ochrona środowiska Krosno Odrzańskie

Ochrona środowiska? Nie boimy się wyzwań!

Rozmowa z Markiem Cebulą

W 2010 r. został Pan burmistrzem Krosna Odrzańskiego, przyjmując na swoje barki odpowiedzialność za rozwój gminy, również w aspekcie środowiskowym. Z czym musiał się Pan zmierzyć?

Władze Krosna Odrzańskiego już wiele lat temu podjęły decyzję o tym, że będzie realizowany projekt związany z oczyszczaniem ścieków komunalnych. Chylę przed moimi poprzednikami czoła. Bo to pierwszy burmistrz tego miasta zadecydował, że będzie tu budowana oczyszczalnia ścieków. Nic dziwnego, pamiętam jeszcze Odrę, kiedy poruszało się nią wiele barek i ścieki komunalne bezpośrednio trafiały do rzeki, bez żadnego nawet podczyszczania. Projekt rodził się w wielkich bólach. Kiedy zostałem burmistrzem, stwierdziłem, że priorytetem gminy musi być uporządkowanie gospodarki wodno-ściekowej. Choćby dlatego, że nasza gmina ma sporo walorów turystycznych, związanych nie tylko z rzeką, ale również z wieloma jeziorami.

Miałem świadomość, że prędzej czy później nadejdzie 2015 r., kiedy – będąc w gronie 1600 aglomeracji w Polsce, objętych Krajowym Programem Oczyszczania Ścieków Komunalnych – powinniśmy mieć podłączonych mieszkańców do kanalizacji zbiorczej. Tymczasem byliśmy w „ciemnym lesie”, znajdowaliśmy się bowiem z naszym projektem pn. „Uporządkowanie gospodarki ściekowej w aglomeracji Krosno Odrzańskie – etap I” na ostatnim miejscu listy rezerwowej przedsięwzięć zakwalifikowanych do wsparcia unijnego, a tylko 57% użytkowników było podłączonych do zbiorczej kanalizacji, co więcej, mieliśmy nawet mieszkańców, którzy nie mieli dostępu do bieżącej wody.

burmistrz Marek Cebula

Stąd w 2011 r. podjąłem decyzję o powołaniu pana Aleksandra Kozłowskiego na prezesa Krośnieńskiego Przedsiębiorstwa Wodociągowo-Kanalizacyjnego (KPWK – red.), przedstawiając mu priorytety: uporządkowanie gospodarki wodno-ściekowej. Jest to człowiek z ogromnym doświadczeniem, wcześniej był on m.in. prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochron Środowiska i Gospodarki Wodnej w Zielonej Górze. W efekcie jego starań i naszej wspólnej determinacji z ostatniego miejsca listy rezerwowej Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej trafiliśmy na listę podstawową i podpisaliśmy kontrakt na ponad 55 mln zł, z czego dotacja ze środków POIŚ-u stanowiła blisko 30 mln zł. W sumie inwestycja obejmowała realizację pięciu zadań. Co więcej, okazało się, że po rozstrzygnięciu przetargów pojawiły się oszczędności, które – po uzgodnieniu z NFOŚiGW – przeznaczyliśmy na dalsze działania w ramach tego samego projektu. Doprowadziliśmy do sytuacji, w której nasza lista pięciu zadań, wchodzących w skład przedsięwzięcia, zwiększyła się do 20! To jest, według mnie, fenomen, za który otrzymaliśmy „Ekolaur” w konkursie organizowanym przez Polską Izbę Ekologii. Dodatkowo luka finansowa wyniosła w tej inwestycji 84,58% na 85% możliwych, czyli w zasadzie idealnie wykorzystaliśmy możliwe do pozyskania środki. Ktoś powie, że to nie jest takie istotne. Przeciwnie, to jest ważne! W samorządzie liczy się każda złotówka. Zrealizowaliśmy największe zadanie inwestycyjne w historii Krosna Odrzańskiego na ponad 60 mln zł, przy rocznym budżecie tej Gminy na poziomie 50-55 mln zł. Nigdy nie udałoby się nam wykonać 60-milionowej inwestycji ze środków własnych. To po prostu niemożliwe, gdyż przy „dobrych wiatrach” wydajemy w skali roku na projekty maksymalnie 8-9 mln zł, jeśli są jakieś możliwości dofinansowania.

Czy łatwo było przekonać mieszkańców do tego przedsięwzięcia? Realizacja poszczególnych zadań z pewnością odbiła się nie tylko na dyskomforcie związanym z prowadzonymi robotami, ale również na ich kieszeni…

Na początek trzeba sobie jasno powiedzieć, że ekologia, rozwiązania służące ochronie środowiska muszą kosztować. I wydaje mi się, że temat ten jest drugorzędny. Wolę, aby mieszkańcy płacili nieco więcej za kanalizację, ale z ich kranów leciała czysta woda, a dzieci czy wnuki mogły korzystać z czystych akwenów, niż gdyby mieli partycypować w spłacaniu kar środowiskowych, nałożonych przez Unię Europejską na te gminy, które nie poradziły sobie z uporządkowaniem gospodarki wodno-ściekowej. Ponadto chciałbym, żebyśmy na ekologię spojrzeli przez pryzmat małego samorządu. Bo Odra nigdy nie byłaby rzeką w pierwszej klasie czystości, gdyby te małe samorządy nie zaczęły porządkować u siebie gospodarki wodno-ściekowej. A to jest zazwyczaj ogromny wysiłek – i organizacyjny, i finansowy. Okazuje się bowiem, że kanalizacja w wielu gospodarstwach domowych jest wykonana jeszcze w starych technologiach, gdzie zawartość szamb przelewa się systemem rur do cieków wodnych. Te tereny do 1945 r. były terenami niemieckimi, a nowi ich mieszkańcy skorzystali z tego, co zostało przygotowane wtedy przez Niemców. Na tamte czasy była to nowoczesna gospodarka ściekowa: funkcjonowały zbiorniki przelewowe z odstojnikami. Mimo tego nieoczyszczony ściek i tak trafiał do cieku, tyle że był po sedymentacji. My musimy uświadamiać mieszkańcom, jaka jest droga ścieku. Bo ludzie tego nie wiedzą. To naszą rolą, samorządowców, jest dotarcie do tych osób. Stąd w jednej miejscowości zaprezentowaliśmy mieszkańcom schematycznie drogę ścieku od ich domu do jeziora, w którym łowią ryby, w którym się kąpią. I dopiero wtedy pewne rzeczy do nich dotarły, uświadomili sobie, jak wielkie mogą stworzyć zagrożenie. Czasem tam, gdzie świadomość ekologiczna jest bardzo niska, trzeba pokazać tego typu obrazek, zadziałać na wyobraźnię. Dzięki temu lokalna społeczność doszła do wniosku, że ta kanalizacja zbiorcza jest wręcz niezbędna.

Dlatego jeszcze raz podkreślę rolę tego, co się dzieje w małych samorządach. Przecież Odra „zbiera” po drodze wszystko, co przyniosą z obszaru gmin w tym regionie inne, pomniejsze cieki wodne. A Odra wpływa do Bałtyku, więc te projekty wodno-ściekowe, realizowane w małych samorządach, urastają do wydarzeń epokowych.

Co udało się zrobić w ramach tego przedsięwzięcia?

Zrealizowaliśmy projekt, na którym zyskali przede wszystkim mieszkańcy oraz środowisko. Standard życia poprawił się, dzięki wymianie starej sieci wodociągowo-kanalizacyjnej na nową, skanalizowaniu terenów, które do tej pory nie były podłączone do sieci, zlikwidowane zostały stare, wysłużone obiekty – powstało za to mnóstwo nowych, zmniejszono straty wody, dokonano zakupu sprzętu, zmodernizowano oczyszczalnię ścieków oraz wprowadzono nowoczesny system informatyczny. Wstąpiliśmy zatem do elitarnego grona gmin z nowoczesną infrastrukturą wodociągowo-kanalizacyjną. W wyniku realizacji tego przedsięwzięcia dostęp do sieci wodociągowej i dobrej jakości wody pitnej uzyskali już wszyscy mieszkańcy naszej gminy.

Dzisiaj mamy jedno z najnowocześniejszych przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych w województwie. Sądzę, że w skali kraju również będzie się ono wyróżniało, ponieważ przy okazji tego zadania inwestycyjnego poradziliśmy sobie z problemem, który zazwyczaj jest przemilczany w temacie ścieków, czyli z osadem. Aktualnie, kiedy realizacja tej inwestycji już się zakończyła, nawiązaliśmy współpracę z Uniwersytetem Zielonogórskim w zakresie badania osadu ściekowego, który jest uszlachetniany. Być może uda się nam stworzyć produkt, a nie odpad, który będzie mógł być w różny sposób zagospodarowywany.

Ponadto KPWK wdrożyło system elektronicznej wizualizacji sieci GIS, a dostęp do tych informacji umożliwia każdemu nasza strona internetowa.

Na potrzeby oczyszczalni został zakupiony również spektrometr umożliwiający prowadzenie stałego monitoringu osadów ściekowych w zakresie ich składu oraz przydatności do przyrodniczego zagospodarowania.

Aby każdy mieszkaniec gminy mógł mieć zapewniony stały dostęp do wody o odpowiednim ciśnieniu, a także wysokich parametrach jakościowych, KPWK dostosowało do rozbudowanego systemu zaopatrzenia w wodę Hydrofornię. Na obiekcie tym utworzona została centralna dyspozytornia systemu zaopatrzenia w wodę, która pełni funkcję pogotowia wodociągowego.

Dla mnie ten projekt jest wydarzeniem epokowym, którego nie da rady nie zauważyć.

Gospodarka wodno-ściekowa to tylko jeden obszar prośrodowiskowych działań lokalnych władz. A co z jakością powietrza? Czy gmina ma w tym zakresie problemy?

Raczej nie. Już w 1945 r., „za Niemca”, był tutaj gaz ziemny, którym zasilano budynki. Po wojnie, co prawda, gaz już nie był dostarczany, ale po 2000 r. rozpoczęło się ponowne gazyfikowanie gminy i większość budynków podłączono do tej sieci, zwłaszcza jeśli chodzi o prywatne gospodarstwa domowe. Nasze gminne obiekty są ogrzewane na tyle nowocześnie, że nie możemy uzyskać dofinansowania na termomodernizację budynków. I to jest nasz problem. Mamy też opracowany plan gospodarki niskoemisyjnej, bo on jest wymagany przy ewentualnym wnioskowaniu o pieniądze w kolejnej perspektywie finansowej.

Oprócz tego obecnie opracowujemy strategię rozwoju Gminy, w której duży nacisk kładziemy na promowanie Krosna Odrzańskiego jako „ekogminy”. Pamiętajmy, że gmina jest w ok. 50% zalesiona i ma dużo terenów rekreacyjnych, a kiedyś – jeszcze przed wojną – Krosno Odrzańskie stanowiło tereny wypoczynkowe dla mieszkańców Berlina. Chcemy zatem powrócić do tych tradycji, a także zmotywować do aktywności w tym obszarze lokalne grupy działania. Już teraz myślimy o realizacji projektów skierowanych na tereny wiejskie, aby np. rewitalizować je w zakresie upraw winorośli i zdrowej żywności. Idąc w tym kierunku, będziemy też wdrażali przedsięwzięcia, które będą skupiały się wokół spraw związanych z rybołówstwem i hodowlą ryb.

Chcemy również, aby nasza młodzież była wyedukowana w tym zakresie. Mamy już też przygotowane, wspólnie z Nadleśnictwem, ścieżki edukacyjne. W naszych planach jest ponadto budowa wież widokowych. Chcemy pokazywać mieszkańcom i turystom, jak nasza gmina funkcjonuje w zakresie szeroko pojętej ochrony środowiska. To ma być nasz produkt. To się, oczywiście, rozwija wielopłaszczyznowo. Moi poprzednicy doprowadzili do tego, że w Krośnie powstał port rzeczny, dzięki czemu dzisiaj możliwe są rejsy dwoma statkami turystycznymi. A to również sprawy ekologiczne: pokazujemy bowiem tym, którzy tutaj mieszkają i którzy nas odwiedzają, gminę od strony rzeki. A ona wygląda bardzo dziewiczo. Z przyjemnością patrzę na wyprowadzoną z oczyszczalni ścieków w Krośnie Odrzańskim rurę, z której wypływa woda zdatna do celów gospodarczych, bo tak jest oczyszczona. Przepływamy obok tej rury, tłumacząc, że jest to jedyny w okolicy ściek, który wpływa do rzeki. To ma działać na wzrost świadomości ekologicznej. Jeśli zabieramy wycieczki szkolne na statek, to mówimy im: „zobaczcie tę czystą wodę, to nie jest ta sama woda, którą wylewacie u siebie w domach do kanalizacji”.

Kwestia edukacji ekologicznej lokalnej społeczności jest dla Pana niezwykle istotna. Wspomniał Pan o uświadamianiu mieszkańców w zakresie potrzeby prowadzenia inwestycji wodno-ściekowych. A inne obszary, np. gospodarka odpadami?

Nagłaśniamy sprawy związane z wyrzucaniem śmieci do lasu. „Dzikie wysypiska” to była u nas plaga. Szukaliśmy zatem sojuszników w tej walce z nielegalnym deponowaniem odpadów. Zaczęliśmy więc edukować sołtysów. I to był strzał w dziesiątkę. Dziś nasi sołtysi to prawdziwi wojownicy, jeśli chodzi o czystość naszych okolic. Oni po prostu bezwzględnie ścigają wszystkich, którzy śmiecą. Nawet jadąc samochodem, obserwują przydrożne rowy i skraj lasu, a kiedy zobaczą porzucone śmieci, potrafią się zatrzymać i przeszukać je, żeby „po nitce do kłębka” dojść, kto to wyrzucił.

Prowadzimy też akcje sprzątania gminy wraz z dziećmi, zapewniając im rękawiczki i worki. Ale nie tylko one sprzątają. W inicjatywę tę włączają się również władze samorządowe oraz przedstawiciele lokalnych instytucji. I podczas tych prac także edukujemy. Pokazujemy dzieciom odpady, które zalegają np. w lesie od dziesiątków lat. Te śmieci, owszem, zarastają, ale nie znikają. Tłumaczymy wówczas, że wyrzucony do lasu akumulator może narobić wielu szkód w środowisku. Jeśli zawarty w nim kwas się wyleje, to my go „odbierzemy” w naszym pomidorze czy ogórku, bo to z ciekami podziemnymi spłynie do naszych ogródków czy do jezior, w których się kąpiemy. Organizujemy też, przy współudziale Nadleśnictwa, rajdy rowerowe dla dzieci, zakończone piknikiem w lesie, przy ognisku z kiełbaskami. Uczymy to młode pokolenie, mówiąc, że trzeba mieć na takie coś pozwolenie, a przy okazji leśnicy pokazują dzieciom tropy zwierząt, grzyby, ekologiczną literaturę. Robimy też projekty dla przedszkoli, a zatem zaczynamy tę edukację już na tym szczeblu. Mało tego: idee ekologiczne przemycamy nawet w inicjatywach, które są związane z historią tych ziem. Ostatnio przeszukiwaliśmy poligon pod kątem obozu z pierwszej wojny światowej. Eksploratorzy wyciągają z ziemi wiele przedmiotów. I my tam zaprowadziliśmy dzieci, tłumacząc im, że skoro metal leży w ziemi 100 lat i nadal się nie rozłożył, to co dopiero będzie z taką plastikową butelką, którą wyrzucimy do rowu? Ponadto w naszym regionie powstaje coraz więcej elementów infrastruktury, które służą edukacji ekologicznej. Są to wiaty i tablice edukacyjne, ścieżki dydaktyczne. Natomiast z inicjatywy leśników powołano do życia Sosnę Gubińską, czyli centrum edukacji ekologicznej, w którym z przyrodą można się zapoznawać multimedialnie.

Działania uświadamiające lokalną społeczność pod kątem dbałości o środowisko, w którym żyjemy, prowadzimy zatem na wielu płaszczyznach. I widzimy, że przynoszą one pozytywne efekty, gdyż ta świadomość ekologiczna rośnie. Mamy też punkt selektywnego zbierania odpadów komunalnych (PSZOK), do którego bezpłatnie przyjmujemy odpady. Tłumaczymy mieszkańcom, że po to jest on czynny również w dni wolne od pracy, żeby umożliwić im przywiezienie tam zalegających w ich domach odpadów. Chcemy uniknąć sytuacji, w której stara opona zostanie wyrzucona w lesie. Mówimy mieszkańcom: „jak już zadałeś sobie trud, żeby te oponę załadować do bagażnika, to przywieź ją do nas, a nie do lasu”.

Mówił Pan o walorach przyrodniczych gminy. Co może przyciągać w te rejony amatorów natury? Czym się możecie pochwalić?

Powiem może tylko o kilku elementach, ale wszystkie one składają się w jedną układankę. Mamy Gryżyński Park Krajobrazowy, a tu, w okolicy, w gminie Maszewo, znajduje się największe skupisko bocianów w Europie. Co więcej, można tu spotkać rzadkie, chronione gatunki: jelonka rogacza, rosiczkę, orła bielika, a nawet wilka. A ok. 20 km stąd jest największe rykowisko jeleni: 200 sztuk wychodzi podczas jednej nocy. Ale nie chcemy tego nagłaśniać, ponieważ jak to zrobimy, wówczas to rykowisko zniknie. Także jesteśmy obszarem, który warto chronić i odwiedzić. Przyjeżdżają tu fotograficy z całego świata, żeby uchwycić na zdjęciach naszą przyrodę. Idą oni pod kierunkiem wykwalifikowanych przewodników, żeby nie zrobić szkód w środowisku.

Jedno trzeba zaznaczyć: w każdym obszarze potrzebna jest równowaga. To jest pogranicze Puszczy Rzepińskiej, w której pojawiły się wilki. Dopóki nie powodują one szkód w gospodarstwach, jest dobrze. Ale niedaleko jest gmina, do której sprowadzono żubry. W tej chwili ich populacja przekracza stany dopuszczalne. U nas wielkim problem jest bóbr, największy szkodnik w uprawach rolnych i wałach przeciwpowodziowych. To, co robi bóbr z wałami, przekracza ludzkie pojęcie. Wały wyglądają jak sito. Obawiam się, że bobrzych nor jest tak dużo, iż wały nie wytrzymają naporu wody. Tylko czekać, jak ta woda je rozeprze. Wojewoda, po konsultacji z Regionalnym Dyrektorem Ochrony Środowiska w Gorzowie Wlkp., wydał zgodę na redukcję tego gatunku, ale rozrost populacji bobra jest na tyle szybki, że nie radzimy sobie z tym problemem.

Proszę zobaczyć, że zanim człowiek zaczął tak mocno ingerować w środowisko, przyroda doskonale sobie radziła z zanieczyszczeniami. Przecież odpady, ścieki bytowe były od zawsze. A dzisiaj mamy tak przetworzone materiały, że przyroda bez ingerencji człowieka już sama sobie nie poradzi. Tak naprawdę obecnie człowiek musi ingerować, aby ratować tę przyrodę za wszelka cenę. I to dzisiaj robimy. A edukacja ekologiczna jest z kolei niezbędnym elementem, byśmy ze spokojem patrzyli w przyszłość na nasze wnuki i dzieci. Bo jeśli nie uratujemy środowiska, to za jakiś czas i człowieka tu nie będzie.

Jakie wyzwania stoją przed Gminą w kwestiach proekologicznych?

Od wielu lat sukcesywnie rozdzielamy kanalizację sanitarną od deszczowej. Odziedziczyliśmy bowiem po Niemcach kanalizację ogólnospławną, co powoduje, że w piaszczystym terenie, takim jak nasz, ta kanalizacja nasyca się piaskiem. Piasek dostaje się do urządzeń tłocznych i działa jak szlifierka. W związku z powyższym łopaty pomp tłocznych zużywają się w bardzo szybkim tempie. Ale my nie boimy się wyzwań. Poradziliśmy sobie przecież nawet z tak dużym zadaniem jak skanalizowanie aglomeracji Krosno Odrzańskie. Sukces tego projektu świadczy o tym, że jest w nas ogromna determinacja.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali Katarzyna Terek i Piotr Strzyżyński

fot. 2 x UM Krosno Odrzańskie

Katarzyna Terek

Katarzyna Terek

redaktor portalu sozosfera.pl
e-mail: katarzyna.terek@sozosfera.pl

Piotr Strzyżyński

Piotr Strzyżyński

Absolwent kierunku geografia (specjalność kształtowanie i ochrona środowiska) na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przez długi czas współredagujący, a następnie prowadzący miesięcznik pt. „Przegląd Komunalny”. Obecnie osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, z głównym jej przejawem – portalem sozosfera.pl.
e-mail: piotr.strzyzynski@sozosfera.pl