projekt z unijnym dofinansowaniem efekt ekologiczny

Projekt z unijnym dofinansowaniem? Trzeba pamiętać o efekcie ekologicznym!

Rozmowa z Aleksandrem Kozłowskim

W październiku ubiegłego roku w Krośnie Odrzańskim oficjalnie zakończono wielomilionowy projekt wodno-ściekowy, o realizację którego rozpoczęto starania dekadę lat temu. Jakie bariery stanęły na drodze wykonania tego przedsięwzięcia?

Patrząc na doświadczenia w dziedzinie inwestycji gospodarki wodno-ściekowej z perspektywy Krosna Odrzańskiego, trzeba zauważyć jedną rzecz: ta Gmina już w 2004 r. rozpoczęła walkę o uporządkowanie gospodarki wodociągowo-kanalizacyjnej. Ale projekt z tym związany udało się sfinalizować dopiero po 11 latach. Dlaczego? Mam wrażenie, że przez długi czas wszystkich satysfakcjonowało, że podjęto pewne decyzje w tym obszarze i opracowywano stosowną dokumentację. Co z tego jednak, jeśli w rzeczywistości nikt nie przyjrzał się kryteriom naboru wniosków o dofinansowanie tego typu przedsięwzięć. A dokładna znajomość uwarunkowań danej osi priorytetowej, danego konkursu jest niezbędna, by móc ubiegać się o dotację ze środków unijnych. Należało zatem stworzyć wniosek w taki sposób, żeby wpasował się w wymagane kryteria. Inaczej mówiąc, jest to swoista „sprytna gra” o maksymalną liczbę punktów. Niestety, przez szereg lat lokalni decydenci wydawali się nie zauważać, że tu właśnie chodzi o wpisanie się w uwarunkowania konkursu i zdobycie możliwie największej liczby punktów. Nikt się nie zastanawiał, dlaczego wszystkim gminom wokół się powiodło, dostały wsparcie, już budują nowe sieci wodociągowe i kanalizacyjne, a nasze miasto trwa w tej „poczekalni” na ostatnim miejscu listy rezerwowej. Przecież Krosno Odrzańskie nie odstawało od średniej wojewódzkiej, a zatem należało szukać błędów u siebie.

Nowo wybrane w końcu roku 2010 władze miasta spowodowały zmianę podejścia do tego tematu. Powierzono mi zadanie wprowadzenia na ścieżkę realizacyjną tej inwestycji. Dokładna analiza posiadanej dokumentacji doprowadziła do tego, że złożyliśmy nową wersję wniosku, która wreszcie umożliwiła nam przebrnięcie oceny formalnej i oceny merytorycznej drugiego stopnia. W końcu zakwalifikowano Krosno do „rozgrywek”. Pamiętam jak dziś, że należało uzyskać co najmniej 36 punktów, a nam udało się zdobyć… 36,01. Ta jedna setna wystarczyła, byśmy znaleźliśmy się na liście podstawowej projektów, które zyskały dofinansowanie unijne.

aleksander kozłowski wywiad

W efekcie, 8 marca 2012 r. podpisaliśmy umowę dotacyjną dla przedsięwzięcia pn. „Uporządkowanie gospodarki ściekowej w aglomeracji Krosno Odrzańskiej – etap I”. Nasza aglomeracja obejmowała obszar należący do pięciu gmin z powiatu krośnieńskiego. Oznaczało to nie tylko współdziałanie tych samorządów przy realizacji ww. zadania, ale również jego współfinansowanie oraz współodpowiedzialność za pomyślne zakończenie inwestycji. Kiedy Krosnu Odrzańskiemu jako beneficjentowi jako gminie wiodącej w tej aglomeracji – udało się ulokować projekt na ścieżce inwestycyjnej, okazało się, że oczekiwania pozostałych gmin były zgoła inne – „to Krosno wystąpiło z wnioskiem, Krosno budowało aglomerację, więc teraz Krosno powinno wyłożyć środki, bo my ich po prostu nie mamy”. To było, oczywiście, nie do przyjęcia. Zresztą uświadomiliśmy zarówno sobie, jak i pozostałym gminom, że wyznaczenie aglomeracji w takim kształcie nie ma sensu, gdyż żadną miarą nie udałoby się osiągnąć wskaźnika 120 mieszkańców na kilometr budowanej sieci. Budowa sieci kanalizacyjnej na tak rozproszonym obszarze byłaby po prostu nieopłacalna ekonomicznie. Stąd na bazie konsensusu, ale też w interesie gmin ościennych, doszliśmy do wniosku, że wyjściem z sytuacji jest zmniejszenie naszej aglomeracji, praktycznie ograniczając ją jedynie do prawobrzeżnej części gminy Krosno Odrzańskie. Wobec powyższego ta aglomeracja już nie jest pięciogminna, ale wszystkie wskaźniki, które były zapisane w umowie, zostały zachowane. Zadbaliśmy też o to, żeby wszystkie przedsięwzięcia, które mieściły się w tym etapie inwestycji, dotyczyły zmniejszonej aglomeracji. Czyli pozostawaliśmy w zgodzie ze sformułowaniami we wniosku. Oczywiście, zrobiliśmy to za zgodą jednostki dofinansowującej – Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Również w zgodzie z prawem i przy współpracy ze służbami Wojewody, Marszałka i Sejmiku poprowadziliśmy proces zmiany granic aglomeracji i stosownych zapisów w KPOŚK-u.

Czy oprócz właściwego czytania prerogatyw danego konkursu są jeszcze jakieś kwestie, o których powinni pamiętać inwestorzy?
Oczywiście. Na przykład zlecając zewnętrznej firmie przygotowanie dokumentacji, warto pamiętać o tym, że należy dokładnie wczytać się w zaproponowane przez nią zapisy i nie przyjmować bezkrytyczne tych opracowań. Bo jeśli dokumentacja nie będzie przystawała do rzeczywistości, tylko zostanie przygotowana na zasadzie: „kopiuj – wklej”, to dla inwestora oznacza to mniej punktów przy ocenie wniosku, a czasem nawet pozbawienie go możliwości wpisania na listę zadań, które mogą uzyskać dofinansowanie. My uczyliśmy się na błędach. Nasze studium wykonalności przygotowała firma z Krakowa. Czytając to opracowanie, zastanawiałem się, czy ktoś tu nie pomylił Krosna Odrzańskiego z Krosnem z województwa podkarpackiego! W rzeczywistości ważna jest bowiem znajomość zagadnień lokalnych i sieci w konkretnej gminie z praktyki i wizji lokalnej, a nie z perspektywy np. krakowskiego biurka.

Co więcej, zanim zdecydujemy się na prowadzenie inwestycji, musimy mieć dokładne rozeznanie co do właścicieli i przynależności działek. Wydawałoby się, że Gmina powinna mieć takie rzeczy sprawdzone. W naszym przypadku okazało się, że tak nie jest: np. jedna z pompowni została w planach zlokalizowana na działce należącej do przedszkola, bo wcześniej nie było to domówione. Oczywiście, te wszystkie sprawy w toku procesu inwestycyjnego „prostowaliśmy”, ale gdyby dokumentacja była sporządzona rzetelnie, to kwestie te nie zaprzątałyby nam głowy podczas realizacji przedsięwzięcia.

A jak było z szacowaniem kosztów inwestycyjnych, rozliczeń poszczególnych zadań i współpracy z firmami wykonawczymi? Czy to nastręczało trudności?
Założyliśmy pewne koszty inwestycyjne tego projektu, ale w odniesieniu do kosztorysu inwestorskiego w wyniku rozstrzygniętego przetargu osiągnęliśmy oszczędności. Zazwyczaj oszczędności te sięgają wskaźnik 0,7 wartości kosztorysu, ale w naszym przypadku było to aż 0,4, co było podejrzane, bo oznaczało przeszacowanie kosztorysu. Obawialiśmy się nawet, że tak niska cena za wykonanie zadania przełoży się później na mierną jakość zrealizowanych prac. A przecież to wszystko musi właściwie funkcjonować, służyć ludziom! Logika i odpowiedzialność za nasze decyzje nakazały nam sprawdzenie firmy, która wygrała przetarg. Zrobiliśmy więc rozeznanie w całej Polsce i potwierdzono, że jest to podmiot rzetelny. Dzisiaj wykonawca inwestycji przyznaje, że nie zarobił na tym kontrakcie ani grosza. Natomiast jesteśmy przekonani, że prace zostały wykonane fachowo, gdyż wszystkie parametry techniczne zostały osiągnięte.

Ale wracając do oszczędności: zgodnie z zasadami, tylko 40% z przyznanej nam dotacji powinno  być postawione do naszej dyspozycji, a 60% powinniśmy zwrócić. A szkoda byłoby, tym bardziej, że zakres prowadzonych prac kanalizacyjnych nie wypełniał wszystkich oczekiwań czy możliwości inwestycyjnych i rozwoju sieci, a tylko najistotniejszą ich część. W związku z powyższym rozpoczęliśmy starania o możliwość „włożenia” w to miejsce następnych zadań, do wysokości tych deklarowanych na początku i przydzielonych nam do wykorzystania. I w ten sposób nasze przedsięwzięcie rozrosło się aż do 20 zadań inwestycyjnych, potwierdzonych w sześciu wykonanych aneksach do umowy. Generalnie zrealizowaliśmy inwestycje o wartości ponad 60 mln zł, tj. o ponad 5 mln zł więcej niż przyznana nam pierwotnie kwota. To jest też wskazówka dla tych, którzy będą prowadzili własne projekty: zawsze należy być rzetelnym, gdyż dotychczasową realizacją zyskuje się zaufanie solidnego inwestora czy partnera, który jeżeli pisze, że coś zostanie zrobione w czerwcu, to działa tak, żeby to było zrobione w czerwcu, i ma wymagane dokumenty potwierdzające wykonanie prac w terminie. Inaczej mówiąc, nie podpisuje się kontraktów „w ciemno”. To zresztą jest też dużo bezpieczniej dla kierującego funduszami – podpisać aneks na rozszerzenie ze sprawdzonym inwestorem w 17 innych pozycjach niż ryzykować czasowo i kwotowo realizację dużego zadania z kimś, kto pierwszy raz występuje lub ma problemy z tym, co aktualnie robi. A więc rzetelność i precyzja w prowadzeniu procesu inwestycyjnego jest tutaj bardzo istotna.

Jeśli chodzi o współpracę z firmami zewnętrznymi, to na pewno na linii inwestor – wykonawca potrzebne jest zaufanie. Jednak trzeba pamiętać, że firma wykonawcza – jeśli tylko będzie mogła – zawsze nas „skręci”, żeby zwiększyć swój zysk. Stąd tak istotna jest kontrola. Do końca 2015 r. funkcjonowała u nas Jednostka Realizująca Projekt. Są to doświadczeni fachowcy, zatrudnieni tylko na czas trwania inwestycji. Oni nadzorują sprawy zarówno techniczne, jak i rozliczeniowe. Oprócz tego przy każdym zadaniu organizujemy przetarg na Inżyniera Kontraktu, który akceptuje dane partie materiałowe na podstawie dokumentacji i własnych doświadczeń. W tym zakresie mieliśmy różne „przygody”, łącznie z tym, że musieliśmy się rozstać z jednym z Inżynierów Kontraktu. Taka osoba jest arbitrem w różnych sprawach i „narzędziem” bezpieczeństwa technicznego w wielu kwestiach, a zatem trzeba badać jego relacje z wykonawcą i być czujnym.

Z punktu widzenia prowadzenia procesów inwestycyjnych, niewątpliwie istotną rzeczą jest rzetelność w zakresie rozliczeń i pilnowanie harmonogramów rzeczowo-finansowych. Nie wszystko jednak zależy od inwestora. Na wiele rzeczy ma wpływ przedłożony i przyjęty harmonogram – trzeba go tak ułożyć, aby móc rozliczać zadania już zrealizowane. Nie można doprowadzić do sytuacji, w której mamy np. 15 rozpoczętych inwestycji w ramach jednego projektu, a żadnej z nich nie można rozliczyć. To utrudnia życie nie tylko zamawiającemu, ale przede wszystkim wykonawcy – choćby w zakresie wcześniejszych płatności.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której wielu inwestorów zupełnie zapomina: pochodzące z dofinansowania pieniądze służą rozwiązaniu jakiegoś konkretnego problemu. Nie można więc ich traktować na zasadzie: „to mi się należy”, bezmyślnie je wydając. Musimy mieć cały czas na uwadze efekt ekologiczny, który trzeba osiągnąć. Wchodzimy właśnie w nową perspektywę finansową 2014-2020. To rozdanie na pewno będzie obciążone doświadczeniami z minionych perspektyw 2006-2007 i 2007-2013. A w Polsce istnieją przykłady przedsięwzięć, które pozostawiają wiele do życzenia w zakresie zlekceważenia albo nierozliczenia efektu ekologicznego. I „za chwilę” znowu będziemy podnosili larum, że „Unia się czepia”. Dlatego musimy pamiętać o rozliczeniach jako wyznaczniku naszej rzetelności, o dokładności harmonogramów rzeczowo-finansowych oraz o wypracowaniu efektu ekologicznego, z którego przyjdzie się kiedyś rozliczyć. Niesprostanie tym wymogom grozi albo korektą finansową, albo cofnięciem dotacji, a nawet karami.

Co udało się osiągnąć dzięki realizacji tak potężnego zadania inwestycyjnego?
Efekty są wielorakie. Najistotniejszy to wygoda mieszkańców. Bo przecież nie robimy tych inwestycji po to, żeby się nimi chwalić, tylko po to, żeby służyły ludziom. Taki jest sens i cel naszych działań. Dzięki realizacji przedsięwzięcia mieszkańcy całej prawej strony gminy Krosno Odrzańskie, czyli ponad 10 miejscowości, mają możliwość podłączenia się do kanalizacji zbiorczej, a korzystanie z takiej sieci jest trzy razy tańsze niż opróżnianie zbiorników bezodpływowych czy przydomowych oczyszczalni.

Ale to nie wszystko: mieszkańcy dziewięciu miejscowości sołeckich na lewobrzeżnej części gminy, a zatem tej nieobjętej realizacją części kanalizacyjnej naszego projektu, mają wspólny wodociąg, oparty na dobrze funkcjonującej Stacji Uzdatniania Wody w Wężyskach. Co więcej – wreszcie wszystkie miejscowości mają dostęp do bieżącej wody, a przed realizacją przedsięwzięcia nie wszyscy mieszkańcy posiadali wodę w kranach, co wydaje się ewenementem w skali kraju, że tak prozaiczna potrzeba, jaką jest bieżąca woda, była dla ludzi niedostępna. Dołączyliśmy zatem do grona samorządów, które mają uregulowaną gospodarkę wodno-ściekową, i nie grożą nam już kary unijne za nieosiąganie odpowiednich parametrów jakości wody czy oczyszczania ścieków. W tej chwili mogę z dumą podkreślić, że dostęp do bieżącej wody z gminnej sieci ma 100% mieszkańców, a jeśli chodzi o sieć kanalizacyjną w aglomeracji, to może z niej korzystać ponad 97% mieszkańców.

Jest jeszcze trzecia, niewątpliwa korzyść w postaci zabezpieczenia podstawowych mediów i parametrów proinwestycyjnych w gminie. Jeżeli dysponujemy zwartą siecią wodociągową, zdolną do przyjęcia zwiększonej liczby odbiorców, posiadamy dobrą parametrycznie i „skrojoną na miarę”, a do tego z możliwościami zwiększenia przepustowości oczyszczalni ścieków, chętniej przyjdą tu potencjalni inwestorzy. Bo ta lokalizacja staje się dla nich atrakcyjna.

Nasza spółka to dowód na to, że można być firmą komunalną, pracującą w warunkach rynkowych, która chce i potrafi realizować wielomilionowe inwestycje. Oprócz budowy nowych obiektów staramy się także nie dopuszczać do dekapitalizacji majątku. Czyli na co dzień, na ile pozwalają nam możliwości, zajmujemy się odtwarzaniem sieci, ich naprawą, remontami, po to, aby ten majątek służył przez długie lata. Nie ma bowiem nic gorszego niż działanie na zasadzie: „tu i teraz”. A „jutro”, kiedy nas już tu nie będzie, niech się sypie. W działaniach musi być dużo profilaktyki, logiki w dbałości o stan sieci, o majątek Spółki – tak robi dobry gospodarz.

Krośnieńskie Wodociągi zajęły się również modernizacją oczyszczalni ścieków…
Od początku mieliśmy świadomość, że rozszerzanie projektu o modernizację oczyszczalni ścieków i uznanie tego za rzecz godną dofinansowania będzie możliwe tylko wówczas, jeśli przedsięwzięcie to rozwiąże problem, z którym mierzą się wszystkie tego typu obiekty w Polsce, a mianowicie problem zagospodarowania osadów ściekowych. Na dobrą sprawę w małych gminach nikt nie radzi sobie z osadami ściekowymi. W wielu przypadkach stosowane są tylko półśrodki, polegające choćby na wywożeniu osadów na pola. W Europie prowadzona jest termiczna obróbka osadów, jednak w Polsce mogłyby sobie na to pozwolić jedynie duże miasta. To jest pieśń przyszłości. A budowanie spalarni dla Krosna Odrzańskiego jest bezsensowne, trzeba bowiem mierzyć siły na zamiary. W takim stanie rzeczy pozostało inne rozwiązanie, czyli przyrodnicze wykorzystanie osadów ściekowych. Poszukiwaliśmy technologii, która będzie prosta w obsłudze, nieuciążliwa technologicznie i dająca jak największe pole manewru w zakresie przeznaczenia produktu końcowego. Zdecydowaliśmy się na technologią związaną z wapnowaniem. Tym bardziej, że w polskim rolnictwie, nie wiedzieć, dlaczego, odchodzi się od wapna – i zaraz nam to „wyjdzie bokiem”. I ta propozycja znalazła uznanie w NFOŚiGW.

Teraz, na bazie tak zmodernizowanej oczyszczalni, nie pozostaje nam nic innego jak pójść dalej. Podpisaliśmy już list intencyjny i pierwsze porozumienia z Uniwersytetem Zielonogórskim, a dokładnie z Wydziałem Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska. Chcemy bowiem wspólnie wejść w projekty, na które moglibyśmy pozyskać wsparcie z programów innowacyjnych. Na bazie naszych technologii chcielibyśmy produkować receptury i formuły osadu. Chodzi nam o możliwe jak najszersze wykorzystywanie tego osadu mieszanego z wapnem – w szkółkach leśnych, do rekultywacji hałd, na tereny zieleni, do rekultywacji terenów zdegradowanych czy pod uprawę roślin niejadalnych. Nie wykluczam też produkcji nawozu z osadu ściekowego. Czy jednak obierzemy ten kierunek, będę w stanie odpowiedzieć na bazie doświadczeń za rok lub dwa. Od strony parametrów pójdziemy jak najdalej, ale czy prawo będzie nam sprzyjało? Tego dziś nie wiem. Ale to perspektywa 2014-2020.

Zaczął Pan mówić o planach na przyszłość. Jakie są jeszcze inne zamiary Spółki?
Na początek warto zaznaczyć, że mamy stosunkowo do innych lubuskich gmin niewspółmiernie wysokie koszty eksploatacyjne. Krosno Odrzańskie jest położone na terenie pagórkowatym, co oznacza, że zarówno wodę, jak i ścieki trzeba tłoczyć. W tej chwili mamy aż 56 pompownie ścieków. I wszystkie te urządzenia trzeba obsłużyć. A do pracy pomp potrzebna jest energia. Przy rocznym obrocie naszej Spółki na poziomie ok. 6 mln zł niemal 10% kosztów stanowi zakup energii, a teraz, po zakończeniu tego dużego projektu, przy zwiększonych mocach, zapewne koszty te sięgną 15%. Tego nie można nie zauważyć. Stąd też postanowiliśmy zainwestować w elektrownie fotowoltaiczne. Nawet mamy wytypowane trzy obiekty, na których zlokalizowalibyśmy panele: oczyszczalnię ścieków, hydrofornię „Parkowa” i SUW Wężyska. Aktualnie dla tej ostatniej lokalizacji przygotowujemy projekt na montaż instalacji. Chcemy więc produkować energię na własne potrzeby, odchodząc od jej zakupu. W przypadku hydroforni wyliczyliśmy, że będziemy mieli nadwyżkę w produkcji energii. Zaproponujemy więc lokalnym władzom, aby tę energię wykorzystały do obsługi będącego nieopodal obiektu Urzędu Miasta i Gminy. To wszystko w perspektywie 2014-2020. Nie wykluczam też docelowego wejścia w projekty związane z odczytem zdalnym elektronicznym i z modernizacją sieci w ten sposób, żeby doprowadzić do rozdzielenia sieci sanitarnej od deszczowej. Póki co, uważam, że Krośnieńskie Przedsiębiorstwo Wodociągowo-Kanalizacyjnego wykonało olbrzymi skok w ciągu ostatnich kilku lat. Nie oznacza to, że nie widzimy dalszych potrzeb. I nie chodzi tu absolutnie o realizację czyichś ambicji, a raczej o to, by krośnianie mieli bezpieczne dostawy wody i bezpieczne odprowadzanie ścieków.

Dziękujemy za rozmowę.
Rozmawiali Katarzyna Terek i Piotr Strzyżyński

fot. 2 x KPWK

Katarzyna Terek

Katarzyna Terek

redaktor portalu sozosfera.pl
e-mail: katarzyna.terek@sozosfera.pl

Piotr Strzyżyński

Piotr Strzyżyński

Absolwent kierunku geografia (specjalność kształtowanie i ochrona środowiska) na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przez długi czas współredagujący, a następnie prowadzący miesięcznik pt. „Przegląd Komunalny”. Obecnie osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, z głównym jej przejawem – portalem sozosfera.pl.
e-mail: piotr.strzyzynski@sozosfera.pl