Miód nie jest najważniejszy

Miód nie jest najważniejszy! Czyli miodobranie z miejskich uli w Katowicach

W środę, 8 lipca br., zebrano pierwsze plastry miodu z uli ulokowanych na dachach Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach (NOSPR-u) i basenów Burowiec i Brynów w Katowicach, a po przeanalizowaniu składu miód może trafić do słoiczków i promować proekologiczne inicjatywy stolicy województwa śląskiego – zaznaczył Urząd Miasta Katowice (UM).

W maju, na zlecenie Wydziału Promocji Miasta Katowice, ustawiono na dachach miejskich budynków trzy ule. Każdy został zasiedlony łagodną rasa pszczół miodnych. W sumie może w nich zamieszkać nawet 120 tys. pszczół – przypomina katowicki magistrat. – Ile miodu uda się zebrać? To najmniej istotna kwestia. Miejskie pszczoły to nie niewolnice. Nie muszą produkować miodu, mają ważniejszą misję. Miód, którym miasto może się dzielić z mieszkańcami, jest tylko słodkim dodatkiem do tego przedsięwzięcia, w którym, choć w małym stopniu, oddajemy przyrodzie to, co jej zabraliśmy. Bez bioróżnorodności nie będzie dobrostanu – mówi Marta Chmielewska, naczelnik wydziału promocji UM.

Pszczoły zagrożone gatunki!

W 1978 r., w warszawskich Łazienkach, pszczoła użądliła żonę Edwarda Gierka. Pierwszy sekretarz nakazał usunąć pszczoły z parku. Efekt był piorunujący – w Łazienkach zapanowała przeraźliwa cisza. Z powodu braku owoców na drzewach i krzewach z parku wyniosły się między innymi szpaki, sikorki i wróble . Historia banalna, podobnych słyszeliśmy już wiele – wystarczy usunąć niewielki fragment ekosystemu, a coś spektakularnie runie. Pszczoły są jednym z kluczowych elementów tego systemu – w dodatku faktycznie znikającym – podkreśla UM i dodaje, że jeszcze 40 lat temu w USA liczbę pszczelich kolonii szacowano na 4,5 mln, a obecnie jest ich trzy razy mniej. Tylko we Włoszech wyginęło już 176 gatunków pszczół, a kolejne 791 jest zagrożonych – dodaje magistrat. Ponadto UM zaznacza, że dokładnie nie wiadomo, co szkodzi pszczołom: pestycydy, infekcje wirusowe i bakteryjne, zmiany klimatyczne, malejąca liczba naturalnych siedlisk, monokultury rolnicze czy rośliny modyfikowane genetycznie. Wiadomo natomiast, że pszczoły miodne i dziko żyjące odpowiadają za zapylanie roślin, stanowiących 30% naszej diety.

Magistrat zwraca również uwagę, że w 2015 r. organizacja Greenpeace wyceniała wartość pracy pszczół w województwie śląskim na 39 mln zł. Zapylanie rzepaku wyceniono na 22 mln zł, a zapylanie krzewów i drzew owocowych na kolejne 12 mln zł. Miejscy urzędnicy wskazują, że 98% czereśni, a także 92% gruszek i czarnych porzeczek oraz 90% jabłek rośnie dzięki zapyleniu przez owady.

Owady to też mieszkańcy miasta

Szacuje się, że ponad 75% roślin uprawianych w Europie rozmnaża się dzięki zapylaniu przez pszczoły i inne owady. Paradoksalnie to właśnie miasta mogą być dla nich wymarzonym siedliskiem – zwraca uwagę katowicki magistrat i argumentuje, że w przeciwieństwie do obszarów wiejskich w miastach nie używa się aż tylu pestycydów, a i różnorodność roślin jest dużo większa. W dodatku nie ma obaw o brak pokarmu. W mieście nie ma ciągnących się po horyzont pól rzepaku czy jednogatunkowych sadów. Tutaj zawsze coś kwitnie. Jak nie w parkach, to na parapetach.

Magistrat dodaje, że miejskie ule to wprawdzie bardzo widoczna, ale jednak mała część działań prowadzonych w Katowicach. W tym miejscu UM wskazuje na łąki wysiane w centrum miasta, na zmiany w sposobie koszenia traw czy ciągłym wysiewaniu i pielęgnacji roślin. Miasto zachęca też do szukania w swoim otoczeniu starych, nieużywanych donic i do adoptowania ich na kwietne łąki.

Miód nie jest najważniejszy. Istotniejsza jest edukacja i uświadamianie

Katowicki UM zaznacza, że miód nie jest najważniejszy. Ważniejsze jest upowszechnianie wiedzy i zwrócenie uwagi na współistnienie różnych gatunków zwierząt i roślin w naszym codziennym życiu. – W Europie żyje ponad 2500 gatunków owadów zapylających. Jeśli nasze ule zainspirowały Państwa do działania, to zawsze warto zacząć od posadzenia kwiatów czy ziół. Dobrze też zrezygnować ze stosowania środków chemicznych do ochrony roślin. Kto woli działania bardziej kreatywne, niech zbuduje hotel dla zapylaczy, albo zaangażuje się w program adopcji donic – dodaje Marta Chmielewska.

Na podstawie informacji nadesłanej przez UM Katowice

fot. UM Katowice