emisje z transportu

Zapłacimy 130 mld za emisje z transportu?

Emisje CO2 z transportu w Polsce stale rosną, a przy braku działań w latach 2020-2030 na zakup uprawnień do tych emisji wydamy 130 mld zł. Będziemy daleko nie tylko od realizacji najbliższych celów unijnych, ale też – w dalszej perspektywie – Porozumienia Paryskiego – alarmuje Instytutu Spraw Obywatelskich (INSPRO), powołując się na raport przygotowany wspólnie z federacją Transport & Environment.

Polska, w ramach unijnego porozumienia o podziale redukcji emisji (ESR), jest zobowiązania do redukcji emisji gazów cieplarnianych z sektorów nieobjętych handlem uprawnieniami do emisji (non-ETS) – podkreśla INSPRO. Instytut wskazuje, że chodzi głównie o budownictwo, transport i rolnictwo. Nasz kraj musi zredukować emisje z sektora non-ETS o 7% w okresie 2020-2030 w porównaniu z 2005 r. Transport jest drugim największym emitentem sektora w Polsce. Raport „Strategie redukcji emisji dla sektora transportu w Polsce” analizuje możliwość realizacji wymaganej redukcji i proponuje działania, które sprzyjają obniżeniu emisji z transportu. Raport został opracowany w ramach Europejskiej Inicjatywy Klimatycznej (EUKI). EUKI jest instrumentem finansowania projektów przez niemieckie Federalne Ministerstwo Środowiska, Ochrony Przyrody i Bezpieczeństwa Jądrowego. Pełen raport jest opublikowany został w języku angielskim, a w języku polskim dostępne jest streszczenia opracowania.

Emisje z transportu rosną

W Polsce w latach 1990-2016 emisje z transportu wzrosły z 22,4 do 56 mln ton ekwiwalentu CO2 i nadal rosną. Gospodarka się rozwija a razem z nią transport. Co za tym idzie rosną również emisje. Większość towarów jest przewożona transportem samochodowym a nie mniej emisyjną koleją. Auta kupujemy głównie używane, wiekowe i tym samym o wysokiej emisji – podkreśla INSPRO.

Instytut zaznacza, że choć cel stojący przed Polską w zakresie ograniczenia emisji z transportu wynosi 7% redukcji w latach 2020-2030, to w rzeczywistości wyzwanie jest większe. Punktem bazowym są bowiem emisje z roku 2005. W odniesieniu do tego samego roku możemy zwiększyć emisje w sektorze do 2020 roku o 14% . W efekcie, jeśli wykorzystamy ten pułap, nasz cel redukcji to ostatecznie 21 punktów procentowych – tłumaczy INSPRO.

Scenariusze przyszłości w zakresie emisji

Raport analizuje cztery scenariusze w zakresie emisji CO2 przez transport. W scenariuszu, w którym nie zostają podjęte żadne działania i nie zostaną wdrożone normy emisji CO2 dla pojazdów proponowane na 2030 r., Polsce zabraknie 47,2 mln ton CO2 redukcji emisji do wyznaczonego na ten rok celu. Oznaczałoby to wydatek 130 mld zł na zakup uprawnień do emisji. Może to spowodować konieczność zakupu nawet 297 mln uprawnień. Przy założeniu, że pozostałe sektory osiągną swój cel, braku elastyczności i cenie uprawnień wynoszącej 100 euro za tonę, koszty mogłyby wynieść nawet 30 mld euro.

Jednak jak zaznacza INSPRO, nawet najbardziej ambitny scenariusz, w którym założono połączenie wielu krajowych działań z wysokimi normami dla pojazdów na poziomie unijnym skutkuje brakiem 19,6 mln ton CO2. Pomimo szczególnie ambitnych założeń, np. osiągnięcia w 2030 r. pułapu sprzedaży nowych samochodów elektrycznych na poziomie 50% i 100% dla autobusów miejskich i znaczącego zwiększenia udziału transportu kolejowego w stosunku do drogowego, pieszego i rowerowego w stosunku do samochodowego.

Może nas czekać słony rachunek do zapłacenia. Ale nie chodzi tylko o pieniądze. Zapłacimy też naszym zdrowiem. Transport zgodny z ideą „tiry na tory” to dziewięć razy mniej emisji CO2 i osiem razy mniej zanieczyszczeń powietrza w porównaniu z samochodowym. Także mniejsze koszty zewnętrzne – utrzymania dróg, utraty zdrowia i życia w wypadkach. Więcej pasażerów w pociągach, a nie w autach ma ten sam skutek. Czy zamiast wydawać w niedalekiej przyszłości pieniądze na zakup uprawnień do emisji, nie powinniśmy już teraz inwestować w lepszy transport? Nic nie robiąc zapłacimy podwójnie. Zapłaci też kolejne pokolenie – komentuje Piotr Skubisz z INSPRO.

Jak zaznacza INSPRO, raport wskazuje, że realizacja celów w ramach non-ETS będzie wyzwaniem. Polska powinna zatem wykorzystać jak najwięcej możliwości, aby zmniejszyć zależność od osiągnięć innych sektorów (szczególnie budownictwa), w celu uzupełnienia przewidywanej luki w redukcji emisji z transportu. W przeciwnym razie konieczne będą jeszcze bardziej ambitne strategie polityczne, w tym systematyczne przyspieszenie przejście sektora transportu elektryfikację i pojazdy o zerowej emisji.

Czy wystawimy naszym dzieciom rachunek oznaczający bankructwo ich życia?

Raport komentuje także Marcin Popkiewicz, m.in. analityk megatrendów. – Opublikowany przez INSPRO raport „Strategie redukcji emisji z sektora transportu w Polsce” stanowi lekturę z jednej strony ciekawą, a z drugiej przerażającą. Jej podsumowaniem jest samotna czerwona kropka polskiego celu redukcji emisji na 2030 rok – leżąca z grubsza na poziomie z 2004 roku. Wszystkie rozważane w raporcie scenariusze – od „biznes jak zwykle” po wdrożenie różnych działań na poziomie krajowym i unijnym – potwornie przestrzeliwują ten cel – nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu ponad dwukrotnie. Tenże najbardziej ambitny scenariusz emisji z transportu drogowego przewiduje, że w 2050 roku (kiedy to globalne emisje CO2 powinny zmaleć do zera) emisje z transportu drogowego w Polsce będą większe niż w ostatniej dekadzie! W mniej „ambitnych” scenariuszach jest jeszcze gorzej – stwierdza Marcin Popkiewicz.

emisje z transportu

Grafika komentowana przez Marcina Popkiewicza. rys. INSPRO

Cóż mogę powiedzieć – wszystkie te scenariusze odbieram jako scenariusze „biznes jak zwykle”, ograniczone myśleniem, które prowadzi nas do katastrofy – widzą świat jako kontynuację dotychczasowych trendów świata rosnącej konsumpcji. Autorom raportu (zresztą nie tylko im) łatwiej chyba wyobrazić sobie koniec świata niż koniec dotychczasowych trendów gospodarczo-energetycznych. Jeśli chcemy zachować naszą planetę jako miejsce nadające się do zamieszkania, bezpieczne (i z działającą gospodarką!) musimy odwrócić pytanie i założenia myślenia – punktem wyjścia powinno być nie myślenie, co można zrobić, żeby dalej robić to co dotychczas z ewentualnymi drobnymi zmianami w ramach dotychczasowego systemu gospodarczo-energetycznego, lecz „przytulenie samotnej czerwonej kropki” celu redukcji emisji przez zadanie pytania – co musimy zrobić, żeby zredukować emisje w wymaganym tempie. Jeśli nie chcemy przekazać rachunku za naszą imprezę naszym dzieciom (prawdopodobnie w wysokości oznaczającej bankructwo ich życia), musimy zbudzić się z otumaniającego nas stanu myślenia w kategoriach biznes-jak-zwykle – dodaje analityk megatrendów.

Na podstawie informacji nadesłanej przez INSPRO

fot. sozosfera.pl

 

reklama

partner medialny