów, plakatach edukacyjnych i w kampaniach środowiskowych. Kiedy firma chce pokazać swoje zaangażowanie w ochronę bioróżnorodności, często stawia kilka uli na dachu biurowca. Kiedy media piszą o wymieraniu pszczół, materiał ilustruje zwykle pszczelarz pochylony nad ramką pełną robotnic.

Efektowny, ale fałszywy skrót myślowy

Ul stał się uniwersalnym symbolem pomocy zapylaczom. Jest widoczny, dobrze wygląda na zdjęciach, a przy okazji pozwala rozdać pracownikom słoiczki firmowego miodu. Znacznie trudniej pokazać na fotografii zmianę sposobu koszenia, ochronę fragmentu nagiej ziemi albo zachowanie niepozornej rośliny, od której zależy lokalna populacja dzikiej pszczoły.

Nawet Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ma własną pasiekę. Od 2015 r. na dachach parlamentu stoją ule, a przedsięwzięcie przedstawiano jako działanie na rzecz ochrony pszczół. W materiałach dotyczących pasieki pszczoła miodna została opisana jako gatunek zagrożony wymarciem, bez którego na świecie miałoby nie istnieć ok. 40 tys. gatunków roślin.

To efektowny, ale fałszywy skrót myślowy. Fakt, że pszczoła miodna odwiedza kwiaty wielu roślin, nie oznacza, że jest ich jedynym zapylaczem ani że bez pasiek rośliny te przestałyby istnieć. Nie jest to przyrodnicze czepianie się słów. Błędnie rozpoznany problem prowadzi do działań, które dobrze wyglądają w materiałach promocyjnych, ale niekoniecznie pomagają gatunkom rzeczywiście wymagającym ochrony.

Ul nie jest ochroną bioróżnorodności. Pszczoła miodna – zwierzę gospodarskie

Pszczoła miodna utrzymywana w pasiece jest w świetle polskiego prawa zwierzęciem gospodarskim. Pszczelarz zapewnia rodzinie ul, kontroluje jej stan, leczy ją, rozmnaża, a w razie niedoboru pokarmu może ją dokarmiać. Rodziny pszczele chorują i giną. Zagrażają im pasożyty, patogeny, pestycydy, głód i niekorzystne warunki pogodowe. To realne problemy gospodarki pasiecznej, ale upadek rodzin utrzymywanych przez człowieka nie jest tym samym zjawiskiem co wymieranie dzikiego gatunku.

Postawienie ula pomaga przede wszystkim utrzymywanej w nim rodzinie. Nie chroni automatycznie innych pszczół, podobnie jak postawienie kurnika nie jest działaniem na rzecz ochrony dzikiego ptactwa. Nie jest to argument przeciwko pszczelarstwu. Pasieki dostarczają miodu i innych produktów, wspierają zapylanie części upraw oraz są elementem rolnictwa i wielowiekowej tradycji. Jednak błędem jest przedstawianie hodowli jednego gatunku jako ochrony całej grupy owadów.

Bioróżnorodność nie oznacza dużej liczby osobników. Obejmuje różnorodność gatunków, siedlisk i łączących je zależności. Wprowadzenie do ekosystemu kilkudziesięciu tysięcy pszczół miodnych zwiększa liczebność jednego gatunku, ale nie powiększa liczby gatunków żyjących na danym terenie.

Prawie 500 gatunków schowanych za jednym

W Polsce występuje około 470 gatunków pszczół. Pszczoła miodna jest tylko jednym z nich. Pszczołami są również trzmiele, murarki, pszczolinki, smukliki, lepiarki, makatki i wiele innych owadów, których najczęściej nawet nie rozpoznajemy.

Większość dzikich pszczół żyje samotnie. Samica samodzielnie buduje gniazdo, gromadzi pokarm dla potomstwa i składa jaja. Nie ma robotnic ani królowej, nie produkuje miodu i nie mieszka w ulu. Większość gatunków zakłada gniazda w ziemi. Inne wykorzystują puste łodygi, szczeliny, chodniki chrząszczy w martwym drewnie, a nawet puste muszle ślimaków. Różnią się też wymaganiami pokarmowymi. Część odwiedza wiele rodzajów roślin, inne zbierają pyłek tylko z wąskiej grupy gatunków. Kiedy z krajobrazu znikają określone rośliny, razem z nimi mogą znikać związane z nimi pszczoły. Te pszczoły nie mają pszczelarza. Nie można ich dokarmić syropem ani przewieźć wraz z ulem na kwitnące pole. Ich przetrwanie zależy od jakości całego siedliska: obecności odpowiednich roślin, miejsc do gniazdowania, dostępności pokarmu przez cały sezon i sposobu gospodarowania terenem.

Jedna silna rodzina pszczoły miodnej może liczyć kilkadziesiąt tysięcy osobników. Przy dużym zagęszczeniu pasiek i ograniczonej liczbie kwiatów, tak liczne owady mogą konkurować z dzikimi zapylaczami o nektar i pyłek. Nie oznacza to, że każda pasieka szkodzi przyrodzie. Pokazuje jednak, że ula nie można z góry uznać za działanie neutralne albo korzystne dla bioróżnorodności.

Czy w Polsce brakuje pszczół?

To źle postawione pytanie. Najpierw trzeba ustalić, o jakich pszczołach mówimy. Mamy dużą i stale rosnącą liczbę rodzin pszczoły miodnej, a jednocześnie tracimy stanowiska dzikich pszczół i innych zapylaczy. Liczba uli mówi nam jedynie o skali hodowli i nie ma żadnego pozytywnego wpływu na bioróżnorodność. Natomiast duża liczba rodzin pszczoły miodnej może mieć negatywny wpływ na bogactwo gatunków dziko żyjących pszczół.

Według europejskiej oceny IUCN z 2025 roku zagrożonych wymarciem jest ok. 10% ocenionych gatunków dzikich pszczół. W niektórych grupach, między innymi wśród trzmieli, zagrożenie dotyczy już ponad 20% gatunków.

Głównym problemem pozostaje zatem utrata i degradacja siedlisk. Z krajobrazu znikają bogate florystycznie łąki, miedze, ugory i miejsca odpowiednie do zakładania gniazd. Negatywnie oddziałują również pestycydy, nadmierne nawożenie, zbyt częste koszenie, zabudowa oraz zmiany klimatu. Nie potrzebujemy więc kolejnego ogólnego hasła o ratowaniu pszczół, ale wiedzy o tym, które gatunki zanikają, dlaczego tak się dzieje i czego potrzebują, aby przetrwać.

Pomagajmy pszczołom, które nie mają pszczelarza

Jeżeli celem jest produkcja miodu, edukacja o pszczelarstwie albo zapylanie określonej uprawy, założenie pasieki będzie działaniem właściwym. Jeśli jednak celem jest ochrona bioróżnorodności, punktem wyjścia powinny być lokalne gatunki i ich siedliska.

Skuteczna pomoc może oznaczać odtworzenie łąki z rodzimych roślin, zapewnienie ciągłości kwitnienia od wiosny do jesieni, ograniczenie koszenia i stosowania pestycydów, pozostawienie martwego drewna, suchych łodyg oraz fragmentów odsłoniętej gleby. Czasami najlepszym działaniem jest po prostu powstrzymanie się od nadmiernego porządkowania terenu. Pszczoła miodna ma pszczelarzy, ule i ogromną społeczną sympatię. Setki gatunków dzikich pszczół nie mają nawet powszechnie rozpoznawalnych nazw.

Ten tekst otwiera cykl Fundacji Kwietna poświęcony pszczołom i bioróżnorodności. W kolejnych publikacjach pokażemy, kim są dzikie pszczoły, co im zagraża, jak wpływa na nie wysokie zagęszczenie pasiek i które popularne działania rzeczywiście pomagają zapylaczom. Bo jeśli naprawdę chcemy chronić pszczoły, musimy zacząć dostrzegać przede wszystkim te, których nie ma na etykiecie słoika z miodem.

Artykuł opublikowany w ramach współpracy z Fundacją Kwietna – partnerem merytorycznym serwisu Sozosfera.pl

Fundacja Kwietna

fot. sozosfera.pl (zdjęcie ilustracyjne)

Karolina Nawrot

Prezes Zarządu Fundacji Kwietnej, zaangażowana w ochronę różnorodności biologicznej i edukację przyrodniczą. Zajmuje się tworzeniem i odtwarzaniem łąk oraz siedlisk wspierających dzikie zapylacze. W swojej działalności łączy praktyczne działania na rzecz przyrody z upowszechnianiem wiedzy o rodzimych roślinach i ich znaczeniu dla owadów.

Artykuły i aktualności

Partner Merytoryczny
Fundacja Kwietna