Stają się nieświadomymi „kidnaperami”

Ludzie chcąc pomóc często stają się nieświadomymi „kidnaperami”

„Panie leśniczy, znalazłem w lesie podczas spaceru młodą, porzuconą sarenkę/zajączka, mogę ją do pana podrzucić?” – takie telefony dostają leśnicy każdej wiosny. Jeszcze więcej podobnych zgłoszeń i pytań napływa do ośrodków rehabilitacji i azylów dla dzikich zwierząt. Ludzie kierując się empatią, ale niestety również niewiedzą, często stają się nieświadomymi „kidnaperami” – podkreśla Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Radomiu (RDLP).

Troskliwa opieka matczyna

Jak zaznaczają leśnicy, okazuje się, że w 90% zabierane z lasu młode sarny, jelenie czy ptaki wcale nie potrzebują naszej pomocy, a przez kontakt z człowiekiem bardzo często tracą szansę na normalne życie w swoim naturalnym środowisku.

Maj to czas, gdy na świat przychodzą młode sarny, jelenie i łosie. Jak znakomita większość nowonarodzonych ssaków, w pierwszych tygodniach są one nieporadne, bezbronne i potrzebują opieki matki – kozy, łani czy klempy. I tą troskliwą opiekę otrzymują, tyle, że z naszego – ludzkiego punktu widzenia, inną niż byśmy się spodziewali, za to z przyrodniczego, zupełnie racjonalną i wypracowaną przez tysiące lat ewolucji – zwraca uwagę RDLP.

Odciągnąć drapieżnika (i człowieka) od kryjówki młodego

W pierwszych tygodniach po urodzeniu, matki jeleniowatych zostawiają młode same, odwiedzając je dosłownie 2-3 razy dziennie na karmienie. Taka taktyka, jakże inna od ludzkiej, gdy matka w zasadzie nie odstępuje niemowlęcia, ma swoje racjonalne uwarunkowanie. Młode koźlę sarny, czy jelenia jest zwierzęciem nie posiadającym zapachu, a przez to bardzo trudne do wyczucia przez drapieżnika. Matka zaś taki zapach ma, i jej obecność przy osesku może być dla niego po prostu niebezpieczna. Dlatego samice do absolutnego minimum ograniczają wspólne przebywanie z młodymi w okresie, gdy są one jeszcze niegotowe do ucieczki. Zoolodzy mówią nawet o dosłownie dwóch kilkunastu minutowych sesjach karmienia w ciągu doby! Co ciekawe, sarny mając dwoje młodych koźląt bardzo często zostawiają je w dwóch oddalonych od siebie kryjówkach, co zwiększa szansę na odchowanie choć jednego z nich – dodają leśnicy.

Matka mimo, że zwykle oddalona od swoich młodych, czuwa nad ich bezpieczeństwem i w razie pojawienia się drapieżnika bądź człowieka, celowo zwraca jego uwagę na siebie by w ten sposób odciągnąć go od kryjówki młodych. Podobnie zachowują się też zające, które również pozostawiają na dłużej swoje młode, wracając do nich jedynie na karmienie.

Kiedy ludzie stają się nieświadomymi „kidnaperami”?

Właśnie w takich warunkach dochodzi najczęściej do odnalezienia młodych saren (koźląt) czy jeleni (cieląt) przez ludzi i do przypadków wspomnianego „kidnapingu”. Ludzie kierując się odruchem serca zabierają młode ze sobą myśląc, że zostało ono porzucone lub jest sierotą na skutek śmierci opiekunki. Zwykle jednak domysły ludzi nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

„Jeśli więc spotkacie w marcu, a czasem nawet już w lutym, przycupniętego gdzieś na miedzy lub w zaroślach zajączka to nie oznacza, że został porzucony, ale po prostu matka żeruje gdzieś w pobliżu i z dużym prawdopodobieństwem nie potrzebuje on opieki” – wyjaśniają leśnicy.

Innym przypadkiem jest zabieranie ze sobą młodych dzików. Tu sprawa ma się jednak trochę inaczej. Zwykle bowiem locha towarzyszy gromadce warchlaków niemal cały czas, ale z uwagi na wrodzoną ciekawość młodych dzików, bywa, że pojedyncze z nich oddalają się od pozostałych. I w takich momentach dochodzi do spotkań z ludźmi. Próba złapania młodego, któremu chcemy „pomóc” może się w takiej sytuacji skończyć dla nas bardzo źle. Jeśli bowiem locha zobaczy, że próbujemy złapać jej młodego, na pewno zaatakuje, kompletnie nie znając przecież naszych intencji. Atak kilkudziesięciokilowego, a nawet jeszcze większego dzika, nie może się dla człowieka dobrze skończyć – ostrzega RDLP.

Kiedy pomoc ptakom jest faktycznie potrzebna?

Zdarza się czasem, że ludzie „z pomocą” śpieszą również znajdowanym na ziemi ptakom. Zwykle są to jednak tzw. podloty, czyli młode ptaki uczące się latać. Choć wyglądają one na nieporadne i potrzebujące pomocy, powinniśmy je zostawić w spokoju, najczęściej po prostu uczą się latać. Jeśli natomiast widzimy dorosłego ptaka, który nie zrywa się do lotu gdy do niego podchodzimy i wyraźnie ma problemy z rozwinięciem skrzydła, to najpewniej uległ on wypadkowi i tu nasza pomoc może być dla niego szansą na uratowanie życia. Postarajmy się takiego ptaka złapać za pomocą kurtki, czy koca i w pudełku tekturowym przetransportujmy go do weterynarza lub ośrodka pomocy dla dzikich zwierząt – apelują leśnicy.

Pamiętajmy, że dzikie zwierzęta zwykle nie oczekują ludzkiej pomocy, zwykle od człowieka stronią i przed nim uciekają, inaczej zachowują się młode i ranne zwierzęta. Jak ocenić czy zwierzę potrzebuje naszej pomocy? Powinniśmy interweniować tylko w przypadku gdy wyraźnie widać, że ma uraz utrudniający czy uniemożliwiający poruszanie się. W pozostałych przypadkach raczej powinniśmy szybko odejść i zostawić je w spokoju – dodaje RDLP.

Ludzie stają się nieświadomymi „kidnaperami”, a gdzie mogą szukać wsparcia?

Wykaz ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt, gdzie można otrzymać wsparcie merytoryczne oraz szukać pomocy dla rannych zwierząt znajduje się na internetowej stronie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Na podstawie informacji nadesłanej przez RDLP w Radomiu, której autorem jest Paweł Kosin z Nadleśnictwa Daleszyce

fot. RDLP w Radomiu