odpady organiczne

Odpady organiczne, czyli resztki z pańskiego stołu

Wraz z rozwojem cywilizacyjnym produkujemy coraz więcej odpadów, a co gorsza – powstają zupełnie nowe ich rodzaje. Paradoksalnie, w ślad za kolejnymi odkryciami, mającymi ułatwić nasze życie, musimy myśleć o rozwiązaniach, które będą niwelowały skutki uboczne potencjalnego wpływu odpadów na środowisko.

Z jednej strony wydaje się, że nasza świadomość ekologiczna rośnie, jednak wciąż odpady stanowią jeden z największych problemów współczesnego świata. I choć społeczeństwo ma dość szeroką wiedzę dotyczącą postępowania z różnymi grupami opakowań czy też odpadów niebezpiecznych, niewielu zdaje sobie sprawę, że coraz większym problemem zaczynają być odpady organiczne. W Stanach Zjednoczonych w 2012 r. wyprodukowano ponad 250 mln ton odpadów, z czego plastikowe butelki stanowiły zaledwie 3 mln ton, podczas gdy odpady organiczne aż 70 mln ton! Panuje ogólny pogląd, że większym zagrożeniem dla środowiska są odpady z tworzyw sztucznych, bo przecież bioodpady same się rozłożą.

Tymczasem sprawa nie jest wcale taka oczywista i prosta. Gnijące warzywa i owoce przyczyniają się m.in. do emisji do atmosfery wielu gazów, w tym również uznawanych za gazy cieplarniane. Z tego powodu coraz więcej krajów wprowadza obowiązek selektywnego zbierania odpadów organicznych, zakazując ich mieszania z innymi rodzajami odpadów by ułatwić ich utylizację. Z „czystego” surowca, jakim są bioodpady można bowiem wyprodukować dobrej jakości kompost (w procesach obróbki tlenowe) oraz energię (w procesach fermentacji). Często też zachęca się do zagospodarowywania bioodpadów we własnym zakresie, zachęcając do ich kompostowania.

Odpady organiczne – złożony problem

Wachlarz zagrożeń, jakie niosą za sobą odpady organiczne, jest szeroki: począwszy od chemicznego zanieczyszczenia gleby, wody i powietrza (z uwagi na unoszące się gazy możliwy jest nawet samozapłon), jakie może powstać w procesie ich rozkładu, po problemy epidemiologiczne. Na takiej pożywce doskonale rozwijają się drobnoustroje chorobotwórcze.

Innym problemem związanym z odpadami organicznymi jest fakt, że wyrzucane na kompostowniki bądź do niezabezpieczonych pojemników czy kontenerów, przyciągają one zwierzęta (również dzikie), z których sąsiedztwa nie zawsze jesteśmy zadowoleni. Stale rośnie liczba gatunków wybierających życie obok ludzi, a podstawową przyczyną takiego stanu rzeczy są właśnie resztki jedzenia. Szczególnie bogate doświadczenie mają w tym względzie mieszkańcy terenów sąsiadujących z lasem. Te bardzo atrakcyjne krajobrazowo i klimatycznie miejsca są jednocześnie domem dla wielu stworzeń, które są potencjalnymi amatorami resztek z naszych stołów. Częste są więc spotkania z dzikami, lisami, borsukami, sarnami czy jeleniami, nie mówiąc już o drobniejszych „biesiadnikach”. Zwierzęta żerujące na odpadach mogą przyczyniać się do rozprzestrzeniania niebezpiecznych chorób.
Równie poważny problem, i to głównie w obszarach chronionych, stanowią odpady pozostawiane bezpośrednio w środowisku, np. przez turystów. Zwierzęta szybko się uczą, że człowiek równa się jedzenie. Nierzadko odpady mogą być dla nich bezpośrednią przyczyną śmierci. Szczególnie niebezpieczne są w tym względzie sztuczne opakowania po produktach spożywczych, które wabią zapachem, a po połknięciu prowadzą do zatorów przewodu pokarmowego i głodowej śmierci w cierpieniach.

Resztki jedzenia wyrzucane przez turystów są, jak już wspomniano, potencjalną pożywką dla drobnoustrojów chorobotwórczych. Mogą więc przyczyniać się do ich rozwoju i rozprzestrzeniania. Zdarza się również, że produkty spożywcze już są zakażone i po wyrzuceniu stanowią poważne zagrożenie dla innych żywych istot.

Brak pojemników na odpady w obszarach chronionych

Przy tej okazji podnoszony jest czasem problem braku pojemników na odpady w terenach chronionych, przywoływany zwykle wtedy, kiedy turysta zostaje przyłapany na gorącym uczynku, jak wyrzuca odpady. I rzeczywiście, przy szlakach najczęściej nie spotkamy żadnych koszy na śmieci. Warto jednak wiedzieć, że jest to działanie celowe. Obszary chronione, jak np. parki narodowe, powinny chronić przyrodę w stanie jak najbardziej naturalnym, niezmienionym. Tymczasem, jak dotąd, nie odkryto naturalnie rosnących pojemników na odpady. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że znajdując się w obszarze chronionym powinniśmy podziwiać naturalne krajobrazy, w które ciężko jest wkomponować kosze.

W terenach chronionych kosze na śmieci można spotkać ewentualnie w miejscach odpoczynku, ale na trasach w zasadzie nie powinno być ich wcale. Trzeba zdać sobie sprawę, że park narodowy nie jest parkiem miejskim. Tymczasem, z odpadami, zwłaszcza z resztkami jedzenia, są problemy nawet wtedy, kiedy lądują w pojemnikach. Nie zmniejsza to wcale ich „atrakcyjności”, skutkuje tylko chęcią dostania się do środka. W efekcie zwierzęta „buszują” w śmietnikach rozwlekając odpady po okolicy. Niestety, wiele z tych odpadów wykorzystywane jest przez ptaki do budowy gniazd. Bociany np. „uszczelniają” foliowymi torebkami gniazda, czyniąc z nich trudno przepuszczalne „miski”. W czasie opadów gromadzi się w nich woda, która potem powoduje wychłodzenie piskląt, a w efekcie nawet ich śmierć. Z kolei plastikowe butelki stają się często pułapką bez wyjścia dla ogromnej liczby bezkręgowców, wśród nich wielu rzadkich, a także takich, które uważamy za pożyteczne, bo pomagają nam zwalczać szkodniki leśne, polne czy ogrodowe.

Dokarmianie zwierząt – zły nawyk

Mówiąc o odpadach organicznych, nie sposób nie wspomnieć o dokarmianiu zwierząt. Dziś to, niestety, bardzo poważny problem. O ile można uznać, że zachowanie takie ze strony ludzi jest podyktowane troską o zwierzęta, o tyle należy jednoznacznie wskazać, że nie jest to działanie przemyślane. Najpopularniejsze jest, oczywiście, dokarmianie ptaków. Już od dziecka jesteśmy uczeni, że zima to czas, kiedy należy wspomóc naszych „skrzydlatych braci” – i to nawet w specjalnie przygotowanych „stołówkach”. Tymczasem ornitolodzy zwracają uwagę, że ptaki to przecież dzikie zwierzęta, które muszą same aktywnie poszukiwać pokarmu, nabierając umiejętności przetrwania.

Dokarmianie ptaków to też duża odpowiedzialność. Jeśli bowiem ptaki się do tego przyzwyczają, będą wracały w miejsce dokarmiania i nie zrozumieją, że „dokarmiacz” wyjechał na ferie i trzeba będzie samemu o siebie zadbać. Karmnikami na pewno zachwycone są drapieżniki – i to zarówno te domowe, np. koty, jak i dzikie – kuny, krogulce czy sójki. Dla nich to też „stołówka”.

Z całą pewnością natomiast poprawiła się jakość podawanego w karmnikach pokarmu, który stał się powszechnie dostępny pod różnymi postaciami. Nauczyliśmy się już dokarmiać naturalnym pokarmem (ziarna), niestety, nie dotyczy to ptaków wodnych, które najczęściej „pasiemy” pieczywem, i to często starym, nierzadko wręcz spleśniałym. Część tego „poczęstunku” zjedzą ryby czy ślimaki, jednak większość pozostanie, stając się pożywką dla drobnoustrojów, prowadząc też do organicznego zanieczyszczenia wody, a w efekcie do spadku jej przezroczystości, przyrastania warstwy mułu, „zakwitu” glonów i specyficznego „zapaszku”. A ptaki? No cóż, poza gastrycznymi sensacjami, przyzwyczajone do dokarmiania, pozostają na zbiornikach wody stojącej i przy ostrych zimach wmarzają w lód, podczas gdy naturalnie powinny migrować na rzeki, gdzie woda nie tak szybko zamarza i zawsze można znaleźć naturalny pokarm.

Problem dokarmiania może dotyczyć także innych zwierząt. Czasami jest on nieświadomy, jak poprzez wcześniej opisane wyrzucanie odpadów organicznych do kontenerów czy koszy. Jednak zdarza się celowe dokarmianie, szczególnie popularne wśród turystów. To skrajna nieodpowiedzialność, która może skutkować przenoszeniem chorób i pasożytów, ale prowadzi też do zmian w zachowaniu się zwierząt. Nie tylko przestają poszukiwać naturalnego pokarmu, ale również zatracają wrodzony lęk przed człowiekiem, traktując go jak żywiciela. Może być to dla nich zgubne, bo nie każdy jest przyjaźnie nastawiony do dzikich zwierząt. Zdarza się przez to, że dochodzi do starć z towarzyszącymi ludziom psami, czy też do potrąceń przez samochody itd.

Warto zdawać sobie sprawę, że taka „znajomość” jest również niebezpieczna dla ludzi. Zwłaszcza duże zwierzęta, które w naturze nie mają naturalnych wrogów, szybko przyzwyczają się do dokarmiania lub łatwego dostępu do pokarmu w śmietnikach. Przykładem mogą być dziki. To bardzo inteligentne zwierzęta, jednocześnie duże i silne, a to już „mieszanka wybuchowa”. Bardzo szybko uczą się, że człowiek jest tym, który karmi, i przekazują tę wiedzę kolejnym pokoleniom. Z czasem stają się nie tylko uciążliwe, ale również niebezpieczne. Potrafią domagać się pokarmu, a na próby odganiania reagują agresją. Wszystko to może skończyć się tragicznie, a przykładów jest, niestety, coraz więcej.

Chrońmy przyrodę właściwie postępując z odpadami organicznymi!

Chętnie wypoczywamy i osiedlamy się w bezpośrednim sąsiedztwie natury. Chcemy mieć piękny widok z okien, spacerować, biegać i jeździć rowerem wśród łąk i lasów. Chcielibyśmy pełnymi garściami czerpać z dobrodziejstw czystego środowiska. Nie uświadamiamy sobie jednak, że należy je chronić. A kto ma to robić? Najlepiej byłoby gdybyśmy o przyrodę dbali wspólnymi siłami.

Kierujmy się więc nie tylko sercem, ale i rozumem, pogłębiajmy wiedzę, która kształtuje naszą świadomość, walczmy z tym, co zagraża naturze, bo oznacza to, że jest zagrożeniem także dla nas samych. Zadbajmy o właściwe przechowywanie odpadów organicznych, nie wyrzucajmy ich w środowisku i nie dokarmiajmy dzikich zwierząt!

fot. pixabay.com

Rafał Kurczewski

Rafał Kurczewski

doktor nauk rolniczych, od lipca 2017 r. zastępca dyrektora ds. ochrony przyrody, Wielkopolski Park Narodowy
e-mail: rafal.kurczewski@wp.pl

partner portalu

reklama

reklama

reklama

reklama

 

reklama

partner medialny

reklama